Paweł Golański, wracając do Korony, po kilkuletnich zagranicznych wojażach, liczył zapewne na sukcesy w barwach kieleckiej drużyny. Niestety, „Złocisto-krwiści” odpadli już w 1/8 finału Pucharu Polski i tym samym tego trofeum w tym sezonie nie zdobędą.
Jak oceniasz dzisiejsze spotkanie?
Jagiellonia była dzisiaj zespołem o tę jedną bramkę lepszym. Po straconym golu przejęliśmy inicjatywę, ale niestety nic z tego nie wynikało. Przegraliśmy, chociaż uważam, że zagraliśmy niezłe spotkanie. Mieliśmy swoje bardzo dogodne sytuacje, bodajże nawet pięć, ale nie umieliśmy ich wykorzystać. Szkoda.
Po odpadnięciu z Pucharu Polski została Wam już tylko walka o miejsce w lidze…
Czas przełamać passę dwóch przegranych spotkań. Bez względu na styl musimy kolejny mecz wygrać, bo przed spotkaniem z „Jagą” planowaliśmy, że zagramy ładnie i przy okazji powalczymy o zwycięstwo. Teraz jedziemy do Gdańska i trzeba walczyć o punkty. Nie ważne w jakim stylu, czy broniąc się przez 90 minut i w ostatniej strzelając bramkę, czy dominując przez cały mecz. Chcemy wygrać to spotkanie.
Wspominałeś o kiepskiej skuteczności. To ona jest przyczyną porażki?
Myślę, że tak. Ogólnie gra była niezła, zarówno my, jak i Jagiellonia stworzyliśmy fajne widowisko, ponieważ graliśmy ofensywnie, więc mecz mógł się podobać. Natomiast ja żałuję, że nie strzeliliśmy choćby tej jednej bramki.
Druga porażka z rzędu, nie ma obaw, że wpadliście w mały kryzys formy?
Nie, myślę, że jest jeszcze za wcześnie, żeby mówić o kryzysie. Zdajemy sobie sprawę, że nie można wygrać każdego meczu. Chcemy oczywiście odnosić zwycięstwa, ale w tym momencie coś się zacięło. Uważam, że w dopiero co zakończonym meczu akurat skuteczność. Musimy jednak pokazać, że jesteśmy kolektywem, wygrywamy wszyscy, ale wszyscy również przegrywamy. Musimy podnieść głowę i walczyć do końca.










