Zastanawiam się, jakimi drogami chodzą decyzje o transmitowaniu niektórych meczów. Z góry było wiadomo, że drużyna złożona z selekcji młodzieżowej, a do tego krajowej, nie będzie w stanie na początku lutego rozegrać dobrego spotkania. Jeśli dodamy do tego atmosferę, w jakiej ten mecz się odbywał: przy pustych trybunach, na grząskim boisku i przy bardzo niskiej temperaturze powietrza – to wszystko sugerowało, że raczej będzie to mierne widowisko.
W lutym forma piłkarzy jest jeszcze daleka od optymalnej i dlatego nie można nikomu wystawiać po takim meczu cenzurek indywidualnych. Telewidzowie z pewnością wynudzili się mocno i mam tylko nadzieję, że zrekompensują sobie to środowym meczem przeciwko Walii. Litwini też mieli swoje kłopoty z ułożeniem silnego składu personalnego na ten mecz, a ponadto długo pod znakiem zapytania stał ich przylot do Portugalii. Bankructwo litewskich linii lotniczych spowodowało, że przelot stał się nagle niemożliwy. W ostatniej chwili autokarem przejechali do jednego z sąsiednich państw i wspomagani przez prywatnych sponsorów przylecieli do Portugalii. Jak się okazuje, każdy selekcjoner pracował w identyczny sposób.

W lutym rozgrywa się dwumecz, selekcją krajową i pierwszą reprezentacją. Pierwszy mecz, który nie jest oficjalnym terminem FIFA, rozgrywa się drużyną złożoną z piłkarzy grających na co dzień w lidze krajowej, bo z lokalnymi trenerami łatwiej się dogadać, a na drugi mecz, już w oficjalnym terminie FIFA, nikt łaski selekcjonerom nie robi i przylatują wszyscy powołani zawodnicy. Dyskusja w mediach też jest tradycyjna: czy stawiać na tych piłkarzy, którzy grają w miarę regularnie w zagranicznych klubach, czy też postawić na sprawdzonych już w bojach reprezentacyjnych piłkarzy, którzy jednak mają swoje kłopoty w klubach zagranicznych? Decyzja należy oczywiście do selekcjonera, chociaż z kilku powołań trudno jest się obronić. Klubowa para Brożek – Boguski pokazuje, że dokładnie te same zagrania, które sprawdzają się w piłce klubowej, sprawdzają się również w reprezentacji i bramki można zdobywać w identyczny sposób. W meczu z Litwą raz się udało złapać Litwinów na tradycyjne „wiślackie” zagranie i ta bramka ma wartość remisu. Po przerwie Łukasz Garguła pokazał, na czym polega liderowanie, i właściwie to wszystko, co można przesiać przez sito opinii.
Mnie podoba się kilku młodych piłkarzy, którzy już mają za sobą szkolenie w reprezentacjach juniorskich i młodzieżowych, szczególnie w reprezentacji U-21 Andrzeja Zamilskiego. Ale dla młodych zawodników trzeba cierpliwości i czasu. Z pewnością wśród starszych kolegów jeden lub dwóch młodych piłkarzy mogłoby nawet zabłysnąć, ale kiedy nie ma na boisku najlepszych polskich zawodników, sama młodzież ma zbyt mało atutów, aby na przykład pokonać Litwę. Należy się cieszyć z opinii selekcjonera o tym, że zawodnicy są dobrze ułożeni, zdyscyplinowani, ambitni i chętni do pracy. To efekt szkolenia w klubach i wychowywania zawodników przez naszych szkoleniowców.











