W meczu otwarcia Copa America gospodarze zmierzyli się ze skazywaną na porażkę reprezentacją Boliwii. Na Argentyńczykach ciążyła ogromna presja, poprzednie spotkanie tych drużyn, rozgrywane w ramach eliminacji do mistrzostw świata w RPA, zakończyło się bowiem wynikiem 6:1 dla Boliwii.
Batista ustawił drużynę w formacji 4-3-3, która, jak sam mówił, miała przypominać stylem grę Barcelony. Messi, nominalnie jako środkowy napastnik, w rzeczywistości grał rolę fałszywej dziewiątki, która jest doskonale znana z jego występów w „Dumie Katalonii”. Na skrzydłach zagrali Tevez i Lavezzi. Gracz Napoli w klubie również gra na boku, jednak z lewej strony. Tutaj zajął prawą flankę, a Tevez, który najczęściej nominalnie ustawiony jest w środku, zagrał po lewej stronie.
Pierwsze minuty zdecydowanie należały do niesionych dopingiem „Albicelestes”. Gospodarze łatwo utrzymywali się przy piłce, dzięki przewadze liczebnej w środku boiska. Nominalnie było to 3v2, jeśli weźmiemy natomiast pod uwagę cofającego się Messiego, będzie to aż 4v2. Argentyńczycy mieli jednak problemy ze skonstruowaniem składnych akcji.
Podopieczni Quinterosa ustawili linię obrony na około 40 metrze, a linię pomocy tuż przed nią, w okolicach połowy boiska. Jest to strategia o tyle ryzykowna, że grając przeciwko szybkim piłkarzom (zwłaszcza Lavezziemu czy Messiemu), łatwo o dopuszczenie do sytuacji sam na sam w przypadku, gdy ostatnia linia zostanie minięta.
Jednak już po około 15 minutach formacja Boliwijczyków była bardziej zwarta, dzięki czemu w środku pozostawało mniej miejsca na grę. Argentyńczycy co prawda wciąż utrzymywali się przy piłce i kontrolowali przebieg wydarzeń, ale nie potrafi stworzyć sobie sytuacji. Messi w poszukiwaniu gry cofał się aż na własną połowę – podobna sytuacja miała miejsce w finałowym meczu Copa del Rey. Najlepszy piłkarz świata jest wówczas dużo mniej szkodliwy.
W finale Pucharu Króla Real dysponował trzema defensywnymi pomocnikami, którzy przez prawie cały mecz nękali Messiego i zawodników drugiej linii Barcelony. Tutaj Boliwia operowała tylko dwoma środkowymi pomocnikami w podstawowym ustawieniu 4-4-2/4-4-1-1, jednak sukces osiągnęła przez możliwie wąską grę. Boliwijscy obrońcy doskonale się ustawiali i rzadko powstawały między nimi luki. Ponadto stosowali tzw. fałszywy pressing (pojedynczy zawodnik atakuje piłkarza z piłką). Cambiasso z kolei często wędrował do przodu i często był na pozycji środkowego napastnika – zasadniczo nie stanowił zagrożenia. Mascherano wchodził między środkowych obrońców, którzy grali głęboko na własnej połowie. To oni wyprowadzali akcje gospodarzy.
Kilkakrotnie, po otrzymaniu piłki w głębi pola, Messi dryblował przez środek boiska, ściągając na siebie kilku rywali i tym samym odwracając uwagę od kolegów z ataku. W ten sposób dwukrotnie został obsłużony Lavezzi, jednak nie potrafił wykorzystać okazji.
Problemem Argentyny był brak wykorzystania całej szerokość boiska. Z prawej strony Lavezzi za bardzo ściągał do środka, a Zanetti rzadko brał udział w akcjach ofensywnych, mimo zajmowania ofensywnych pozycji w początkowych fazach ataku „Albicelestes”. Dużo bardziej aktywny, zwłaszcza w pierwszej fazie meczu, był po drugiej stronie Rojo, jednak nie otrzymał od Teveza żadnego podania. Piłkarz Manchesteru City grał zbyt samolubnie, mimo że młody Rojo obiegał go i próbował rozciągnąć grę.










