Polska pod względem piłkarskim jest wyjątkowo dziwnym krajem. Dzieją się tu takie rzeczy, że prokuratura powinna wszcząć śledztwo dotyczące publicznego molestowania kibica piłki nożnej. Na futbolowej mapie Polski można zaobserwować wiele ognisk tego procederu, lecz głównym siedliskiem gwałtu jest jedyny i niepowtarzalny Kraków.
W Krakowie wszystko stoi na głowie. Zarówno w Cracovii (w mniejszym stopniu), jak i w Wiśle (w znacznie większym stopniu) w ostatnich latach nie było normalnie. Tak w ogóle to kibice tych klubów powinni dostać jakąś wyjątkową nagrodę, piłkarskiego Oscara czy coś w tym stylu, bo przy takiej grze ich ulubieńców fani dawno powinni zostać wyłapani, wsadzeni w kaftan bezpieczeństwa i odwiezieni do zakładu psychiatrycznego. A oni wciąż się bronią i choć czasem zachowanie kibiców (nie mylić z pseudokibicami) pozostawia wiele do życzenia, to w rozumowaniu pewnych grup widać jakąś wyższą ideę. W przeciwieństwie do działaczy Wisły, którzy wymarzyli sobie… No właśnie. Może to ich trzeba zamknąć w pokoju bez klamek?

Wisła Kraków zatrudniła Franciszka Smudę, który w ostatnim czasie przegrał wszystko, co było do przegrania. Spadł na dno i zagrzebał się głęboko w mule, a mimo to mówi, że wszystko jest w porządku i jemu tym mułem oddycha się bardzo dobrze. Patrząc na wyniki Wisły w poprzednim sezonie, dochodzimy do wniosku, że jest to trener, którego ten klub potrzebuje, i to bardzo! Dlaczego? Otóż „Biała Gwiazda” dalej będzie grała jak przeciętny juniorski klub z Bangladeszu, ale Smuda będzie opowiadał, że gra dobrze, nie popełnia błędów, a tych fatalnych klopsów w obronie czy zmarnowanych patelniaków w ofensywie nie było! Czyli gwałcenie kibiców będzie trwało w najlepsze.
Podobno kobiety mówią, że kiedy facet złapie żonę na gorącym uczynku z kochankiem w łóżku, najlepszą strategią jest zaprzeczanie. – Nie, to nie jest nagi mężczyzna w naszym łóżku, coś ci się przywidziało. I nie, on nie leży na mnie, to ci się tylko wydaje. Myślę, że powinieneś z tym pójść do lekarza.
Dla tych, którzy wciąż darzą „Franza” dużym kredytem zaufania (a są tacy), przypominamy, że największy sukces, czyli awans z Widzewem Łódź do Ligi Mistrzów, osiągnął prawie 20 lat temu, a to w futbolu szmat czasu. Wtedy trenerka opierała się przede wszystkim na motywacji i umiejętności wykrzesania z piłkarzy maksimum zaangażowania. Dziś trzeba ruszyć głową i poszukać jakiegoś kreatywnego rozwiązania, a Smuda wydaje się mieć tyle kreatywności co przeciętne kowadło. Zresztą gdyby zamiast „Franza” w meczu Polska – Grecja postawić na ławce owo kowadło, to też byłoby „bez zmian”. Od czasu sukcesu z Widzewem Smuda trenował Odrę Wodzisław (z trudem utrzymał ją w ekstraklasie), Piotrcovię Piotrków Trybunalski (II liga), ponownie Widzew (spadł z ligi), Legię Warszawa (ogromne pensje dla byłych piłkarzy Widzewa, jak: Łapiński, Citko, Siadaczka, brak sukcesów). Trochę lepiej wyglądało to w Wiśle Kraków czy Lechu Poznań, nie najgorzej w Zagłębiu Lubin i Omonii Nikozja, tyle że to też było dawno, a ostatnio „Franz” bywa wyłącznie pod wozem i jest przez ten wóz rozjeżdżany na wszystkie możliwe sposoby. Ostatnio rozpłaszczał go wóz niemiecki z szyldem Jahn Regensburg.












