Ostatnie dwa sezony dla Piasta Gliwice były niczym niesamowity, amerykański sen, którego nawet nikt się nie spodziewał. Nikt o zdrowych zmysłach nie obstawiał, że gliwiczanie najpierw zostaną mistrzem Polski, a rok później zajmą miejsce na podium. Nieoceniona w tym rola byłego selekcjonera, Waldemara Fornalika. Niewątpliwie to główny sprawca ostatnich triumfów Piasta. Kiedyś jednak musiał przyjść zły moment.
Po dwóch sezonach gry ponad możliwości w końcu przyszedł czas na obniżenie lotów. I to bardzo wyraźnie. Spodziewaliśmy się, że „Piastunki” nie będą w stanie kolejny rok nas zadziwiać, ale nie przewidywaliśmy, że Piast będzie zamykać tabelę z jednym punktem po siedmiu spotkaniach. Przyznać musimy, że jest to dość mocne zaskoczenie. In minus.
Efekt synergii
Poprzednie dwa lata to totalne science fiction. Wyniki ponad miarę. Niby przeciętni ludzie, z których Waldemar Fornalik zrobił gwiazdy ligi. Zazwyczaj gdy odchodzą z Gliwic, ujawniają się ich wszystkie mankamenty i wady. W Piaście za to błyszczeli. „Waldek King” sprawił, że gracze klasy średniej stworzyli zespół eksportowy. Piłkarze, którzy co najwyżej mogli walczyć o środek tabeli, zdobyli mistrzostwo. Ba, rok później udowodnili, że nie był to przypadek.
To pokazuje, jaką pracę wykonał Waldemar Fornalik. W normalnym przypadku 2+2 równa się 4, a w przypadku Piasta było to coś więcej. Jako zespół byli w stanie osiągnąć coś więcej. Nawet mistrzostwo. Na tym polega efekt synergii. Pomimo braku wybitnych jednostek pracując zespołowo, jesteśmy w stanie osiągnąć coś ekstra. Tym przecież zachwycili całą Polskę. Niestety kiedyś efekt Fornalika i synergii musiał się wypalić. Głównie przez to, że kadra się zmieniła.
Przypominamy sobie występy Joela Valencii z Piasta. Konkretnie z mistrzowskiego sezonu. Rewelacyjną grą robił wszystkich, jak chciał, w konsekwencji otrzymał nawet nagrodę dla zawodnika sezonu. Wyjazd do Anglii był absolutnie nieudany. Po roku siedzenia na ławce rezerwowych lub trybunach ma zamiar odbudować się w Legii Warszawa. Wniosek? To jest cień piłkarza, to nie ten sam zawodnik. Rozumiemy argumenty o powrocie do formy, ale fakt jest jeden i niepowtarzalny. Najlepiej Joel Valencia prezentował się w Piaście Gliwice.
Wspomnień czar
Przyczyną dobrej gry Piasta Gliwice było to, że tworzyli kompaktowy zespół. Jak z podręcznika. Efektem były dobre wyniki, a nawet trofeum zdobyte w sezonie 2018/2019. Niestety wiązało się to także ze sprzedażą kluczowych graczy. Na pierwszy plan wyłania nam się Joel Valencia, który odszedł do Brentford. Jak się okazało, już po roku wrócił, ale do Legii. W Piaście jednak nie udało się go zastąpić. Próby były, ale bezskuteczne. Na koniec zawsze okazywało się, że to nie ta sama jakość.











