Nieco ponad tydzień został do rozpoczęcia mistrzostw Europy w Polsce i na Ukrainie. Na temat zbliżających się rozgrywek rozmawialiśmy z niegdyś związanym z redakcją iGola, a obecnie dziennikarzem „Wprost”, Pawłem Sikorą. Według niego oba kraje gospodarze wywrą na przyjezdnych pozytywne wrażenie, a głównego faworyta upatruje w reprezentacji Holandii.
Patrząc na formę prezentowaną przez reprezentację Polski i ich grupowych rywali, jak oceniasz szanse „Biało-czerwonych” na osiągnięcie dobrego wyniku?
To, czy wyjdziemy z grupy, bo wyjście z grupy należy uznać za sukces, zależeć będzie od pierwszego spotkania. Jeśli przegramy z Grecją, odpadniemy z turnieju już w pierwszej fazie Euro. Nie wydaje mi się, żeby Polacy byli w stanie pokazać charakter i po porażce w meczu otwarcia pokonać później Rosję i Czechy. Jeśli jednak uda się wygrać z Grekami i nie przegrać z Rosją, to jestem dobrej myśli. Jednak, patrząc realnie na możliwości drużyny Smudy, na więcej niż ćwierćfinał bym nie liczył.

Gra reprezentacji Polski oparta jest w głównej mierze na tercecie z Borussii Dortmund: Robercie Lewandowskim, Jakubie Błaszczykowskim i Łukaszu Piszczku. Czy widzisz wśród naszych reprezentantów kogoś, kto w przypadku absencji któregoś z nich mógłby wziąć odpowiedzialność na swoje barki i poprowadzić ten zespół do sukcesu?
W obronie zamiast Piszczka ten ciężar może na siebie spokojnie wziąć Wasilewski, to facet z charakterem. A w pomocy za Błaszczykowskiego choćby Obraniak. Boję się jednak o atak, bo ani Brożek, ani Sobiech Lewandowskiego zastąpić nie mogą. Mógłby Irek Jeleń, gdyby powołał go Smuda i gdyby regularnie grał w klubie, tak jak to było za czasów jego gry w Auxerre. Miejmy jednak nadzieję, że całe nasze niemieckie trio zagra.
Wokół naszej kadry głośno jest nie tylko ze względu na postawę zawodników na boisku, ale również z powodu decyzji personalnych Franciszka Smudy. Ten krytykowany jest za powołanie dużej liczby obcokrajowców. Na ile słuszne były te decyzje i jak atmosfera wokół drużyny może wpłynąć na zawodników podczas Euro?
To, na ile były słuszne, zależy tylko od wyniku kadry. Jeśli wyjdziemy z grupy i bez blamażu odpadniemy w ćwierćfinale albo sprawimy niespodziankę i zagramy w półfinale, to nikt Smudzie nie będzie wypominał powołań obcokrajowców. Jednak jeśli odpadniemy po fazie grupowej, to powołania dla Perquisa czy Polanskiego będą tylko dolewać oliwy do ognia. Ale to już problem Smudy.
Ilu Twoim zdaniem powołanych na turniej odzyskanych piłkarzy po Euro 2012 nie znudzi się grą dla reprezentacji Polski? Nie będą oni kolejnymi Emmanuelami Olisadebe czy Rogerami Guerreiro?












