Takiego rezultatu pierwszego spotkania II rundy kwalifikacyjnej do Pucharu UEFA pomiędzy Lechem Poznań, a Grasshoppers Zurych nie spodziewali się nawet najwięksi optymiści. Lechici rozbili Szwajcarów aplikując im aż sześć goli, praktycznie zapewniając sobie awans do kolejnej fazy. Spotkanie przejdzie do historii także jako najwyższe zwycięstwo Lecha w europejskich pucharach.
Piłkarze Kolejorza po raz pierwszy „ukąsili” rywala, zanim jeszcze piłkarska uczta się rozpoczęła. Worek z bramkami rozwiązał – podobnie jak w meczu inaugurującym Ekstraklasę z GKS Bełchatów – Hernan Rengifo, który po dośrodkowaniu Sławomira Peszki strzałem głową pokonał Elida Jakupovića. To był jednak zupełnie inny Lech, niż w piątkowym pojedynku z zespołem z Bełchatowa. Powoli i boleśnie podopieczni Franciszka Smudy rozkładali dziś przeciwników na łopatki.

Drugie trafienie było już autorstwa Roberta Lewandowskiego, który po naciskach mediów otrzymał dziś szansę gry od pierwszych minut. Odwdzięczył się podwójnie. Najpierw, w 14 minucie, wślizgiem dopełnił formalności po strzale peruwiańskiego napastnika Kolejorza. Następnie – już po zmianie stron – skierował piłkę do siatki po strzale Semira Stilicia w słupek szwajcarskiej bramki.
Lechici atakowali przez całe spotkanie, choć momentami dopuszczali rywali pod własne pole karne. Tam jednak królowali obrońcy poznańskiego zespołu i tym razem nie dali się zaskoczyć. Poznaniacy zadziwiali niekonwencjonalnymi zagraniami, oskrzydlającymi akcjami, efektownymi strzałami – ale znowu byli nieskuteczni. Trudno jednak po takim zwycięstwie mieć o to do nich pretensje. Pecha mieli Rafał Murawski i Semir Stilić, którzy kilkakrotnie próbowali szczęścia strzałami z dystansu. Jednak albo na posternku stał bramkarz rywali, albo piłka minimalnie mijała światło bramki.

Kiedy piłkarska uczta w najlepsze trwała na wypełnionych po brzegi trybunach, Lechici po raz kolejny cieszyli się z podwyższenia rezultatu. W 76 minucie to jednak rywale sami zgotowali sobie ten los. Z ostrego kąta strzelał Stilić, a Vallori wbił piłkę do własnej bramki. To jednak nie był koniec strzeleckiego festiwalu przy ul. Bułgarskiej. W 80 minucie Franciszek Smuda desygnował do gry Dimitrije Injacia, który zmienił Roberta Lewandowskiego. Cztery minuty później „Dima” tak uderzył zza pola karnego, że piłka tuż przy słupku wpadła do bramki, nie dajac szans Jakupoviciowi. Kiedy piłkarze Grasshoppers odliczali minuty do końca meczu, a trybuny grzmiały „Jeszcze jeden, jeszcze jeden”, Lechici jeszcze raz zaatakowali ze szwajcarską dokładnością. Tym razem wreszcie wstrzelił się Sławomir Peszko. Pomocnik Kolejorza z odległości 5 metrów głową skierował piłkę do siatki.











