W Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu odbyło się we wtorek spotkanie z legendami 14-krotnego mistrza Polski: Stanisławem Oślizło i Zygfrydem Szołtysikiem. Obaj panowie przypomnieli swoje największe sukcesy w Górniku oraz podzielili się swoimi przemyśleniami na temat meczu „Biało-czerwonych” z Rosją na Euro.
Jedna z sal muzeum wypełniła się po brzegi. Pojawili się kibice Górnika, pamiętający złote czasy zabrzańskiej drużyny, a także młodzież, która może tylko żałować, że nie miała okazji oglądać na żywo popisów Stanisława Oślizły czy Zygfryd Szołtysika. – Muszę to powiedzieć… Takiego zawodnika jak Zyga brakuje dzisiaj w kadrze. Wtedy nie było ofensywnych pomocników, nie było defensywnych. Był Zyga, który robił wszystko – Oślizło chwalił swojego kolegę przy okazji prośby prowadzącego Dawida Smolorza o ocenę szans Polaków w pojedynku z Rosją. Obaj piłkarze byli optymistami, zresztą sami mają dobre wspomnienia, jeśli chodzi o ich występy przeciwko reprezentacji ZSRR. – Najważniejsza bramka w mojej karierze to zdecydowanie ta, którą strzeliłem ZSRR na olimpiadzie w Monachium. To była druga runda. Ołeh Błochin, obecny trener reprezentacji Ukrainy, dał Rosjanom prowadzenie. W 69. minucie wszedłem na boisko. Dziesięć minut później wyrównał Deyna z rzutu karnego. Na trzy minuty przed końcem meczu strzeliłem na 2:1, wykorzystując podanie Gadochy. Tym samym awansowaliśmy do finału – wspomina. Oślizło z kolei debiutował w reprezentacji Polski właśnie przeciwko ZSRR. – To był 1961 rok, w Warszawie wygraliśmy 1:0.
Spotkanie organizowano było przez Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej i odbyło się w ramach cyklu „HAUSbesuche – spotkania DOMowe” mającego na celu przybliżenie tematyki wspólnej polsko-niemieckiej historii Górnego Śląska oraz prezentację dokonań w kulturze i sztuce, zarówno niemieckiej, jak i polskiej. Obaj zawodnicy opowiadali więc również o tym, jak ich koledzy uciekali przy okazji spotkań w europejskich pucharach na Zachód. – Mnie nigdy tam nie ciągnęło, w Zabrzu było mi dobrze – stwierdził Oślizło. Szołtysik, jak pamiętamy, od 1986 roku przebywa w Niemczech. – Praktycznie cała moja rodzina mieszkała w Niemczech, więc i ja wyjechałem. To znaczy uciekłem… – śmiał się Zyga, który jakiś czas był również Zygmuntem. – Noszę typowo niemieckie imię, więc rodzice musieli mi je zmienić w pewnym momencie.
Były stoper Górnika opowiedział również o tym, jak w przeszłości górnicy byli traktowani przez mieszkańców pozostałych rejonów Polski. – Szczególnie wiele złych wspomnień mam związanych z naszymi wyjazdami na mecze z Zagłębiem Sosnowiec. Często nas wyzywano, ale zawsze pokazywaliśmy na boisku, kto tu rządzi.









