Ledwo opadły emocje związane z 31. kolejką, a już przed nami 32. Najciekawiej zapowiada się spotkanie rozpędzonej, pewnie zmierzającej po mistrzostwo Barcelony z Deportivo. Real wybierze się do Almerii, by na tym trudnym terenie walczyć o punkty, mając jednocześnie nadzieję, na potkniecie najgroźniejszego rywala.
Kolejny krok do mistrzostwa
Po wygraniu Gran Derbi, piłkarze Barcelony podejmą na własnym terenie Deportivo La Coruna. Goście to drużyna klasowa, jeszcze kilka lat temu regularnie grająca w Lidze Mistrzów. Jednak obecny skład „Depor” nie wydaje się wystarczającym do wywiezienia choćby punktu z Camp Nou. „Duma Katalonii”, mimo łatwej wygranej na Bernabeu, nie może się czuć pewna tytułu. Real będzie z pewnością deptał po piętach Katalończyków do końca sezonu. Dla obu drużyn każdy mecz to finał. Z tą różnicą, że „Barca” jeden z tych finałów może bez konsekwencji przegrać.
W meczu nie zagra z pewnością kontuzjowany Zlatan Ibrahimović. Występ Gerarda Pique i Erica Abidala również jest mocno wątpliwy. Cała trójka nie trenuje z resztą ekipy. Ciężko powiedzieć, co może wymyślić Pep Guardiola. W meczu z Realem wystawił Daniego Alvesa na skrzydle. W środę Brazylijczyk zagra jednak raczej w obronie. Miejsce w ataku zajmie prawdopodobnie Bojan – wszakże Henry w ostatnim czasie prezentuje koszmarną formę.
W drużynie Deportivo zabraknie Manuela Pablo. Doświadczony defensor nie grał w weekendowym meczu z Racingiem, nie będzie go też na Camp Nou. Poza nim, na murawie nie zobaczymy Angulo oraz, oczywiście, kontuzjowanego od kilku miesięcy, Filipe Luisa.
Zwycięzca w tym meczu może być tylko jeden. Szanse „Depor” na jakąkolwiek zdobycz punktową są minimalne. Jednak wydaje się, że nie ma co liczyć na jakąś wielką „goleadę”. Barcelona wkracza w decydującą część sezonu i Pep Guardiola będzie oszczędzał swych najlepszych graczy.
Pierwszy, z siedmiu finałów

Real swój mecz rozegra dzień po Barcelonie. Jednak będzie miał przed sobą trudniejsze zadanie. „Królewscy” w meczach wyjazdowych radzą sobie gorzej niż na Santiago Bernabeu, a stadion Almerii jest jednym z tych, na których czołówka zwykła tracić punkty. Wielkim znakiem zapytania jest forma psychiczna graczy z Madrytu – kilka dni temu przegrali kolejny ważny mecz, zmniejszając tym swoje szanse na tytuł mistrzowski.
Na Estadio de los Juegos Mediterraneos nie zagra z pewnością Raul. Zabraknie też zapewne Kaki oraz Roystona Drenthe – obaj od dłuższego czasu walczą z kontuzjami. W Gran Derbi swoją piątą kartkę w sezonie otrzymał Ezequiel Garay, tym samym Argentyńczyk nie będzie miał możliwości gry w Almerii. Manuel Pellegrini postawi więc na wielokrotnie sprawdzany kwartet defensorów: Arbeloa, Ramos, Albiol i Marcelo. Możemy się spodziewać dłuższego występu Benzemy, jednak gra od pierwszej minuty jest raczej wykluczona – Francuz nie grał od kilku tygodni, a po tym, co pokazał w ostatnim meczu, można wnioskować, że dojście do optymalnej dyspozycji trochę potrwa. W ekipie gospodarzy na szczególną uwagę zasługuje, znany z polskich boisk, Kalu Uche. Najlepszy strzelec zespołu wrócił do pierwszego składu i znów strzela gole. Jednak najmocniejszym punktem Almerii jest z pewnością bramkarz. Diego Alves. To naprawdę wspaniały fachowiec, który zasługuje na grę w klubach czołówki tabeli. Jeśli piłkarze z Madrytu podejdą do tego meczu odpowiednio zmotywowani, to z wygraną nie powinno być problemu. Jeśli jednak w głowach ciągle będą mieli Messiego i Pedrito, strzelających gole w Gran Derbi, to mogą stracić punkty i tym samym niemal na pewno pożegnać się z marzeniami o tytule.











