Wystarczył jeden sezon w hiszpańskiej najwyższej klasie rozgrywkowej, by Girona została okrzyknięta rewelacją poprzedniej edycji La Liga. Drużyna prowadzona wtedy przez Pablo Machina słynęła z unikalnego stylu gry i ładnego dla oka futbolu, do tego wspieranego koneksjami z Manchesterem City. Dziś sytuacja jest zgoła odmienna. Kataloński klub dosyć niespodziewanie znalazł się w strefie spadkowej, notując fatalną passę sześciu porażek z rzędu. Co się stało z jednym z najbardziej ekscytujących projektów na Półwyspie Iberyjskim?
Jak to zazwyczaj w futbolu bywa, drużyna psuje się najpierw od głowy. W maju 2018 roku Sevilla ogłosiła, że jej nowym trenerem zostanie Pablo Machin. Trener, który praktycznie stworzył Gironę od zera, opuścił kataloński klub na rzecz nowych wyzwań. Hiszpan obejmował go w 2014 roku, kiedy drużyna znajdowała się w dolnych rejonach drugiej ligi hiszpańskiej. W kilka sezonów doprowadził Gironę do pierwszych w swojej historii występów w Primera Division. Machin zastosował unikalny jak na standardy La Liga system z trójką obrońców. Blok defensywny był wspierany przez wszechstronnych pomocników oraz bardzo szeroko ustawionych wahadłowych. Girona grała niezwykle efektowny futbol, a zakładany przez nią pressing dawał się we znaki każdemu przeciwnikowi. Wielką bronią tej ekipy były stałe fragmenty gry, opracowywane w najmniejszych detalach. Wydawało się, że do La Liga przybyła arcyciekawa drużyna, która na długi czas doda jej nieco kolorytu. Niestety, wraz z odejściem Machina Girona zatraciła swoją tożsamość.
Jak chce grać dzisiejsza Girona?
Nowym trenerem okazał się 54-letni Eusebio Sacristan, były szkoleniowiec Realu Sociedad. Wydawało się na tamten moment, że będzie on płynnym przejściem od Machina do teraźniejszości. I na początku sezonu tak było. Po czterech kolejkach Girona zgromadziła siedem punktów, co dawało jej wysokie, szóste miejsce w tabeli. Eusebio utrzymywał stare dobre ustawienie 3-5-2 i można było odnieść wrażenie, iż projekt Girony znalazł swojego kontynuatora. I choć potem drużyna pod okiem nowego sternika nie prezentowała już tak efektownego futbolu, to nikt w najczarniejszych snach nie dopuszczał do siebie wizji spadku.
Z czasem Eusebio zaczął coraz mocniej mieszać w założeniach taktycznych. Można odnieść wrażenie, że nowy trener nieco pogubił się w swoim planie na grę zespołu. W żadnym z ostatnich sześciu ligowych spotkań Girona nie zaczęła choćby dwukrotnie z tym samym zestawieniem obrony. Eusebio próbował różnych wariantów, od Porro na prawej obronie w czteroosobowym bloku, przez duet stoperów Juanpe – Alcala, kończąc na powrocie do trójki z tyłu przeciwko Valladolid. Zespół przestał grać jedną formacją i zaczęło się kombinowanie: a to 3-4-2-1, czasem 4-2-3-1, tam 4-1-4-1 czy 3-4-3 – kompletny brak stabilizacji. Widać więc, że czasem piekielnie trudno wejść w buty swojego poprzednika, szczególnie tak genialnego jak Pablo Machin.











