Nic dwa razy się nie zdarza. Choć odmienne zdanie na ten temat przed spotkaniem z Niemcami mieli słowaccy piłkarze. W okresie przygotowawczym przed Euro udało im się pokonać reprezentację naszych zachodnich sąsiadów 3:1 i cichutko liczyli na powtórkę. Jednak Niemcy w niedzielne popołudnie szybko wybili im taki scenariusz z głów, wygrywając pewnie 3:0 i awansując do ćwierćfinału mistrzostw. Szymon Marciniak po raz kolejny pokazał klasę, Joachim Loew zaś przekonał się, jaką moc ma w sobie klasyczna „dziewiątka”.
Co napastnik, to napastnik
Gdzie szukać przyczyny tak dobrej dyspozycji mistrzów świata? Można powiedzieć, że wszyscy niemieccy piłkarze zaprezentowali się świetnie, ale chyba najważniejszym czynnikiem, który wreszcie ruszył tę niemiecką maszynę, był Mario Gomez. Jedyny klasyczny środkowy napastnik w talii Loewa zdaje się być rozwiązaniem problemu Niemców w ataku.
Przed meczem ze Słowacją reprezentacja Niemiec męczyła się w ataku, brakowało w przodzie kogoś, kto zgrałby piłkę wchodzącym z głębi pola pomocnikom czy przyjąłby futbolówkę pod presją stoperów. Mario Goetze grał na szpicy, ale takich „cudów” nie można było od niego wymagać. Po eksperymentach Joachim Loew podjął, wydawać by się mogło, jedyną słuszną decyzję o wystawieniu do składu innego Mario – Gomeza.
Jakże trafne było to posunięcie. Niemcy nie byli już skazani na mozolne budowanie ataku pozycyjnego, a mogli szachować rywali różnorodnością piłek posyłanych przez pomocników. W przerwach pomiędzy szybkimi, krótkimi podaniami co chwila pojawiała się dłuższa piłka na Gomeza, który świetnie się czuje w pojedynkach powietrznych. Efekt? Szybkie i nieprzewidywalne ataki… nareszcie mistrz wyglądał na mistrza.
Żelazny faworyt?
Wiele osób doszukiwało się w niemieckiej ekipie jakiegoś kryzysu. Chyba najlepszą odpowiedzią na takie zarzuty był mecz przeciwko Słowakom. Podopieczni Jana Kozaka zostali całkowicie zdominowani i w zderzeniu z niemiecką lokomotywą nie mieli żadnych szans. Swój potencjał w końcu pokazał Julian Draxler, który rozegrał bardzo dobre spotkanie i strzelił bramkę.
Biorąc pod uwagę, że Niemcy są, jak twierdzą niektórzy, „drużyną turniejową”, to właśnie w podopiecznych Joachima Loewa należy upatrywać głównego faworyta do tytułu. W przeciwieństwie do Francji nasi zachodni sąsiedzi nie męczyli się w swoim meczu i jeżeli chodzi o wrażenia estetyczne, to właśnie mistrzowie świata są na fali wznoszącej… czy poniesie ich ona do skompletowania dubletu? Warto dodać, że Niemcy jako jedyna drużyna jeszcze nie stracili gola na Euro 2016.










