„Enzo nie wyróżnia się fizycznością, ale jego czucie piłki jest doskonałe. Potrafi bardzo dobrze grać obydwiema nogami i okazuje się znakomity w grze jeden na jednego. Potrafi zdobywać bramki i ma znakomite uderzenie z dystansu” – takimi oto słowami opisuje niespełna 18-letniego pomocnika oficjalna strona Realu Madryt. O kim mowa? O Enzo Fernandezie.
Nic Wam to nazwisko nie mówi? Nic dziwnego, bo młodziutki Enzo nosi je po mniej znanej mamie. Tak się złożyło, że mama – Veronica – to żona pewnego charyzmatycznego, łysego Francuza – Zinedine’a. Wszystko zaczyna nabierać rumieńców. Państwo Zidane’owie wraz z madryckim klubem zdecydowali, że nie warto, aby tak młodemu człowiekowi nadto ciążyło nazwisko, które wielu najlepszych defensorów na świecie nadal przyprawia o gęsią skórkę. Ustalono więc, że Enzo będzie legitymował się nazwiskiem swojej mamy, która z pochodzenia jest Hiszpanką. W młodszych kategoriach wiekowych Realu Madryt i tak nie jest to sprawą nadrzędną, bo przecież dopiero w dorosłej drużynie biega się po zielonej trawie z nazwiskiem na plecach. Wiele wskazuje jednak na to, że już niebawem w oficjalnych sklepach klubowych pojawią się koszulki z nazwiskiem syna wielkiego francuskiego mistrza. I dopiero wtedy pojawi się zagadka – Enzo wróci do nazwiska ojca czy na koszulce widnieć będzie nazwisko matki? Nie to jest jednak ważne.

Ważne jest to, co ten chłopak prezentuje na boisku. A prezentuje niemało. „Jestem piłkarzem z techniką” – tak o sobie samym mówi Enzo – trzymajmy się używanego przez niego samego nazwiska – Fernandez. I słowa te akurat nikogo dziwić nie powinny. Wszak nie może być inaczej, skoro ma się geny takiego wirtuoza, jakim był Zinedine (swoją drogą, czemuś, nasz „Zizou”, tak wcześnie karierę swą zakończył…). Enzo całą swoją piłkarską karierę ma jeszcze przed sobą, ale już teraz w jego grze widać niesłychanie wiele podobieństw do ojca. Wszyscy starego dobrego Zinedine’a pamiętamy. To nie był typ zawodnika, który szczególnie często wracałby się do obrony. Na boisku wyglądał tak, jakby wszystko robił od niechcenia. Enzo również ma niesamowity ciąg na bramkę rywala, ale na razie jeszcze wygląda, jakby biegał po murawie z uśmiechem na twarzy – w końcu młodzieniaszek z niego. Zinedine był na boisku jednoosobową, najpiękniejszą orkiestrą symfoniczną na świecie. Enzo ma wszelkie podstawy do tego, aby przełamać klątwę sławnego ojca i samemu stać się być może jeszcze lepszym piłkarzem. Słynną ruletę opanował już do perfekcji.
Wspomniany na samym początku opis piłkarza z oficjalnej strony internetowej Realu Madryt jest jak najbardziej trafny. Choć przyczepić moglibyśmy się do fizyczności. Prawdą jest, że Enzo nie posiada muskulatury Cristiano Ronaldo, ale swoje 186 centymetrów bądź co bądź mierzy. W marcu tego roku skończy 18 lat, więc ma jeszcze sporo czasu na to, aby tu i ówdzie przybrać. Urodzonemu we Francji graczowi niczego jednak tak naprawdę już nie potrzeba. Klub nie wywiera na nim niepotrzebnej presji, ojciec również trzyma się z boku i nie namawiał syna do tego, aby ten związał się z piłką nożną. To był jego osobisty wybór, a w ośrodku treningowym „Królewskich” nikt nie patrzy na Enzo jak na syna legendy futbolu – nie ma równych i równiejszych. Inna sprawa, że 17-latek posiada wrodzony talent i nie jego wina, że akurat on musi zdobywać najważniejsze bramki i być liderem zespołu.











