Paulina Chylewska: „Nie każdy początkujący komentator będzie Mateuszem Borkiem” (WYWIAD)


Paulina Chylewska opowiada nam o swojej karierze dziennikarskiej, pracy w telewizji i pasji, jaką są sport i piłka nożna

1 czerwca 2020 Paulina Chylewska: „Nie każdy początkujący komentator będzie Mateuszem Borkiem” (WYWIAD)
Paulina Chylewska

W telewizji debiutowała jako prezenterka słynnego "Roweru Błażeja". Ten rower zawiózł ją potem do redakcji sportowej, w której przez lata przedstawiała nam wiadomości w serwisie sportowym. Była jedną z głównych prezenterek studia TVP w trakcie letnich igrzysk olimpijskich w Atenach (2004), Pekinie (2008) i Londynie (2012) oraz zimowych igrzysk w Turynie (2006) i Soczi (2014). Była główną gospodynią kultowego programu "Kawa czy herbata" oraz "Dzień dobry, Polsko". Od 2017 roku pracuje w telewizji Polsat, a na początku tego roku wraz z Anną Choszcz-Sendorowską i Martą Alf założyła agencję Chylewska&Co-Presence Perfect. Gdy patrzy się na nią, od razu robi się inaczej, na duszy jest łatwiej, a na twarzy pojawia się uśmiech. Taka jest Paulina Chylewska. Pogodna i wiecznie uśmiechnięta. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, prywatnie mama dwóch dorastających córek.


Udostępnij na Udostępnij na

Kawa czy herbata?

Rano zawsze herbata – czarna z sokiem malinowym, dopiero później kawa…

Swoją karierę zaczynała Pani w latach 90. „Rower Błażeja”, „Kawa czy herbata” to programy, o których nikomu nie trzeba przypominać. Były dobre, wartościowe, ludzie z nich do dzisiaj pamiętają Paulinę Chylewską z tamtych lat. Skąd nagle taka zmiana i praca w  redakcji sportowej?

Nie do końca to był mój pomysł. Kiedy moja przygoda z „Rowerem” dobiegała końca, mówiąc wprost – trochę z niego wyrosłam, zaprosił mnie na rozmowę ówczesny dyrektor TVP1 Sławomir Zieliński i zapytał, co bym chciała robić dalej w telewizji. Odparłam, że chcę być Elą Jaworowicz i pomagać ludziom. Okazało się, że Sławek miał na mnie inny pomysł i zaproponował redakcję sportową. Zgodziłam się, choć nie do końca zdawałam sobie sprawę, na co się porywam. Dzisiaj jednak nie żałuję.

Lubiła Pani sport w ogóle?

Sport fascynował mnie zawsze. W moim domu mistrzostwa świata w piłce nożnej czy igrzyska olimpijskie to było święto. Zawsze tak do tego podchodziłam. Sama wyczynowo nie uprawiałam żadnego sportu, ale z respektem, szacunkiem i podziwem podchodziłam do wszystkich, którzy taką drogę życiową wybrali.

Nawet rekreacyjnie nic Pani nie uprawiała?

Jeśli uznamy, że taniec współczesny to sport, to tak. Tańczyłam 15 lat.

Tamtych czasów do obecnych oczywiście nawet nie ma co porównywać. Chciałbym dowiedzieć się, jak to wygląda z Pani perspektywy. Gdy zaczynała Pani przygodę z telewizją, czy łatwiej  było zaistnieć w tej branży niż w obecnych czasach? Wielu młodych ludzi uważa, że branża telewizyjna jest bardzo hermetyczna. Trudno się do niej dostać, a jeszcze trudniej w niej przebić.

Gdy zaczynałam pracę w telewizji, zawód dziennikarza telewizyjnego można było wykonywać tylko w telewizji. Dziś jest pod tym względem łatwiej – są portale internetowe, YouTube, media społecznościowe. Ale jednocześnie trudniej – widzowie są bardziej wymagający, wiedzą, co chcą, a czego nie chcą oglądać. Mają większy wybór i z pomocą pilota lub myszki dokonują selekcji.

Mam też wrażenie, że dostać się do telewizji wcale nie jest trudno. Dużo trudniej się w niej utrzymać. To wynika z dwóch rzeczy. Oczekiwań przychodzącego, nie każdy początkujący komentator będzie Mateuszem Borkiem i nie każda początkująca prezenterka – Grażyną Torbicką oraz – co może zabrzmi banalnie – gotowości do ciężkiej, stresującej i nienormowanej pracy. Nie da się pracować w telewizji bez poświęceń. Poza tym warto wiedzieć, jaki jest cel, który chcemy osiągnąć, próbować to zrobić i nie nastawiać się, że przyjdzie od razu.

Paulina Chylewska

Pytam o to dlatego, że serwis piłkarski, dla którego rozmawiamy, jest tworzony przez młodych ludzi. Ludzi, którzy mają plany, ambicje i swoje marzenia. Wszystkich łączy wielka miłość do sportu, a w szczególności do piłki nożnej. Wszyscy chcieliby kiedyś być jak Pani. Znana, ceniona, z mocną pozycją w mediach. Co dzisiaj może Pani powiedzieć takim ludziom? Może coś doradzić, podpowiedzieć lub przed czymś ostrzec.

Nie jestem dobrym doradcą. Poza tym uważam, że każdy przypadek jest inny i każdy musi sobie znaleźć własną drogę. Warto zwrócić uwagę, że nie zawsze praca w telewizji daje tyle radości i satysfakcji, ile byśmy chcieli. Pewnie, jeśli relacjonujesz mundial czy igrzyska, jesteś w centrum wydarzeń, doświadczasz emocji – nie może być lepiej. Ale początek pracy może oznaczać 30 sekund relacji z mistrzostw Polski kadetów w szachach… I nie ma się co na taką rzeczywistość obrażać. Każdy taką drogę przechodził i warto rzemiosła uczyć się od małych rzeczy, by potem podołać wielkim wyzwaniom.

W życiu widziałem tysiące spotkań piłkarskich. Nie przypominam sobie jednak żadnego z kobiecym komentarzem. Nie myślała Pani o tym, żeby być tą pierwszą w Polsce, która skomentuje na żywo mecz piłkarski dla telewizji?

Nie byłabym pierwsza… Lata temu w Canal+ komentowała Aldona Marczuk. Ale rzeczywiście była pierwszą i chyba nadal jedyną komentującą mecze dziewczyną. Nie mam takich ambicji. To jest bardzo trudne, wymaga wielkiej wiedzy nie tylko merytorycznej, lecz także wyczucia taktycznego. Nie grałam nigdy w piłkę i tego drugiego elementu na pewno mi brakuje. Ciągle od moich kolegów i ekspertów uczę się lepszego czytania gry, ale za sitkiem nie usiądę. Poza tym uwielbiam pracę w studiu czy w tzw. terenie, więc niech tak zostanie.

Prowadziła Pani studio sportowe wielu igrzysk olimpijskich i ważnych wydarzeń sportowych, piłkarskich. Pojawia się czasem jeszcze trema, gdy wychodzi Pani na antenę, czy doświadczenie i rutyna robią swoje, a głowa zawsze jest spokojna, że da radę? Przecież dawała już radę setki razy wyśmienicie.

Tremę mam zawsze. Raz mniejszą, raz większą, raz ogromną, ale ten dreszczyk emocji na kilkanaście sekund przed wejściem na antenę jest zawsze. Jak przestanę się denerwować, przestanę to robić, bo to będzie oznaczało, że mi nie zależy. Na szczęście trema mnie motywuje i napędza do działania.

Jak wygląda w skrócie taki dzień, w którym prowadzi Pani studio?

Jeśli studio jest wieczorem, jak choćby w przypadku Ligi Mistrzów, staram się dobrze wyspać. Potem śniadanie, kawa i prasówka. Sprawdzam, co jeszcze w mediach pojawiło się a propos meczów danego dnia. Jeśli jest coś takiego – dopisuję do notatek, które przygotowuję sobie do studia. Notatki zawsze robię odręcznie. Są trochę jak ściągi w szkole. Lepiej wtedy zapamiętuję, kojarzę fakty, poza tym tworzę swoistą minimapę, która pomaga podczas programu. Jeśli notatki są już zapięte, przystępuję do kolorowania… Kolorowe zakreślacze to chyba jedno z podstawowych narzędzi pracy dziennikarza. Na niebiesko najważniejsze daty drużyny A, na zielono drużyny B, na pomarańczowo składy i możliwe warianty taktyczne, na żółto cytaty trenerów itp. itd.

Potem koło 15.00 muszę być już w studiu. Krótka próba, makijaż, podpięcie mikrofonów i start. Koniec na ogół – około 1.00 w nocy. Potem dobre dwie godziny, by ochłonąć, odreagować i już koło 3.00 nad ranem można się położyć.

Trudny mamy obecnie czas. Pandemia wirusa zmieniła dużo w codziennym funkcjonowaniu. Zmieniły się priorytety. Nagle okazało się, że bez wielu rzeczy można się obejść. Zniknął szeroko rozumiany sport, przestały grać piłkarskie ligi. Mniej ma Pani pracy w tym czasie czy wręcz przeciwnie?

Tylko na początku wydawało się, że pracy będzie mniej. Oczywiście nie ma rozgrywek i ten element pracy odpadł, ale pojawił się inny. Codziennie od 7.00 do 9.00 tworzyliśmy „Poranek z Polsatem Sport” – rozmowy ze sportowcami różnych dyscyplin, przegląd social mediów, dyskusje o możliwych scenariuszach po pandemii itd. Poza tym pracowaliśmy w zespołach 3/3, czyli trzy dni pracy, trzy dni wolnego, więc dochodziło zmęczenie, w związku z pobudką o 4.30, dwojgiem dzieci w zdalnym nauczaniu (rodzice wiedzą, co mam na myśli) i ogólna niepewność, co będzie. Na pewno nie był to czas odpoczynku.

„Piłka nożna dla kibiców” to hasło znane w całym kraju. W ten weekend wraca liga. Kibice jednak nie wrócą jeszcze na stadiony. Jakie jest Pani zdanie? Powinni grać czy wzorem z Holandii i Francji dać sobie spokój i poczekać na lepszy czas?

Szczerze mówiąc, mam mieszane uczucia… Z jednej strony tęsknota jest wielka i głód piłki także dla kibiców ogromny, ale z drugiej… zdrowie jest przecież najważniejsze i nie wiem, czy warto narażać setki ludzi na każdym meczu, mówimy tylko o drużynach i obsłudze telewizyjnej. To bardzo trudne do wyważenia. Zwłaszcza że dochodzi także aspekt finansowy. Dla wielu klubów – i tu mowa nie tylko o ekstraklasie – to jest trochę być albo nie być.

Brakuje Pani piłki, sportu w codziennym życiu?

Bardzo… Nawet oglądanie najlepszych historycznych meczów nie zastąpi transmisji tej na żywo.

Powstanie Pani firmy praktycznie zbiegło się w czasie z okresem pandemii. Szkolenia w kształtowaniu wizerunku to główny temat, jakim Pani się zajmuje. Uśmiech z Pani twarzy chyba nigdy nie znika, czy to od niego wziął się ten pomysł na powstanie agencji?

Szkolenia z autoprezentacji prowadzę od lat i widzę coraz większą potrzebę pomagania ludziom w tym zakresie. Dlatego połączyłam siły z dziewczynami, które znam od lat, z którymi współpracowałam, i wiem, że razem możemy zdziałać więcej. Dziś ta wiedza, jak prezentować siebie i treści, które chcemy przekazać, przydaje się w każdym momencie, nawet na randce. Wszyscy chcemy dobrze się prezentować, świetnie mówić, być przekonującym i kompetentnym. Trzeba tylko wiedzieć, jak to zrobić, bo nawet najlepiej przygotowana, ale źle przedstawiona prezentacja będzie klapą.

Czym dokładnie się zajmujecie?

Zajmujemy się przede wszystkim wystąpieniami publicznymi od momentu ich przygotowania do finalnego efektu. Pracujemy także z firmami w zakresie komunikacji kryzysowej, co z kolei oczywiście wiąże się z wystąpieniami, ale wymaga nieco innych narzędzi w pracy i przekazywaniu informacji.

Paulina Chylewska

Wracamy do futbolu. Na co dzień prowadzi Pani w Polsacie studio Ligi Mistrzów. Ma Pani jakiś swój ulubiony klub europejski, dla którego Pani serce bije mocniej?

Nie wiem, czy mogę się przyznać… więc się nie przyznam (śmiech). Bardzo lubię angielską piłkę i to, co dzieje się na Wyspach, chyba najbardziej mnie fascynuje.

Nie zastanawia się Pani czasem, gdy tak patrzy dookoła – „kurczę, piłka, sami faceci i w tym wszystkim ja”. Co ja tu robię? (śmiech)

Już nie. Na początku tych wątpliwości było dużo więcej. Dziś wiem, że jestem we właściwym miejscu, we właściwym czasie i nie zastanawiam się, co by było, gdyby. Poza tym bardzo lubię pracować z facetami.

Córki nie myślą, żeby pójść w ślady mamy?

Raczej nie. Obie mają artystyczne dusze i raczej w takich dziedzinach widzą swoją przyszłość.

Zaczęliśmy herbatą, a skończymy pytaniem, które każdemu zadaję i na które jeszcze nikt mi nie odpowiedział. Mistrzem Polski będzie…?

Pomidor! (śmiech)

***

Paulina Chylewska urodzona 15 października 1978 roku w Bydgoszczy. Dziennikarka i prezenterka telewizyjna. Od 2003 roku jest zamężna z Marcinem Feddkiem – dziennikarzem i komentatorem sportowym telewizji Polsat. Mają dwie córki, Lenę (ur. 2007) i Ninę (ur. 2011).

Komentarze
Adam Nurkiewicz (gość) - 4 tygodnie temu

Moje uszanowanie.
Czy zdjęcia podpisane: "Foto: Paulina Chylewska" zostały zrobione samowyzwalaczem?
Z pozdrowieniami.

Odpowiedz
Michał Krzeszowski - 4 tygodnie temu

Zdjęcia były robione przez jedną z osób z otoczenia Pauliny Chylewskiej. Są podpisane tak, jak chciała tego bohaterka naszej rozmowy.

Pozdrawiamy

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze