Zamojszczyzna pod względem wychowania uzdolnionych piłkarzy stoi bardzo przeciętnie. W większości klubów działają sekcje młodzieżowe, w niektórych nawet kilka. Sukcesy są, ale niespecjalnie zauważalne na skalę krajową, nie jest ich zresztą znowu tak dużo. Gdy przychodzi mi wymienić piłkarzy, którzy jako seniorzy potrafili wybić się ponad przeciętność, w głowie mam tylko Kazimierza Węgrzyna, Dawida Nowaka, Przemysława Tytonia, może jeszcze Jana Ciosa. Teraz na horyzoncie pojawia się rodzynek, jakiego tu jeszcze nie było. Przed Państwem Jacek Kusiak.
Dlaczego, kiedy po raz pierwszy do Ciebie napisałem z pytaniem o rozmowę, to zaznaczyłeś, że ma być o Tobie głośno?
Ja tak powiedziałem? Zaznaczyłeś że cykl nazywa się „O nich będzie głośno”, być może dlatego. Owszem w przyszłości chciałbym, żeby o mnie było głośno i to był chyba taki impuls. Zresztą, kto by nie chciał być w centrum zainteresowania w tym, co robi.
Takie impulsy często Tobą kierują? Na przykład przy podejmowaniu decyzji o przejściu do Łęcznej.
Nie. Po prostu chciałem iść tam, gdzie będzie mi dobrze i będę mógł się rozwijać.
To, co teraz się dzieje, to przygoda z piłką czy jednak już kariera?
Myślę, że wraz z pierwszą wypłatą będzie to kariera.
Wielu naszych wspólnych znajomych mówiło, że pieniądze Ci mogą zaszkodzić…
Jacek Kusiak podczas przegranego meczu ze Stalą Mielec (fot. tomasovia.tomaszow.info)
Raczej nie. Nie mam czegoś takiego, że jak zobaczę dużą kasę, to zaraz ją stracę. Pierwszą wypłatę pewnie oddam dziewczynie (śmiech).
Tomasovia Tomaszów Lubelski to drużyna z niezłą historią. Istniejący od prawie 90 lat klub wyrobił już sobie opinię solidnego. I pomijając fakt, że najwyższym poziomem rozgrywkowym, w jakim występował, była III liga, to nikt tak naprawdę wielkich pretensji do nikogo nie ma. Czasem tylko co niektórzy westchną, wyobrażając sobie drugo- albo pierwszoligową Tomasovię walczącą z bardziej wymagającymi przeciwnikami. Mając jednak na uwadze to, co dzieje się dookoła, należy się chyba cieszyć. Dwóm klubom potrzebna była reanimacja (Hetman Zamość, Łada Biłgoraj), dawno zapomniana Unia Hrubieszów trzeci rok z rzędu nie może wygrzebać się z okręgówki. Ukraiński projekt pod nazwą „Spartakus Szarowola” (swego czasu wyśmiany w programie „Cafe Futbol”) skończył się nieformalną fuzją z Motorem, jego polskie resztki wylądowały zaś w B-klasie. Jak widać, klimat dla profesjonalnego futbolu niezbyt przyjazny. A jednak na tym tle TKS Tomasovia wygląda chyba najlepiej, co nie znaczy, że bardzo dobrze. Raz na jakiś czas zdarza się temu klubowi wypuścić zawodnika, który elektryzuje lokalny światek piłkarski. Jacek takim piłkarzem bez wątpienia jest.
Miałem chyba 10 lat. Wydaje mi się, że na pierwszym, na jakim byłem, widział mnie obecny trener Tomasovii, Jarosław Korzeń. Nie trenowałem systematycznie aż do 13.-14. roku życia.
Nikt Cię wtedy nie zauważył? Czy do takich miasteczek jak Tomaszów przyjeżdżają czasami jacyś wysłannicy z lepszych klubów?
Nie. Czasem tylko, kiedy grałem w reprezentacji województwa, przyjeżdżali na zgrupowania. Tam zresztą trzech moich kolegów dostało szansę, którą potem wykorzystało. Nie mogę powiedzieć, że miałem gorszy czy lepszy start. Myślę, że szanse na rozwój mamy takie same. Ja bardzo dużo czasu przeczekałem w Tomaszowie, teraz jest moja ostatnia szansa na spróbowanie swoich sił gdzieś wyżej.
Pierwszy oficjalny mecz w barwach Tomasovii?
To był ostatni mecz w sezonie 2006/2007. Graliśmy w IV lidze z Granicą Lubycza Królewska. Bramki nie strzeliłem, ale liczył się debiut. Przez trzy lata czułem, że się marnuję. Dopiero wtedy, kiedy w życie wszedł przepis o obowiązkowej liczbie młodzieżowców, mogłem się dalej rozwijać. Chciałem grać jak najwięcej, ale zazwyczaj było tak, że wchodziłem na 15 minut i strzelałem bramkę. Wydaje mi się, że ówczesny trener nie był z tego powodu zadowolony, chciał, żeby te decydujące bramki strzelał kto inny.
No dobra. A teraz z innej beczki. Mama nie goniła Cię do nauki?
Cały czas, jest przecież nauczycielką. Każdy zły stopień to był dramat, a siostra od razu przeżywała: – Jacuś dostał pałę, co to będzie w domu. Przy okazji chciałbym pozdrowić całą moją rodzinę, rodziców, moją kochana siostrę, no i rzecz jasna dziewczynę.
W gimnazjum trafił Ci się za to wspaniały rocznik.
Tak. Wielu moich kolegów z klasy sportowej teraz gra zawodowo. Muszę powiedzieć, że to był fajny moment mojego życia. Od tej chwili wiedziałem, że gra w piłkę będzie wymagała wielu wyrzeczeń. Nie szkoda mi tego, ale zdaję sobie sprawę z faktu, że wybrałem taką, a nie inną drogę.
A nie korciło Cię, żeby najpierw zdobyć jakieś wykształcenie?
Jak na razie stawiam na piłkę. A kiedyś na pewno zacznę o tym myśleć. Może kurs trenerski… Mam jeszcze dużo czasu.
Menadżera ktoś Ci wybierał?
Niewątpliwym atutem Jacka jest szybkość (fot. tomasovia.tomaszow.info)
To było jeszcze wtedy, kiedy grałem w Tomasovii. Nie myślałem o karierze i pieniądzach. Sam do mnie zadzwonił, przedstawił się, powiedział, o co mu chodzi. Spotkaliśmy się i jak na razie jestem zadowolony ze współpracy. Ważne było także to, że pod swoją opieką ma między innymi Mateusza Prusa, Przemysława Tytonia, Hernaniego czy Deleu. Ale menadżer nie jest najważniejszy – jego pracę muszę poprzeć moją dobrą grą.
Piłkarsko Jacek już się wyrabia. Po wielu meczach, w których praktycznie grał ogony, wraz z nadejściem nowego trenera zaczął dostawać regularne szanse w pierwszym składzie III-ligowej Tomasovii. Opłaciło się to zarówno klubowi, jak i samemu Jackowi. Z dorobkiem 12 goli znalazł się w zeszłym sezonie na piątym miejscu klasyfikacji strzelców w III lidze, mimo że najlepsi są od niego przynajmniej pięć lat starsi. Sama Tomasovia po raz pierwszy od dawna nie musiała martwić się o utrzymanie w lidze, plasując się w samym środku stawki. W przerwie letniej Jacek intensywnie szukał lepszego klubu. Znalazł.
Wiem, że przed Łęczną były jeszcze Gdańsk i Elbląg. O czymś zapomniałem?
Były jeszcze Kolejarz Stróże, Arka Gdynia oraz Wisła Płock.
To najpierw Gdańsk.
Wybrałem Lechię Gdańsk, ponieważ warto zaczynać od najwyższych szczebli. Pojechałem tam pewny siebie, przede wszystkim sprawdzić, na co mnie stać. Trener Kafarski po treningach i sparingu podszedł do mnie i powiedział: – Dziękuje za przyjazd, a o reszcie rozmawiał z moim menadżerem.. Szczerze mówiąc, gdybym miał do wyboru walkę o miejsce w Młodej Ekstraklasie i Łęcznej, bez wahania wybrałbym Łęczną.
Nie przeraził Cię ten przeskok umiejętności?
Warto szukać czegoś nowego. Nie każdy ma możliwość pojechać do Lechii. Wielu chłopaków z III czy IV ligi pewnie marzyłoby o spróbowaniu tam swoich sił. Mi się ostatecznie nie udało, ale na pewno nie żałuję. W tym czasie, kiedy testowała mnie Lechia, mogłem pojechać do Gdyni, ale wielka różnica to nie była i wolałem jednak sprawdzić się w klubie z ekstraklasy. Kto wie, może w Gdyni zostałbym na dłużej, ale tak jak mówię – niczego nie żałuję.
Potem pojechałeś do Elbląga. I czemu Cię tam nie ma?
Przez chwilę się wahałem, czy rzeczywiście jest tam dla mnie miejsce. Wróciłem do domu i po zastanowieniu jednak nie zdecydowałem się tam wrócić. Dużo rozmawiałem z tatą, który doradza mi w życiu codziennym, i jemu też moje odejście do drużyny z Elbląga się nie uśmiechało. Z jednej strony miałem dużo czasu, aby znaleźć sobie nowy klub, bo okienko kończy się w sierpniu. Z drugiej strony liga ruszyła 23 lipca, a ja byłem nadal bez klubu.
Wspomniałeś swojego tatę. Wspiera Cię?
Tak. Na Tomasovię często chodził podglądać mnie z trybun i mam nadzieję, że gdy będę występował w Łęcznej, również nie zabraknie go wśród kibiców.
Rodzina Ci nie mówiła, gdzie masz grać?
Nie. Mówiła tylko, żebym jak najszybciej stąd wyjeżdżał.
To co Cię skłoniło do gry w Łęcznej?
Na pewno dużym atutem jest odległość od domu. Gdybym miał wybrać grę gdzieś daleko, być może w lepszej drużynie, ale z niewielkimi szansami na systematyczne występy – bez wątpienia wybrałbym Łęczną.
W Bogdance Nakoulma chyba wygryza Cię z Twojej nominalnej pozycji. W Tomasovii zwykle było tak, że wszyscy grali na Ciebie. Teraz to się chyba zmieniło.
Silny fizycznie, potrafi zastawić się z piłką (fot. tomasovia.tomaszow.info)
Może nie tyle, że mnie wygryza, a to miejsce należy do niego. Jestem młodszy i muszę się uczyć. Na razie nie gram lepiej od Prejuce i jestem tego świadomy. Przede wszystkim on jest ograny, ma na koncie występy w ekstraklasie. Na treningach muszę po prostu dawać z siebie wszystko.
Jakie cele stawiają Wam w Łęcznej w tym sezonie?
Szczerze mówiąc, nie byłem na rozmowie z zarządem, bo do składu dołączyłem już po rozpoczęciu sezonu. Na pewno fajnie byłoby awansować do ekstraklasy, ale wiemy, że nie będzie to łatwe.
Masz już jakichś bliższych kolegów w składzie?
Tak, z wieloma znam się z boisk juniorskich i III-ligowych. Jest kilku rówieśników: Michał Zuber, Łukasz Mitaszka, Damian Maleszyk, Mateusz Żukowski. Aktualnie mieszkam z Wojtkiem Łuczakiem, który przyszedł do nas z Cracovii. Ogólnie nie narzekam.
Na imprezy też razem chodzicie?
(śmiech) Nie mieliśmy jeszcze okazji. Ale teraz może być z tym ciężko, bo najważniejszy jest trening. Dawno nie imprezowałem, długi czas byłem w rozjazdach.
Nie żałujesz, że nie możesz na przykład świętować juwenaliów w trakcie roku studenckiego?
Nie. Takie juwenalia… To istnieje tylko po to, żeby się napić…
Kulturalni ludzie bawią się bez alkoholu.
(śmiech) Pokaż mi, którzy…
W Łęcznej łatwo nie jest. Swój debiut w I lidze zaliczył w wygranym 2:0 meczu z Olimpią Grudziądz. Jak na debiutanta, wypadł bardzo przyzwoicie. Zabłysnął tym, czym w Tomasovii świecił już od dawna – szybkością. Gorzej z grą taktyczną, tu Jacek ma jeszcze sporo do poprawienia. – Jeśli chce myśleć poważnie o dalszej karierze, nie może pozwalać sobie na głupie, nieodpowiedzialne zagrania – powtarzają ci, którzy Jackowi życzą jak najlepiej. Ludzie swoje, a Jacek swoje.
Ekstraklasa czy zagranica?
Poziom pierwszej ligi i ekstraklasy jest podobny. Kiedy gra pierwszoligowiec z trzecio- czy czwartoligowcem, zazwyczaj widzisz różnicę. Im wyżej, tym poziom bardziej wyrównany.
Ale kusi Cię wizja gry w ekstraklasie?
Gdybym tylko miał możliwość, to z wielką chęcią. Interesuje mnie przede wszystkim ogranie w wyższych ligach. Dzięki temu będę mógł ustabilizować swoją formę.
To teraz porównajmy: na chwilę obecną Legia, Wisła albo Lech jako piłkarz zaplecza pierwszej drużyny czy regularna gra w Łęcznej?
Na 100% Łęczna. Młoda Ekstraklasa nie jest taka fajna, jak się wielu wydaje. Mam dużo znajomych, którzy kiedyś w niej grali, a teraz mają problemy ze znalezieniem klubu. Większość osób myśli, że to jest fajne, jak ktoś gra w młodej Legii. Fakty są takie, że Młoda Ekstraklasa to typowa gra juniorska, zero motywacji. Trzeba też pamiętać, że gdy pierwsza drużyna spadnie, młodej już nie ma.
Zgłaszał się do Ciebie już ktoś z reprezentacji młodzieżowych?
Nie. Ja o tym nic nie wiem. Możliwe, że ktoś o mnie pytał, ale oficjalnie nic do mnie nie dotarło. Najpierw muszę dostać szansę na systematyczną grę w I lidze, a potem zobaczymy.
Drogi Czytelniku! Jeśli wydaje Ci się, że właśnie przybędzie nam kolejny piłkarz nastawiony na typowe dogranie do emerytury – jesteś w błędzie. Ten chłopak prezentuje to idealne, teoretycznie nieistniejące już pokolenie. Nie to, grające w piłkę na komputerze z przyjaciółmi z internetu, a to grające na kawałku równej ziemi z kolegami spod trzepaka tą samą piłką trzeci rok. Recepta na sukces w piłce: graj, graj, graj. I nie przejmuj się, jeśli ktoś rzuci ci pod nogi kolejną kłodę.
Jestem pewien, że idę dobrą drogą. Widzę, co się dzieje na Zachodzie, gdzie dzieciaki młodsze ode mnie zarabiają grube miliony.
I zastanawiasz się: czemu mnie tam nie ma?
Nie. Szczerze mówiąc, to nie wiem, jak zachowałbym się w takiej sytuacji. Cieszę się z tego, co mam, ale takie przygody jeszcze przede mną.
Skoro Zachód, to trzeba pewnie szkolić język.
Mam to w planach. Jest to potrzebne i niedługo się za to zabiorę.
Wierzymy i trzymamy za słowo. A bardziej smakowite, nieopublikowane kąski wywiadu trzymamy na lepsze czasy…