Juventus, mistrz kraju po raz drugi z rzędu, jeszcze się wzmocnił przed kolejnym sezonem. „Starą Damę” dodatkowo latem zasilili za darmo Fernando Llorente oraz Carlos Tevez, który nie będzie kosztował więcej niż kilkanaście milionów euro. Krok od podpisania kontraktu z klubem jest Angelo Ogbonna z Torino, obrońca młodego pokolenia, gwiazda Serie A. Prawie na każdej pozycji gra tutaj dwóch świetnych zawodników, a kolejnych kilku jest wystawionych na sprzedaż, bo zwyczajnie nie mieszczą się w meczowej kadrze. Czy Vucinić lub Isla są przeciętniakami? Najwięksi konkurenci Juventusu do tytułu takich piłkarzy biorą w ciemno. Jak pokonać tę znakomitą układankę Antonio Conte?
A przecież ostatnie lata to raczej wybryk niż reguła, że Juventus rozdaje karty. W latach 2006-2010 pięć razy tytuł mistrzowski lądował w rękach Interu. W 2011 roku tylko AC Milan zdetronizował mistrza, a Juventusu nie było nawet na podium. Co zatem stało się z ekipami z Mediolanu, że przestały być głównym kandydatem do scudetto? Oczywiście jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Te wyraźnie nie uśmiechały się do włoskich klubów w ostatnich latach. Ale to zbyt łatwe wytłumaczenie, Juventus przecież boryka się z tymi samymi trudnościami.

Inter w porę nie odmłodził drużyny, co skutkowało nagłym spadkiem formy i utratą dynamiki coraz starszych piłkarzy podstawowego składu. Nie bez znaczenia pozostają też niezbyt udane próby zastąpienia Jose Mourinho Claudio Ranierim i Rafą Benitezem. Dziś ojców sukcesów sprzed lat już na San Siro prawie nie ma. Sneijder, Maicon, Julio Cesar, Pandev, Eto’o, Balotelli, Ibrahimović, Maxwell – oni wszyscy już nie grają w Interze. Kolejni: Stanković, Samuel, Chivu, będą powoli odchodzili w cień. Inter sprzedał już wiekowego Antonio Cassano, kolejni będą opuszczać drużynę w najbliższych miesiącach. Nie możemy w tym gronie postawić Argentyńczyków: ciągle młodego duchem Javiera Zanettiego, nadal bramkostrzelnego Diego Milito oraz solidnego Estebana Cambiasso.
Niestety, klub nie ma szczęścia, a może po prostu nosa, do transferów. Sprowadzani za duże pieniądze w ostatnich latach Ricardo Alvarez, Diego Forlan czy Giampaolo Pazzini nie wypalili. Kiedy rok temu w końcu klub miał za sobą dobre transfery (Kovacić, Handanović, Pereira, Guarin), drużynę trapiły kontuzje oraz zabrakło doświadczonego trenera, który by wkomponował nowych piłkarzy do składu z lepszym skutkiem. Dziewiąte miejsce w tabeli to była klęska. Teraz u steru jest czarodziej z Napoli Walter Mazzarri, a klub szuka godnych następców triumfatorów Ligi Mistrzów z 2010 roku. Do Interu dołączyli już młodzi atakujący Ishak Belfodil, Mauro Icardi, Diego Laxalt oraz doświadczony bramkarz Carrizo z River Plate, a także obrońca Hugo Campagnaro, podopieczny Mazzarriego z Neapolu. Niedługo obronę wzmocni też młody defensor FC Basel Aleksandar Dragović, a być może także wspomniany wcześniej Mauricio Isla. Inter regularnie obserwuje też wyróżniających się piłkarzy rezerw Barcelony, a w szczególności Martina Montoyę, prawego obrońcę reprezentacji Hiszpanii U-21. Głośno jest o sprowadzeniu rozgrywającego Belga Rodji Nainggolana. Zawodnik Cagliari to kolejna młoda gwiazda Serie A. 25-latek raczej nie zbawi Interu, ale będzie kolejnym solidnym wzmocnieniem, a szczególnie w środku pola klub potrzebuje większej ruchliwości i… jakości. Pytanie tylko, czy za kwotę oscylującą powyżej 10 milionów euro nie można kupić lepszego zawodnika? Anderson z United, Ander Herrera z Bilbao, Oriol Romeu z Chelsea czy Leroy Fer z Twente. Wszyscy dostępni, spokojnie do wyciągnięcia za kilka milionów.













