Koleżanka powiedziała mi ostatnio, że wszystkim dziewczynom pochodzącym z Europy dech w piersiach zapierają Latynosi, w szczególności kopiący piłkę. Ale nie po to – na przestrzeni dziejów, ale i teraz – południowoamerykańscy piłkarze migrują na Stary Kontynent. Tutaj są większe sportowe perspektywy – lepsi zawodnicy, trenerzy, infrastruktura, no i większe gaże. Którzy z nich zrobili furorę w Europie?
Wracając do europejskich płac, im głębiej sięgamy w przeszłość, tym mniej zawodników, skuszonych przez angielskich czy hiszpańskich krezusów, jesteśmy w stanie wymienić. Południowoamerykańscy kopacze woleli doprowadzać do orgazmów (lub palpitacji serca) lokalnych kibiców aniżeli lgnąć do europejskich muraw. Tym bardziej że pracodawcy wcale nie płacili tak źle. Do tego dochodziła miłość kibiców-wyznawców, uznających futbol za religię, piłkę, korki i dwa pale wbite w ziemię, połączone trzecim na wysokości głowy, za jedyne relikwie i obiekty kultu. Najlepszym tego dowodem był legendarny Pele, przez wielu uważany za największego piłkarza w dziejach futbolu, który swoją całą karierę, odliczając epizod w Nowym Jorku, spędził w brazylijskim Santosie. Ale byli też i tacy, którzy emigrowali i na nich się skupimy.
Era Di Stefano, czyli czasy pradawne
Miało być o zawodnikach, którzy zrobili furorę w Europie, ale czy w kontekście żywej legendy, prawdziwego herosa futbolu, Alfredo Di Stefano, nie będzie to dyskredytacja? Jeden z najwybitniejszych piłkarzy w historii opuścił kontynent stosunkowo późno, bo w wieku 27 lat. Decyzja o wyjeździe była strzałem w dziesiątkę. W Realu Madryt zastał nie tylko ogromne pieniądze, ale też wielkie sukcesy. „Królewscy”, na czele ze swoim liderem, kreatorem gry, a jednocześnie zabójczo skutecznym łowcą goli, bezczelnie kroczyli przez kolejne etapy poszczególnych rozgrywek. Na uwagę zasługuje fakt, iż kiedy Di Stefano przybył do Madrytu, Real wygrywał w pięciu kolejnych edycjach Pucharu Mistrzów. We wszystkich sukcesach Argentyńczyk miał ogromny udział. Jego 216 bramek strzelonych dla „Królewskich” zostało pobite tylko przez Raula. Co ciekawe, legendarny madritista był już jedną nogą w Barcelonie. Włodarze katalońskiego klubu do dziś plują sobie w brodę, nie mogąc odżałować utraty tak wybornego strzelca. Ciekawostką jest również fakt, iż mimo gry w aż trzech reprezentacjach, Di Stefano ani razu nie był uczestnikiem mundialu. Szerzej o arcyciekawej karierze wspaniałego zawodnika można przeczytać TUTAJ.
Jeśli chodzi o innych Argentyńczyków, którzy zasłynęli na Starym Kontynencie, nie możemy zapomnieć o Omarze Sivori, Mario Kempesie czy Osvaldo Ardilesie. Każdy z wymienionej trójki obrał inny kierunek, mimo to wszyscy mogą się pochwalić podobnymi osiągnięciami. Pierwszy z wymienionych trafił do Włoch, gdzie w barwach Juventusu trzykrotnie sięgał po mistrzostwo, dwukrotnie po Puchar Włoch, raz po koronę króla strzelców. Drugi co prawda nie święcił sukcesów drużynowych, mimo to zdołał zapisać się w annałach Primera Division jako dwukrotny król strzelców, broniąc barw Valencii. Na nic się to jednak zdało – ówczesna drużyna „Nietoperzy” ani razu nie stanęła nawet na ligowym podium. Trzeci miał okazję wznieść w górę trzy puchary krajowe oraz Puchar UEFA. Przez dziesięć lat był zawodnikiem Tottenhamu.










