Z Korony odszedł, bo był za drogi. Wydawało się, że przechodząc do Cracovii, przy okazji zaliczy awans sportowy. Tymczasem… krakowski zespół okupuje strefę spadkową. Jak zapewnia nasz rozmówca, Andrzej Niedzielan, Cracovia z kolejki na kolejkę będzie piąć się w górę.
Podpisując kontrakt z Cracovią chyba nie spodziewał się Pan tak słabego początku…
Racja, nie sądziłem, że zaliczymy falstart. To normalne. Piłkarz przed sezonem nigdy nie może myśleć o najgorszym, powinien snuć raczej pozytywne scenariusze. Wszyscy jesteśmy rozczarowani naszą postawą… Ale jesteśmy facetami z charakterem i jestem pewien, że sobie poradzimy.
Skąd tak słabe wyniki?

Nie mamy zielonego pojęcia. Rozmawiamy, analizujemy… Generalnie gramy słabo w defensywie, tracimy głupie bramki. W ataku też średnio sobie radzimy. Pewnie chciałby usłyszeć pan z moich ust wyczerpującą analizę, ale… nie umiem tego inaczej wyjaśnić. Tracimy, a nie strzelamy – ot cała tajemnica.
Natomiast nasza gra wcale nie wygląda tak słabo. Na pewno nie tak, jak sugeruje to tabela. Stwarzamy sobie sytuacje. Skuteczność i spokój w defensywie – to jest nasz problem.
Nad Cracovią ciąży chyba jakieś fatum. Początek ubiegłego sezonu był bliźniaczo podobny.
Niestety nie mogę zgodzić się z tą tezą. Tamta Cracovia grała o wiele słabszą piłkę i nic nie wskazywało na to, że będzie lepiej. Oglądając nasze mecze, można wyciągnąć wiele pozytywów. Nie ma żadnego fatum. Wyjdziemy z tego!
Wyniki mogą dziwić tym bardziej, że na papierze Cracovii bliżej do pucharów aniżeli walki o utrzymanie…
Widzę to podobnie. Mamy duży potencjał personalny i powinniśmy być wyżej w tabeli. A puchary… na ten moment raczej nam nie „grożą”. Musimy zbierać punkty, ustabilizować swoją pozycję. Krok po kroku, a w końcu zrealizujemy swój cel.
Kwestia impulsu?
Dokładnie. Kiedy mamy się przełamać, jak nie w meczu z ŁKS-em? Oczywiście nie lekceważymy tej drużyny, ale z całym szacunkiem, są w naszym zasięgu. Zresztą musimy wygrywać z każdym rywalem, nie tylko z beniaminkami.
Co Pan czuje oglądając radosny futbol w wykonaniu Żytki czy Kosanovicia? Wasi defensorzy wręcz zapraszają rywali do bramki…
Przecież my z przodu też gramy radosny futbol (śmiech). Jakby to wyglądało jakby napastnik, który do tej pory nie strzelił żadnej bramki, krytykował swoich kolegów z drużyny? Fakt, w defensywie nie gramy zbyt dobrze, ale pragnę przypomnieć, że na boisku zarówno broni i atakuje cała drużyna. Począwszy od wysuniętego napastnika, na bramkarzu skończywszy. Wszyscy jesteśmy źli na tę sytuację. Nasi rywale często nie mają zbyt wielu okazji, a mimo to strzelają bramki. My wręcz przeciwnie – mamy sytuacje, ale nic nie chce wpaść do siatki…












