Polacy „tylko” zremisowali ze Szkocją. Tym razem niestety nie każdy zagrał na swoim optymalnym poziomie, stąd wynik taki, a nie inny. Mecz meczowi nie równy, więc trudno porównywać z sobotnią potyczką. Jest kilka rzeczy, które cieszą, ale jak zwykle pojawiają się i problemy.
Wojciech Szczęsny – 6 (w skali 1-10) – Teoretycznie znów nie popełnił żadnego błędu i uratował z pewnością chociaż ten punkt. Mam jednak wrażenie, że przy pierwszej bramce mógł zachować się lepiej. Miał piłkę na rękach, niestety, akurat na luźnej rękawicy. Trudno go obwiniać, bo swoje zrobił, ale gdyby nie ta pierwsza bramka, z pewnością znów można by było mówić o bezbłędnym spotkaniu. Fakt, że nie miał tak wielu okazji, żeby się wykazać.
Łukasz Piszczek – 3 – Zagrał bardzo słabo jak na swój optymalny poziom. Raz czy dwa pokazał się w swojej popisowej akcji ofensywnej, natomiast w destrukcji istna tragedia. Ogromny udział przy obydwu straconych golach. Dwukrotnie zaspał z kryciem i zdecydowanie można go obwiniać za te sytuacje. Jeżeli już gość uciekł, powinien starać się przerwać podanie, ale nie było nawet tego. Prawa obrona praktycznie nie istniała. Był jakiś nieswój.
Łukasz Szukała – 5 – I znów nie zagrał zbyt świetnie. Kilka dobrych interwencji, ale jego zachowanie przy golu po prostu karygodne. On nawet nie zgubił zawodnika. On nie zwracał na niego uwagi. Poszedł w miejsce kompletnie niepotrzebne, a za nim Maloney spokojnie dołożył nogę. Jeszcze trzeba będzie nad nim popracować.
Kamil Glik – 7 – Znów pozytywny występ. Tym razem nie ustrzegł się błędów, zbyt daleko wychodząc z linii i nie zagrał tak widowiskowo jak z Niemcami, ale jego hart i waleczność jest po prostu niesamowita. Radzi sobie z każdym, wygrywa pojedynki w powietrzu, wyprowadza piłki, czyta grę. Czego chcieć więcej. Chcieliśmy, żeby zagrał w kadrze tak jak w klubie. I się doczekaliśmy dwa razy.
Artur Jędrzejczyk – 8 – Miejmy nadzieję, że to nie jedyny wyjątek, ale jeżeli Jędrzejczyk będzie powtarzał takie mecze, to problem z lewą obroną po latach rozwiązał prawy defensor. Zagrał świetnie. Nie spał w obronie, robił prawdziwe zamieszanie w przodzie, ciągnął nasz zespół do przodu. Po wejściu Mili byliśmy bez lewego skrzydłowego, ale były obrońca Legii grał i w obronie i pomocy. Jego asysta przy golu Milika po prostu majstersztyk.
Waldemar Sobota – 5 – Od początku był bardzo ruchliwy. Miał też udział przy golu Mączyńskiego. Im dalej jednak w mecz, tym słabiej. Po prostu przestało mu wychodzić, zniknął też z pola widzenia. Kilka razy próbował szarpać, ale zabrakło tego czegoś. Pokazał, że na szansę zasługuje, ale ten mecz zwyczajnie mu nie wyszedł. Miewał dużo lepsze.
Krzysztof Mączyński – 6 – Jakoś nie jestem przekonany. Rozpoczął świetnie, ale później stawał się praktycznie bezproduktywny. Na początku notował straty, gubił się w ustawieniu, później jakby zniknął na kilkadziesiąt minut, a w końcówce się przebudził i zaczął ostro walczyć. Brakowało jednak tego, czego od niego oczekiwano. Jakiegoś błyskotliwego podania, wyprowadzenia piłki. Nie było widać stabilności w jego grze.










