Holandia nigdy nie miała problemów z napastnikami. Nikomu nie trzeba tłumaczyć, kto to jest van Basten, Bergkamp czy Kluivert. Holandia też nigdy nie miała Ruuda van Nistelrooya. Człowieka-terminatora, który jest zaprogramowany tylko na jeden cel – żeby strzelać bramki.
Patrząc na statystyki tego „latającego Holendra” można tylko przecierać oczy ze zdumienia. Jak powiedział swego czasu Fabio Capello: „Ruud jest zawodnikiem, który świetnie radził sobie w każdym klubie, w którym grał”. Włoch nie mógł trafniej podsumować kariery wychowanka Den Bosch.
Niedoszły koszykarz i obrońca
W jego najlepszych latach w Holandii, oczywiście w barwach PSV, w 67 spotkaniach strzelił 62 gole. Niektórzy piłkarze ręczni nie mają taki strzeleckich rekordów, jak właśnie on. Te popisy dały mu dwa tytuły króla strzelców ligi holenderskiej razem z dwoma tytułami najlepszego zawodnika Eredivisie oraz po dwa mistrzostwa i Superpuchary Holandii. I pomyśleć, że karierę rozpoczynał na pozycji obrońcy!
Van Nistelrooy z pewnością nie jest lubiany przez obrońców, jak również przez widzów żądnych fajerwerków, 50-metrowych dryblingów i rajdów. Jednak Paolo Maldini powiedział kiedyś: „Jest wielu zawodników klasy światowej, którzy potrafią narobić ci problemów. Najgorszym z nich jest Van Nistelrooy, którego uważam za najlepszego napastnika na świecie”. Naprawdę trudno o lepsze pochlebstwo ze strony prawdziwego synonimu obrońcy.
Królestwem Rutgerusa Johannesa Martinusa (takie w pełni nosi imiona) jest tylko i wyłącznie pole karne. Czyni go to kimś pokroju Filippo Inzaghiego, ale Ruud jest jednak napastnikiem kompletnym. Kapitalne warunki fizyczne (początkowo miał być koszykarzem, co z głowy wybił mu ojciec – de facto też piłkarz) pozwalają mu świetnie grać głową, a zmysł strzelecki połączony z dobrą grą obiema nogami przynosi resztę, czyli nieprawdopodobną ilość goli.
Urodzony, by strzelać
Nic więc dziwnego, iż idealnie poradził sobie po przenosinach na Wyspy Brytyjskie. Tam zdobył okrągłe 150 bramek w zaledwie 219 występach. Co ciekawe, w barwach Manchesteru United zdobył tylko jedną koronę króla strzelców, jednak wtedy trwały czasy Jimmy’ego Floyda Hasselbainka i przede wszystkim Thierry’ego Henry’ego, którzy także należeli do grona prawdziwych goleadorów. Niemniej jednak w Lidze Mistrzów Ruud nie miał sobie równych. W 2004 roku w meczu przeciwko Sparcie Praga zdobył cztery bramki w jednym spotkaniu, co było absolutnym rekordem. W samym Manchesterze dopiero niedawno jego wyczyn grając z Hull City powtórzył Wayne Rooney. Nawet w najgorszym dla niego sezonie 2004/2005, który głównie stracił przez kontuzje, został królem strzelców Ligi Mistrzów, kiedy to w siedmiu spotkaniach ośmiokrotnie pokonywał bramkarzy rywali.
Popisy strzeleckie van Nistelrooya zadziwiały wszystkich, łącznie z jego klubowymi kolegami. Ryan Giggs powiedział swego czasu: „Dobry napastnik strzela jedną bramkę na dwa mecze, znakomity napastnik strzela z taką częstotliwością, z jaką robi to Ruud”.










