Co łączy Mateusza Klicha, Tomasza Kupisza, Dominika Furmana, mnie oraz Ciebie, drogi czytelniku? Otóż każdy z nas rozegrał tyle samo minut na ligowych boiskach i w związku z tym wypadałoby się rozejrzeć za nowym otoczeniem. O ile ja nie mam zbyt wielkich szans na nowy angaż, o tyle trzej wymienieni „stranieri” powinni jak najszybciej rozpocząć poszukiwania.
Każdy z nich za wielkie pieniądze wyjeżdżał za granicę. Każdy miał równomierne do kwoty transferu czy pensji oczekiwania wobec nowego otoczenia. Rzeczywistość, a dokładniej ujmując boisko, zweryfikowała ich dalekosiężne plany i nadszedł czas na podjęcie jakiejś decyzji. Oto zestawienie polskich piłkarzy, którzy w zimowym okienku transferowym koniecznie muszą zmienić klub.
- Mateusz Klich
Absolutny zwycięzca tego zestawienia. Chociaż czuł na plecach goniących rywali, którzy dość wysoko zawiesili mu poprzeczkę, nie mogło być jednak innej decyzji. Poprzedni sezon, który spędził w holenderskim Zwolle, pozwalał optymistycznie patrzeć w jego przyszłość klubową, a przede wszystkim reprezentacyjną. Wielu widziało i myślę, że dalej widzi, w nim lidera kadry z prawdziwego zdarzenia. Warunek jest jednak jeden – trzeba zmienić klub.
Kiedy po raz pierwszy odchodził z Wolfsburga, wydawało się, że nie da się przeżyć gorszej przygody w zagranicznym klubie. Rzeczywistość okazała się jednak inna. Polak cały czas nie zdołał nawet zadebiutować w zespole „Wilków”, a wielkim sukcesem jest dla niego znalezienie się w kadrze meczowej, co w obecnych rozgrywkach udało się osiągnąć zaledwie dwa razy.
Ostatnio głośno było o tym, że Polak znalazł się na celowniku greckiego PAOK-u Saloniki. Wydaje się, że rzeczywiście może być coś na rzeczy, bo informacja o takiej ewentualności pojawiła się także na oficjalnej stronie internetowej zawodnika. I trzymamy kciuki za jej powodzenie. Bo grający i będący w formie Klich to ważny element układanki Adama Nawałki, który może być niezbędny w decydującej fazie eliminacji do Euro 2016.
- Rafał Wolski
Tylko o włos przegrał z Mateuszem Klichem. To nie oznacza jednak, że nie powinien jak najszybciej zmienić klubu. Wręcz przeciwnie, powinien to zrobić równie szybko.
Wiele obiecywaliśmy sobie po przejściu rozgrywającego do włoskiej Serie B. Wolski miał tam okrzepnąć, nabrać pewności siebie, a po okresie wypożyczenia wrócić do Fiorentiny i podjąć rękawice z rywalami o miejsce w składzie. Była co prawda jeszcze jedna opcja. Polak miał wprowadzić Bari do najwyższej klasy rozrywkowej i tam ewentualnie pozostać. Tyle że już teraz wiemy, że oba scenariusze są niemal nierealne.
Jego obecny zespół w żaden sposób nie przypomina ekipy, która w miałaby jakikolwiek szansę na promocję do Serie A. W dodatku zespół, a w zasadzie jego trener, preferuje styl gry zupełnie niepasujący do Wolskiego, dlatego nikogo nie może dziwić fakt, że gdy ten pojawia się na placu gry, to zbiera najczęściej najniższe noty z całej drużyny.














