W trzech na dzisiaj zaplanowanych spotkaniach I rundy Pucharu Niemiec nie było niespodzianek. Awans do kolejnej fazy rozgrywek zapewniły sobie grające na wyjeździe Eintracht Brunszwik, FSV Frankfurt i FC Augsburg.
VfB Lubeck – Eintracht Brunszwik 0:3 (0:1)
Zmagania w I rundzie DFB-Pokal zainaugurowano w Lubece, gdzie występujący w Regionallidze zespół mierzył się z liderem po dwójkach 2. Bundesligi. Na boisku dało się zauważyć różnicę dzielącą obie ekipy. Już w 13. minucie spotkania goście objęli prowadzenie. Pierwszą bramkę w meczu i w ogóle w tej edycji pucharu zdobył Kevin Kratz, który wykorzystał podanie kapitana, Mirko Bolanda. Eintracht niepodzielnie panował na boisku. Efektem tego były kolejne bramki już po przerwie. Na 2:0 podwyższył tym razem Boland, a asystującym w tej sytuacji był Dennis Kruppke. Chwilę później dzieła zniszczenia dokonał 25-letni Kratz, który strzelił swoją drugą bramkę w tym spotkaniu. Gospodarze byli bezradni, często ich próby przerywania ataków przeciwnika kończyły się ostrymi faulami i w konsekwencji żółtymi kartkami. W 70. minucie arbiter Deniz Aytekin nie miał wyjścia i za taktyczny faul na Dominicku Kumbeli od razu pokazał czerwony kartonik sprawcy – Moritzowi Marheinece. Do końca meczu było już spokojniej i do kolejnej rundy pewnie awansowali podopieczni Torstena Lieberknechta.
SG Sonnenhof Grossaspach – FSV Frankfurt 1:2 (1:2)
W tym samym czasie toczył się pojedynek na Comtech Arena. W obecności zaledwie 1,5 tysiąca widzów zdecydowanym faworytem meczu był występujący na zapleczu 1. Bundesligi zespół z Frankfurtu. Jednak jak wiadomo, puchar rządzi się swoimi prawami, i początek meczu zdawał się to potwierdzać. To czwartoligowcy niespodziewanie pierwsi strzelili gola. A konkretnie uczynił to w 16. minucie Sebastian Szimayer strzałem w prawy róg bramki. Goście jednak się tym nie podłamali, wręcz przeciwnie, szybko starali się odrobić straty. I na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Tylko przez pięć minut mieliśmy w tym meczu niespodziankę, wówczas wyrównał Yannick Stark. Po jego uderzeniu piłka zanim wpadła do bramki, odbiła się jeszcze od słupka. Gospodarze ledwie zdążyli wznowić grę, a już dostali drugiego gola. Tym razem wypożyczony z Borussii M’Gladbach Australijczyk Mathew Leckie skorzystał z nieporozumienia golkipera i obrońcy i w ciągu dokładnie 81 sekund z 1:0 zrobiło się 1:2. Po tej bramce piłkarze trenera Rüdigera Rehma nie byli już w stanie się podnieść do końca meczu, ale i tak brawa za dzielną postawę.
SV Wilhelmshaven – FC Augsburg 0:2 (0:1)
W ostatnim dzisiejszym spotkaniu mieliśmy polski akcent. W ekipie gospodarzy od pierwszej do ostatniej minuty zagrał 24-letni polski pomocnik, dziś występujący na prawej obronie, Bartosz Broniszewski. Po raz pierwszy w tej edycji pucharu zagrał w końcu klub z 1. Bundesligi, który od pierwszej minuty starał sobie ustawić mecz pod swoje dyktando. Z początku niezbyt to się udawało podopiecznym nowego od tego sezonu trenera, Markusa Weinzierla, ale kiedy przyszła pierwsza dogodna sytuacja – od razu została zamieniona na bramkę. W 28. minucie zdobył ją po uderzeniu głową znany kibicom Bundesligi Aristide Bance. Dośrodkowywał w tej sytuacji Tobias Werner. Gospodarze, mimo solidnej postawy, ustępowali faworytom. A ci mieli kolejne sytuacje do podwyższenia prowadzenia. W 78. minucie w końcu uczynił to Knowledge Musona. Tym razem w roli podającego wystąpił strzelec pierwszego gola Bance, a Zimbabwejczyk z ostrego kąta w długi róg nie dał szans golkiperowi Wilhelmshaven. Niespodzianki zatem nie było i kolejny czwartoligowiec jest za burtą. Na jutro zaplanowanych jest dwanaście spotkań I rundy Pucharu Niemiec.










