Porażka w karnych i koniec turnieju dla Brazylijczyków musiały być sporym szokiem. Mimo że nie dysponują obecnie wielkimi gwiazdami, na tle innych drużyn zdecydowanie wyróżniali się nazwiskami, co w teorii miało znaczyć, że również umiejętnościami. Tym, co chyba najbardziej zawiodło w ich grze, byli środkowi napastnicy.
Przeglądając na co dzień internet, można spotkać wiele ciekawych obrazków, memów piłkarskich. Tak było również po odpadnięciu Brazylijczyków z Copa America. Jeden szczególnie rzucił mi się w oczy i był inspiracją do napisania tego artykułu. Pokazuje on środkowych napastników Brazylii, którzy w ostatnich latach grali z numerem dziewięć na plecach. Nic w tym dziwnego, ale im bardziej teraźniejszy zawodnik, tym bardziej się on kurczy. Każdy, kto choć trochę orientuje się w piłce nożnej, rozumie dlaczego.
Zacznijmy może od stojącego najbardziej po lewej stronie Ronaldo. Nie ma co ukrywać, że jest jednym z najlepszych napastników w historii. To, co wyczyniał na boiskach całego świata, trudno nazwać. Sama liczba bramek strzelonych w karierze mówi wszystko. Skupmy się jednak na jego roli w reprezentacji. Nie ma co zaprzeczać, że duży wkład w jego sukcesy mieli wtedy koledzy, z którymi był w drużynie. Miał szczęście, bo trafił na złotą erę graczy, w której również oczywiście był on. Jednak miał talent i tego nikt nie podważy. To on był motorem, który ciągnął cały ten wózek. Dwa mistrzostwa świata na pewno nie są przypadkiem. Szczególnie to drugie z 2002 roku jest sporą jego zasługą. Na tym turnieju strzelił aż osiem bramek. Dzięki świetnym występom podczas mistrzostw globu dziś jest drugim co do liczba strzelonych bramek zawodnikiem. Jako inny większy reprezentacyjny sukces Ronaldo można zaliczyć dwukrotne zdobycie Copa America.
Kolejnym graczem jest Adriano. Na pewno nie tak znany jak wcześniej wymieniony piłkarz, ale z pewnością o talencie niedużo odbiegającym właśnie od Ronaldo. Jego kariera jest naprawdę dziwna. Wybił się w Interze Mediolan i w tych właśnie barwach pokazał się całemu światu. Był okres, w którym uważany był za najlepszego gracza na świecie. Niestety jego karierę zaburzyły alkohol, imprezy i kobiety. Z powodu samotności często pił, co wywoływało sporo problemów pomiędzy nim a władzami klubu. Saga ta trwała bardzo długo, aż w końcu poskutkowała zakończeniem kariery przez Adriano. Jego rola w reprezentacji była dosyć duża. Nie osiągnął z nią tego co jego poprzednik, ale znakomicie spisał się na Copa America, zostając królem strzelców z ośmioma golami na koncie. Podczas swoich 47 występów w dorosłej reprezentacji Brazylii zdobył 27 bramek. Możemy tylko się domyślać, ile kolejnych trafień dołożyłby, jeśli w jego życiu nie pojawiłyby się różne zawirowania.
Ostatnim graczem, który zasługuje na pochwałę, jest Luis Fabiano. Podobnie jak wielu brazylijskich graczy wybił się dzięki grze w São Paulo FC, w którym dziś kontynuuje swoją karierę. Od 2005 roku reprezentował barwy Sevilli. Przebył tam swój chyba najlepszy okres w karierze. Mimo że nigdy nie osiągnął tak wysokiego poziomu jak jego poprzednicy, to również potrafił robić to, co najważniejsze – strzelać bramki. Grę w barwach narodowych rozpoczął naprawdę dobrze. Rok po swoim debiucie został podstawowym graczem pierwszego składu i stworzył zabójczy duet z wielkim (jeszcze wtedy) Adriano. Również przyczynił się do zdobycia Copa America, strzelając pięć bramek. Po jakimś czasie przejął pałeczkę i został nowym liderem zespołu. Przez swój czas gry osiągnął podobny wynik jak jego poprzednik, a nawet lepszy. Rozegrał cztery mecze mniej, ale strzelił o jedną bramkę więcej.











