Gdy miał 17 lat został piłkarzem holenderskiego Heerenveen, gdzie swobodnie mógł rozwijać swój talent. Po trzech latach zdecydował zmienić barwy klubowe, by móc podbić ligę holenderską. Niestety ciężka kontuzja kolana sprawiła, że przez dziewięć miesięcy będzie musiał odpocząć od futbolu. Z Pawłem Wojciechowskim, piłkarzem Willem II rozmawiałem o jego przeszłości i przyszłości.

Od trzech lat jesteś za granicą, najpierw Murcia Deportivo, potem SC Heerenveen, a ostatnio Willem II. Czego Paweł Wojciechowski nauczył się na Zachodzie?
Przede wszystkim, usamodzielniłem się już od młodych lat. Może ktoś powie, że to nie ma związku z piłką, a ja powiem, że ma, i to duży. Piłka nożna to nie tylko treningi i mecze, ale trzeba również dbać o siebie, dobrze się odżywiać, dbać o swoje ciało. Poza tym nauczyłem się systematyczności. Na trening przybywam zawsze wcześniej, co pozwala mi się spokojnie i profesjonalnie przygotować do zajęć. To jedne z ważniejszych rzeczy, poza samymi treningami. Na boisku natomiast dużo nauczyłem się jeśli chodzi o taktykę i podszkoliłem technikę. Myślę, że stałem się dużo lepszym zawodnikiem, niż byłem w przeszłości.
W drużynie Heerenveen rozegrałeś dziewięć spotkań i strzeliłeś dwie bramki, jednak mimo wielkiego talentu i dobrej postawy w meczach rezerw, bardzo rzadko miałeś możliwość gry na boiskach Eredivisie. W Holandii trenerzy stawiają na młodzież, a w Twoim przypadku trener niechętnie stawiał na młodych. Z czego to wynikało?
Przyszedłem do Heerenveen, mając 17-18 lat, więc zaczynałem od juniorów i tam już na samym początku musiałem pokazać, na co mnie stać. Heerenveen to zespół, w którym drużyna składa się z 25-26 zawodników. Sama selekcja, nie wliczając w to zawodników, którzy grają w drugiej drużynie, to naprawdę dużo. Fakt, że kadra pierwszego zespołu liczy 25-26 graczy, coś mówi o konkurencji i trzeba być w super formie i do tego mieć trochę szczęścia z kartkami czy kontuzjami, żeby – tak jak mi – udało się zadebiutować i pokazać swoje umiejętności w Eredivisie i potem przebić się do pierwszej selekcji.
Po trzech latach przebywania w Heerenveen zdecydowałeś się na transfer do Willem II. Dlaczego pozostałeś w Holandii? Nie myślałeś o tym, żeby spróbować swoich sił w innym kraju lub wrócić do Polski?
Zdecydowałem się pozostać w Holandii ze względu na to, że wielu trenerów i skautów innych zespołów zna moje nazwisko, na które pracowałem tutaj przez dwa lata. Zmieniając kraj, musiałbym zaczynać prawie od nowa, co nie byłoby dobre. W Willem II, gdyby nie kontuzja, jakiej doznałem tuż przed rozpoczęciem sezonu, byłbym zawodnikiem, który regularnie pojawia się na boiskach Eredivisie od pierwszych minut, co dawałoby mi wiele szans. Nie tak jak w Heerenveen, gdzie musiałbym wyczekiwać na swoje minuty. Powrót do Polski też za bardzo nie wchodził w grę.











