Rozmawiając o szansach reprezentacji Polski na mistrzostwach Europy, najczęściej słyszę, że drużyna jest słaba i nie wyjdzie z grupy. Osoby wygłaszające takie opinie nie uważają się za pesymistów. Twierdzą, że są realistami. W słowniku przeczytamy, że realista jest to osoba trzeźwo patrząca na świat. Czy naprawdę chłodno oceniając rzeczywistość, należy uznać, że kadra Smudy nie ma na Euro najmniejszych szans? A może jest to jednak zwykły pesymizm?
My, Polacy, jesteśmy bardzo skorzy do popadania w skrajne emocje. Jednego dnia wynosimy kogoś na piedestał, aby następnego narzekać na niego. Tak np. było z Adamem Małyszem, który po trzech świetnych sezonach miał jeden słabszy. Większość kibiców powtarzała wtedy frazę „Małysz już się skończył”. Trener Tajner, który wcześniej był chwalony pod niebiosa i według wielu wydawał się bez wad, zaraz po nieudanym sezonie został zwolniony. Dopiero wtedy zaczęliśmy zauważać, że tak naprawdę oprócz „Orła z Wisły” nie mamy innego klasowego zawodnika. Z trenerem Smudą jest podobnie – gdy został on selekcjonerem dzięki presji wytworzonej przez naród na PZPN, również wydawał się bez wad. Jednak gdy wyniki nie były takie, jakich większość oczekiwała, gdy przegraliśmy z Hiszpanią aż 0:6, ci, co krzyczeli, że chcą Smudę na trenera, pragnęli jego odwołania.
Uczmy się na błędach
Jesteśmy w gorącej wodzie kąpani, oczekujemy wyników tu i teraz, rzadko dopatrujemy się pozytywów w sytuacjach, które z pozoru wydają się być beznadziejne. Z każdego meczu może płynąć jednak dla nas i przede wszystkim dla trenera jakaś lekcja. Porażka 0:6? Dobrze, że się przytrafiła szybko. Trener zreflektował swoją taktykę i zaczęliśmy grać stylem takim, do jakiego mamy odpowiednich zawodników. Nie oszukujmy się, ale granie otwartej piłki z Hiszpanią to nie był najlepszy pomysł. Przegrana 0:2 z Włochami? Z tą drużyną może przegrać każdy na świecie, jest to czołówka światowa. Dzięki tej porażce wiemy, że nie można zbyt długo forsować tempa, bo prędzej czy później zabraknie sił. Brak historycznego zwycięstwa nad Niemcami – zawsze trzeba grać do końca.
Naturalizowani zawodnicy
Wielu ludziom przeszkadzają naturalizowani Polacy. Najlepiej byłoby, gdyby Polska była prawdziwą kuźnią talentów, a selekcjoner miał wielki ból głowy, kogo wziąć, bo jest tylu wybitnych zawodników. Tak niestety nie jest. Winą za to można obarczyć PZPN i kluby, które nie myślą przyszłościowo i oczekują wyników tu i teraz. Lecz wszelkie reformy będą trwały latami, a teraz nie można wybrzydzać i trzeba chwytać się tej przysłowiowej brzytwy. Ktoś zapyta o Żewłakowa i Boruca. O zawodnikach tych powiedziano już i tak zbyt wiele. Jedno można powiedzieć na pewno – nikt z nas nie był na zgrupowaniu reprezentacji, nie wie dokładnie, co tam się dzieje, i jeśli wyrzucenie tych dwóch piłkarzy poprawia atmosferę w drużynie i trener może nad nią łatwiej zapanować, to można ich poświęcić w imię wyższego dobra, jakim jest dobry wynik na mistrzostwach.
Przygotowania poza krajem
Innym powodem do narzekania jest fakt, że reprezentacja przygotowywała się do turnieju za granicą. Hiszpanie, Grecy i Czesi też szlifowali swoją formę w Austrii, a np. Niemcy trenowali we Francji. Coś jednak musi w tym być, że warto jest wyjechać z kraju, spokojnie potrenować w górach, gdzie jest inne powietrze.









