W spotkaniu towarzyskim Holandia wygrała ze Słowacją 2:0. Na listę strzelców wpisał się van der Vaart i Salata, który niefortunnie skierował piłkę do własnej bramki. Dominacja gospodarzy przez całe spotkanie była bezdyskusyjna.

Spotkanie lepiej rozpoczęli goście, którzy już w 2. minucie mogli objąć prowadzenie. Z prawej strony dobrze dośrodkowywał jeden ze Słowaków, ale piłka po strzale głową Hamsika zatrzymała się na spojeniu bramki strzeżonej przez Stekelenburga. W odpowiedzi głową uderzał De Jong, ale minimalnie niecelnie. W 7. minucie Holendrzy strzelili gola, a konkretnie uczynił to Salata, który niefortunnie skierował piłkę do własnej bramki. Wcześniej świetnie pokazał się Afellay, który potwierdził swoją kapitalną technikę i zaczarował dryblingiem. Gol ośmielił nieco gospodarzy, którzy wraz z upływem czasu dominowali coraz bardziej, imponując polotem w grze. Po drugiej stronie goście ograniczali się do nielicznych kontr, które jednak szybko były powstrzymywane przez blok defensywny Holendrów. W 15. minucie raz jeszcze przypomniał się Afellay, który uderzał z ostrego kąta, ale Mucha był na posterunku.
W 24. minucie Słowacy wykonywali rzut wolny pośredni dwa metry od bramki gospodarzy, ale zakończyło się tylko na strachu. Dominacja podopiecznych Van Marwijka była bezdyskusyjna, ale brakowało kolejnych groźnych sytuacji. Szczególnie aktywni w szeregach gospodarzy byli dwaj skrzydłowi, wspomniany wcześniej Ibrahim Afellay i Arjen Robben. Zwłaszcza piłkarz Barcelony co chwila imponował indywidualnymi akcjami, a próbkę możliwości pokazał w 38. minucie, kiedy cudownie puścił piłkę między nogami rywala i uderzył z dystansu, ale niecelnie. Do przerwy gospodarzom nie udało się już udokumentować przewagi drugim golem i ostatecznie Holendrzy schodzili do szatni z jednobramkowym prowadzeniem. Dodajmy, że to był najniższy możliwy wymiar kary.

W drugiej połowie obraz gry nie uległ zmianie. Dalej to gospodarze dyktowali warunki, a Słowacy wyczekiwali swoich szans. Holendrzy nie forsowali już jednak tak bardzo tempa, przez co samo widowisko straciło nieco na jakości. Dość powiedzieć, że przez pierwsze kilkanaście minut nie obserwowaliśmy żadnego (!) groźnego strzału. Na ten musieliśmy czekać aż do 70. minuty. Wtedy właśnie z rzutu wolnego próbowano zaskoczyć van der Vaart, ale piłka zatrzymała się na poprzeczce. Kilkanaście sekund później przed doskonałą szansą stanął Afellay, ale Holender nie był w stanie wpakować piłki do pustej bramki, stojąc przed nią w odległości dwóch metrów.










