W naszym cotygodniowym cyklu po raz kolejny chcemy przedstawić wam potencjalną gwiazdę światowego futbolu. Tym razem będzie to piłkarz z kraju, który wydaje na świat mnóstwo utalentowanych zawodników. Pierwsze skojarzenie to zapewne Brazylia, jednak nam w tym wypadku chodzi o inne państwo z Ameryki Południowej, mianowicie Argentynę. Pomyślicie, że znowu będzie mowa o przereklamowanej gwieździe, która już została ogłoszona nowym Diego Maradoną. Nic z tych rzeczy, ponieważ nasz bohater nie pasuje do „Boskiego Diego” choćby ze względu na… warunki fizyczne. Panie i panowie, oto Lucas Ocampos.
Jeśli już zaczęliśmy pisać na temat warunków fizycznych tego piłkarza, to wypada przedstawić jego dokładniejszą metryczkę. Lucas Ariel Ocampos urodził się 11 lipca 1994 roku w Quilmes, które leży niedaleko mekki futbolowej Argentyny, Buenos Aires. Ocampos wyróżnia się nietypowym wzrostem jak na ofensywnego gracza z tego kraju. 187 centymetrów i 84 kilogramów wagi nie przeszkadza mu jednak w dobrej koordynacji, balansie ciałem i dynamice. Nie jest on typowym środkowym pomocnikiem, więc również z tego powodu nie przypomina Diego Maradony. Obecnie reprezentuje barwy AS Monaco, ale zacznijmy od początku.

Zanim przeniósł się do Europy (mając zaledwie 18 lat), swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Quilmes, w którym się wyróżniał, dzięki czemu dostał powołanie do reprezentacji Argentyny U-15. Dobra postawa młodziutkiego pomocnika nie umknęła skautom z River Plate, które bez dłuższego zastanowienia podpisało z nim kontrakt. Ocampos grał również w kadrze U-17, w której w ośmiu meczach zdobył pięć bramek. Zanim przebił się do pierwszej drużyny „Los Millonarios”, musiał udowodnić swoją wartość w rezerwach. Debiut w pierwszym zespole zaliczył 16 sierpnia 2011 roku w spotkaniu z Chacaritą Juniors. Przypomnijmy, że River grało wtedy w Nacionalu B, czyli odpowiedniku naszej I ligi. Ocampos już w premierowym występie pokazał się z bardzo dobrej strony, grając dojrzale (mimo tak młodego wieku) oraz z charakterem. Od razu zwrócił na siebie uwagę, a kibice ekipy z Buenos Aires mogli dzięki niemu porozmawiać o czymś przyjemniejszym niż degradacja tak wielkiego klubu do niższej ligi. Nie trzeba było długo czekać, aby „La Mole” (trudno stwierdzić, skąd taki przydomek, ponieważ La Mole to postać komiksowa bądź potocznie kret) zdobył swoją pierwszą bramkę. Już cztery dni po debiucie pokonał golkipera Independiente Rivadavia. W tej samej rundzie strzelił jeszcze trzy gole.
A oto, co sam zainteresowany powiedział na temat swojego debiutu: – Kiedy zostałem powołany do pierwszej drużyny, trenowałem z rezerwami. Następnego dnia powiedzieli mi, żebym wziął udział w przygotowaniach do sezonu. Nie spodziewałem się tego.











