Bezbramkowo zakończył się ostatni sobotni mecz pomiędzy Górnikiem Zabrze a Lechią Gdańsk. Piłkarze nie dali radości swoim kibicom, bo nie potrafili wpakować piłki do siatki.
Początek meczu w wykonaniu gospodarzy był bardzo spokojny. W 7. minucie defensywa Górnika popełnia katastrofalny błąd, który mógł wykorzystać Wiśniewski. Zawodnik gdańskiej Lechii uderzył z półwoleja, lecz piłka nieznacznie minęła bramkę. Chwilę później podopieczni Ryszarda Wieczorka skonstruowali akcję, po której mogła paść bramka. Prejuce Nakoulma miał trochę wolnej przestrzeni i spróbował uderzyć, lecz został w ostatniej chwili skutecznie zablokowany przez defensorów Lechii. Oba zespoły bardzo chciały objąć prowadzenie w tym spotkaniu, dlatego ambitnie budowały akcje, ale nie potrafiły znaleźć sposobu na pokonanie bramkarza przeciwnika.

W końcowych fragmentach pierwszej części spotkania wiele okazji do zaatakowania stworzyła sobie ekipa gości. Za każdym razem jednak drużynę Górnika ratował Streinbors. Bardzo dobrze wyglądała współpraca pomiędzy Wiśniewskim a Matsuim, obaj gracze napędzali atak gdańszczan. Do przerwy nie odnotowaliśmy goli na stadionie w Zabrzu i kibice mieli nadzieję, że w drugiej połowie padną jakieś bramki.
Zaraz po zmianie stron zaatakował Górnik. Swych sił spróbował Pandża, który oddał mocny strzał, ale Mateusz Bąk był na posterunku. Zabrzanie byli bardzo blisko, żeby później zdobyć bramkę. Prejuce Nakoulma chciał zaskoczyć bramkarza przeciwnika, ale po jego uderzeniu futbolówka trafiła tylko w poprzeczkę. Swojej szansy spróbował także Mateusz Zachara, który miał pomysł na przechytrzenie bramkarza, lecz piłka tylko minęła światło bramki.
Oba zespoły dążyły do tego, żeby w jakikolwiek sposób zdobyć gola przed ostatnim gwizdkiem arbitra. Tego celu nie udało się zrealizować, bo każda ze stron miała za mało polotu, żeby umieścić futbolówkę w bramce. Remis był zasłużonym wynikiem, patrząc na przebieg tego spotkania.











