Kibice dyskutują dzisiaj nie o składzie reprezentacji, ale o tym czy selekcjoner powinien doradzać jednemu z holenderskich klubów. Mamy dwa mecze, które powinny przynieść nam sześć punktów i to się tylko liczy, a nie to czy selekcjoner komuś podpowiada, czy nie.
Oczywiście dla nas w Polsce jest trudne do zapisu w kontrakcie, że nie można nic takiego robić, więc nie ma o czym mówić. Wszystko pozostanie w sferze emocjonalnej. A emocje są teraz polskiej reprezentacji najmniej potrzebne. W takich sytuacjach potrzebny jest spokój i koncentracja. Jesteśmy zespołem lepszym od Irlandii, nie mówiąc o San Marino, a zdobycie sześciu punktów da nam komfort spokojnych przygotowań do meczów jesiennych i one dopiero zdecydują o naszym awansie.

Dlatego trudno jest zrozumieć emocje, jakie towarzyszą obecnej sytuacji. Niebawem prezes związku i selekcjoner spotkają się, wypiją kawę, omówią temat, ustalą pewne warunki brzegowe i, ku uciesze wszystkich, zamkną niefortunny temat. Każdego trenera, a selekcjonera w szczególności, bronią tylko wyniki zespołu, który prowadzi. Wszyscy wierzymy, że Polska po raz kolejny zagra na Mistrzostwach Świata, bez względu na to, czy selekcjoner spędzi w Holandii tydzień czy miesiąc. I tylko to się dla nas liczy, bo takie zadanie przed trenerem postawiono.
Swoje boje w europejskich pucharach rozpoczyna Lech Poznań. Osobiście liczę najbardziej na charyzmę trenera Franciszka Smudy, bo trudno oczekiwać, że Lech będzie w takiej formie jak drużyna z Włoch. Nasze zespoły zawsze nadrabiały różnice w technice czy szybkości niesłychaną ambicją i wolą zwycięstwa. A to już leży w sferze motywacji, która jest ważną częścią pracy trenera. Zespoły prowadzone przez Franciszka Smudę wielokrotnie udowadniały, że czego jak czego, ale ambicji i woli walki im nie brakowało. Dlatego będziemy trzymać kciuki za jedynego przedstawiciela naszego futbolu klubowego na międzynarodowej arenie.











