Po rocznej nieobecności drużyna z Aragonii wróciła do hiszpańskiej elity. Na Estadio El Alcoraz tym razem postawiono na piłkarzy ogranych na hiszpańskich boiskach. To właśnie doświadczenie ma być kluczowym czynnikiem do utrzymania w La Liga. Dwa lata temu do strefy spadkowej Huesca wpadła po piątym spotkaniu. Przez kolejne 33 nie była w stanie się z niej wydostać. Tym razem „Azulgranas” na dnie znaleźli się dwie kolejki później.
Kiedy w czerwcu 2019 roku Huesca spadała z hukiem do Segunda Division, smuciła się tylko Aragonia. Grająca swój pierwszy sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej drużyna niczym się nie wyróżniała. Była to jedna z najbardziej bezbarwnych ekip, jakie mogliśmy oglądać na hiszpańskich boiskach. W efekcie zaledwie po dziewięciu spotkaniach z pracą pożegnał się Leo Franco. Zastąpienie byłego bramkarza m.in. Atletico Madryt przez Francisco Rodrigueza było jedynym wyrazistym akcentem premierowego sezonu w La Liga.
Awans w kolejnej kampanii był nie mniejszą niespodzianką niż ten dwa lata wcześniej. Tym razem jednak szanse na utrzymanie powinny być znacznie większe. Michel, dla którego Huesca jest drugą drużyną po Rayo Vallecano, którą wprowadził do Primera Division, postawił na zawodników z doświadczeniem na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Postawiony przed nim plan zakłada pozostanie w elicie przynajmniej na następny sezon, co pozwoli na ustabilizowanie finansów oraz pozycji klubu na hiszpańskim rynku.
Miłe złego początki
Cztery punkty w dwóch pierwszych meczach. Taki wynik większość beniaminków pięciu najsilniejszych lig w Europie brałaby w ciemno. Problemy pojawiają się w momencie, gdy te cztery punkty to ponad 30% wszystkich zdobytych w rundzie. Dwa zwycięstwa, pięć remisów i aż dwanaście porażek było odbiciem się od ściany z hukiem słyszanym w Saragossie. Seria 16 meczów bez zwycięstwa była prawdziwą drogą przez mękę dla fanów „Azulgranas”. Drużyna nie dorastała poziomem do Primera, a każde kolejne spotkanie zamieniało się w modlitwę o jak najmniejszy wymiar kary.
Największe problemy Hueski dotyczyły gry obronnej. Ekipa z Aragonii traciła średnio 1,71 gola na mecz, co było drugim najgorszym wynikiem w całej lidze. Podopieczni Franco, a później Rodrigueza sami byli w stanie 43 razy umieścić piłkę w bramce przeciwnika, co uplasowało ich w środku stawki pod tym względem.











