Polskie trio robi furorę w Dortmundzie. Borussia po raz drugi z rzędu zdobyła tytuł mistrza Niemiec, a polscy piłkarze mieli w to spory wkład. Wydaje się, że najdłuższą i najtrudniejszą drogę na szczyt miał kapitan reprezentacji Polski, Jakub Błaszczykowski.
Kuba przyszedł na świat 14 grudnia 1985 roku w niewielkiej miejscowości położonej pod Częstochową, Truskolasach. Od małego miał zadatki na dobrego piłkarza. Wraz z bratem grał w piłkę w pokoju. Przed każdym takim „meczem” śpiewali hymn, wyobrażając sobie, że za moment będą reprezentowali swój kraj.

Młody Błaszczykowski zaczął trenować w Rakowie Częstochowa w wieku ośmiu lat. Gra w piłkę wymagała wielu poświęceń. Na treningi musiał bowiem docierać autobusem. Podróż w jedną stronę trwała około godziny.
Gdy Kuba miał jedenaście lat, przytrafiła mu się największa życiowa tragedia. W jednej chwili stracił oboje rodziców. Na jego oczach ojciec dźgnął mamę nożem. Ta nad ranem zmarła, a ojciec trafił do więzienia.
Jakubem i jego bratem zaopiekowała się babcia. Sam zawodnik twierdzi, że to właśnie jej zawdzięcza swoje sukcesy. Spory wkład w wychowanie Błaszczykowskiego miał również jego wujek, Jerzy Brzęczek. Po śmierci mamy Kuba na trzy miesiące przestał grać w piłkę. Trudno się dziwić. Młodemu chłopakowi w jednej chwili zawalił się cały świat. Dzięki najbliższym zdołał się jednak pozbierać.
Minęło kilka lat. Grającym w IV lidze Błaszczykowskim zainteresował się Werner Liczka, ówczesny trener Wisły Kraków. Przebojowy pomocnik szybko trafił do drużyny mistrza Polski.

Sam zawodnik wspomina, że gdy pierwszy raz znalazł się w szatni „Białej Gwiazdy”, wręcz trząsł się z podenerwowania. Młody chłopak grający dotychczas w IV lidze miał nagle stać się kolegą z drużyny takich piłkarzy jak Frankowski czy Żurawski.
Kuba szybko oczarował publiczność z Reymonta. Kolejni trenerzy stawiali na niego, widząc w nim potencjalną gwiazdę. Błaszczykowski przyznaje, że po kilku dobrych występach zaczął być rozpoznawany na ulicach. Był zaskoczony, że ludzie traktują go jak idola.
Bodaj najlepszy mecz w barwach Wisły rozegrał przeciwko Panathinaikosowi Ateny. Jako prawy obrońca grał kapitalnie. Nie tylko rozbijał ataki „Koniczynek”, lecz także podłączał się do akcji ofensywnych. Niestety, doznał groźnej kontuzji, która uniemożliwiła mu występ w rewanżu.












