Mecz z reprezentacją Niemiec już za kilka dni, a gdzie nie spojrzę, tam w mediach pompowanie balonika trwa w najlepsze. Wiem, ekipa Joachima Loewa nie jest w najsilniejszym składzie, do tego im bliżej meczu z Polakami, tym selekcjonerowi mocniej Niemców „kruszą” się kolejni piłkarze. Oczywiście wierzę w naszych chłopaków i marzę, aby skopali tyłki podopiecznym Loewa. Ale nie zapominajmy, rozbici czy nie, to wciąż są Niemcy…
Można powiedzieć, że szatnia naszego sobotniego rywala przypomina szpital. Już od dłuższego czasu było wiadomo, że w meczu z Polską nie będą mogli zagrać: Bastian Schweinsteiger, Marco Reus, Ilkay Gündogan, Sami Khedira, Mario Gomez czy Benedikt Höwedes. Do tego walkę z grypą przegrał Julian Draxler. Z kolei Jerome Boateng jeszcze walczy, ale też raczej nie zagra w sobotę na Stadionie Narodowym. Świeżą informacją jest kontuzja kolana, której doznał Mesut Özil. Z pewnością niejeden selekcjoner załamałby się w takiej sytuacji. Do tego: Lahm, Mertesacker i Klose postanowili zakończyć swoje jakże bogate kariery reprezentacyjne. Szczerze mówiąc, myślę, że przy obecnych problemach Joachima Loewa to ta cała trójka mogłaby okazać się zbawieniem dla swojego kraju, ale to nie nasze zmartwienie.
Można żartować, że Niemcy zaraz będą musieli wystawić reprezentację u-21. Mnie jednak nie jest do śmiechu. W reprezentacji naszych zachodnich sąsiadów wciąż są zawodnicy, którzy mogą pociągnąć za uszy swoich mniej doświadczonych kolegów. Neuer, Goetze, Müller, Hummels, Kroos, Podolski… Światowa czołówka. To nie są byle „ogórki”, a każdy z nich osiągnął więcej niż większość naszych obecnych kadrowiczów razem wziętych. Nie liczę oczywiście: Piszczka, Lewandowskiego i Szczęsnego, bo to zupełnie inny poziom. Patrząc dalej, można zauważyć, że wszyscy powołani przez Joachima Loewa grają w najlepszych ligach na świecie i odgrywają kluczowe role w swoich zespołach, a te nie są ligowymi średniakami… Oczywiście ktoś, kto nie zgodzi się z moim zdaniem, powiedziałby, że przecież nasi zawodnicy też grają w swoich klubach, czego potwierdzeniem są zresztą niedawno opublikowane statystyki. No dobrze, ale ilu z naszych kopaczy gra w zespołach na miarę Bayernu Monachium, Arsenalu Londyn, Borussii Dortmund czy Realu Madryt? Można ich policzyć na palcach jednej ręki…
Oczywiście nie wierzę, że nasi chłopcy dostaną tak srogie lanie jak Brazylia w pamiętnym półfinale z tegorocznych mistrzostw. Co więcej, całkowicie wykluczam możliwość takiego blamażu, ale chcę podkreślić, że Niemców nie można lekceważyć. Zranieni mogą być jeszcze bardziej niebezpieczni. Polacy muszą wyjść w 100% skoncentrowani, bo inaczej mogą tego pożałować. Wiadomo, jak jest z grą piłkarzy w najlepszych ligach zachodnich. W razie kontuzji czy absencji kartkowej zawodnika pierwszego składu na jego miejsce wskakuje rezerwowy. Wtedy zależy już tylko od niego, czy wykorzysta swoją szansę. W razie niepowodzenia po jakimś czasie wraca na ławkę albo kompletnie wypada z obiegu. Tak może być też w przypadku tych młodych chłopaków z kadry Loewa. Będą mieli sposobność się pokazać, a co za tym idzie, zechcą daną okazję wykorzystać. Bo kiedy, jak nie teraz? W szczególności uważałbym na Karima Bellarabiego z Bayeru Leverkusen. Jest jednym z odkryć tego sezonu w Bundeslidze, a do dobrej gry dołożył jeszcze trzy bramki i dwie asysty na początku rozgrywek. Jednak najwięcej będzie z pewnością zależało od dyspozycji Manuela Neuera – moim zdaniem obecnie najlepszego bramkarza świata. Ten człowiek nieraz pokazał, że ze swoimi umiejętnościami równie dobrze mógłby grać w polu i nie byłoby widać żadnej różnicy. Jeśli bramkarz Bayernu będzie miał dobry dzień, to Lewandowski i spółka nieźle się napocą, zanim go pokonają.











