„Nie zamieniłbym tego na nic innego. To zawód idealny” (ROZMOWA)


Kamil Wojtkowski o jego karierze, rozpoznawalności, hejcie i życiu zawodnika

25 stycznia 2019 „Nie zamieniłbym tego na nic innego. To zawód idealny” (ROZMOWA)
Przemek Marczewski

Przed 16. urodzinami przebywał na testach w angielskim Fulham. W wieku 16 lat zadebiutował w ekstraklasie. Był zawodnikiem niemieckiego RB Lipsk, w którym stał bardzo blisko szansy na debiut w Bundeslidze. Teraz liczy na błysk w ekstraklasie. Kamil odpowiada na pytania, które mogą nurtować kogoś, kto chciałby przejść taką drogę jak on.


Udostępnij na Udostępnij na

Od czego tak właściwie się zaczęło?

Kiedy zaczynała się moja przygoda z piłką, była to od początku mega frajda. Dużo godzin spędzałem na boiskach – czy to grając z kolegami, czy na treningach indywidualnych z tatą, jeśli w ogóle można to zaliczyć do treningu (śmiech). Dobrze bawiłem się z piłką i każdą wolną sekundę poświęcałem grze. Stąd wzięło się moje zamiłowanie do tego sportu i chęć poprawiania swoich umiejętności. Wreszcie pojawiła się okazja, graliśmy sparing z drużyną z Warszawy i tak jakoś poszło. Szczebelek po szczebelku wspinałem się coraz wyżej i jestem tu, gdzie jestem.

W młodości wyróżniałeś się na boisku czymś od swoich kolegów?

Trudno stwierdzić, nigdy nie lubiłem o sobie rozmawiać. Zazwyczaj jednak, jeśli jakieś osoby trzecie mówiły o mnie, to wspominały o dobrej grze z piłką, technice i zmyśle do gry kombinacyjnej.

Miałeś jakieś chwile zwątpienia? Myśli, że przecież tak wiele osób chce osiągnąć to co Ty, to dlaczego akurat Tobie ma się udać?

O dziwo nie. Zawsze dobrze się to układało. Moja ambicja nie pozwalała mi na takie momenty. Zawsze chcę być najlepszy, chcę się wyróżniać i być prowadzącym. Dotychczas jakoś się to udawało. Osiągałem cele, które sobie zakładałem, dlatego myślę, że nie było takiego momentu. Były oczywiście gorsze chwile, choćby te w Legii, wyprowadzałem się z domu do nowego miasta, sam, i to w młodym wieku, było mi trudno, czasami doskwierała samotność. Zresztą do dziś miewam takie momenty, mimo że do tego przywykłem.

Poza wspomnianą ambicją coś Ci pomagało? Mentor, rodzice, może idol?

Tak, rodzice zawsze byli niesamowitym wsparciem. Tata miał przeszłość piłkarską, wiedział przez to, że będą takie chwile, kiedy będzie trudniej. Wtedy bardzo mi pomagał, wiedział, że trzeba to przezwyciężyć, żeby za parę lat nie pruć brody, że nie zrobiło się wszystkiego, żeby wykorzystać swoją szansę.

Bycie zawodnikiem z aspiracjami ograniczało Cię w młodym wieku?

Ten zawód wymaga wyrzeczeń, jednak mi to nigdy nie przeszkadzało. Szczególnie na tamtym etapie, kiedy się rozwijałem, kiedy liczyła się tylko piłka, nie przeszkadzało mi, że moi znajomi szli na imprezę, a ja ciężko trenowałem. Bycie na boisku zawsze sprawiało mi największą radość. Myślę, że w każdym zawodzie, nawet w życiu piłkarza, znajdzie się czas na relaks czy zabawę. Nie jest to temat tabu, chyba każdy o tym wie. Mimo to trzeba pamiętać, aby robić to z głową i umiarem, żeby nie przesadzić.

Czy szlifowałeś jakieś inne umiejętności poza tymi boiskowymi, aby zostać lepszym zawodnikiem?

Byłem na kilku spotkaniach z psychologiem czy trenerem mentalnym. Myślę, że jest to opcja dla każdego młodego zawodnika. Może pomóc, myślę, że zawsze warto spróbować. Jeżeli jest taka szansa, że w jakimś stopniu to pomoże. Ważna również jest dobra regeneracja. Dlatego zawsze w domu staram się zrobić odnowę biologiczną, nawet przez zimny prysznic, to proste, ale pomaga. To stało się już moją rutyną.

Mówiłeś, że chwil zwątpienia nie było. Miałeś jednak jakiś plan B, gdyby nie wszystko poszło po twojej myśli? Na jednym z filmów dla Wisły Kraków mówiłeś, że byłbyś stolarzem.

(Śmiech) Tak naprawdę z tym stolarzem to był taki delikatny żarcik. Mój tata jest stolarzem i myślę, że gdyby była taka potrzeba, to czegoś by mnie nauczył i może przyjął do warsztatu. Jednak nie było planu B, cały czas całkowicie skupiałem się na piłce.

Zwiedziłeś już trochę świata dzięki piłce nożnej. Zyskałeś coś na tym, a może przeciwnie, coś ucierpiało?

Mimo wszystko trochę rzeczy ucierpiało. Trudno przywiązać się do ludzi, jeśli co chwila zmienia się otoczenie. Z drugiej strony zwiedziłem trochę świata i myślę, że mimo wszystko nie żałuję. Mam już ze sobą bagaż doświadczeń, którego nikt mi nie zabierze.

Czujesz się sławny? Na samym Instagramie obserwuje Cię ponad 15 tysięcy osób.

Nie, mimo wszystko nie. Do takiej prawdziwej sławy jeszcze mi daleko.

Zdarzyły Ci się kiedyś miłe lub mniej miłe sytuacje związane z tym, że ktoś Cię rozpoznał?

Z tych nieprzyjemnych miałem jedną, kiedy wracałem z meczu. Jednak o tym wolałbym nie wspominać, bo to już dosyć ekstremalna sytuacja. Na szczęście tych miłych akcentów jest więcej. Ostatnio, gdy jechałem pociągiem, młoda dziewczynka mi się przyglądała, zerkała w moją stronę, na początku myślałem, że mnie poznała. Długo się zabierała, jednak wreszcie się odważyła, wstała, nie wiedziała jak się za to zabrać, jednak podeszła i poprosiła o zdjęcie. To są właśnie bardzo miłe sytuacje. Mnie to nic nie kosztuje, a można komuś sprawić przyjemność.

Zwracasz uwagę na to, co piszą o Tobie ludzie w internecie?

Na początku tak, strasznie mnie to irytowało. Nie rozumiałem tego. Dziwiło mnie, jak ludzie mogą tak reagować. Zwłaszcza że większość z tych rzeczy była wyssana z palca. Trudno mi się z tym funkcjonowało. Teraz jest mi to obojętne, nawet jeśli przeczytam coś o sobie, to przecież ja znam całą prawdę.

Nie zwracasz więc uwagi na rzeczy w Internecie. A jak działa na Ciebie atmosfera na stadionie? Gdy czasem nawet 30 tysięcy osób skanduje twoje imię?

Na to już zwracam uwagę. Kłamałbym, gdybym powiedział inaczej, to jest bardzo miłe uczucie. Gdy tak wiele osób krzyczy twoje nazwisko… i nie przekręca [Wojtkowiak! – dopowiadają koledzy z drużny]. Jednak w trakcie meczu, gdy piłka jest w grze, skupiam się całkowicie na boisku i odcinam od całej reszty.

A jak wygląda typowy dzień zawodowego piłkarza?

Dużo zależy od planu treningowego, kiedy rozgrywamy mecz i o której godzinie mamy trening. Dla przykładu, jeśli trening jest przed południem – wstaję przed 8, około pół godziny zajmuje mi dojazd do bazy treningowej. Tutaj też zazwyczaj jemy śniadanie z chłopakami. Później mamy chwilę, aby przygotować się do treningu. Oczywiście po nim obiad i odnowa biologiczna. Potem wracam do domu i mamy czas dla siebie. Ja sam chwilę odpoczywam w domu, a potem często idę na basen czy siłownię, pod sam wieczór jakiś serial czy film. Tak jak większość ludzi.

Co chciałbyś wiedzieć parę lat temu, gdy zaczynałeś? A wiesz to teraz.

Aby wierzyć w to, co się robi, i ciężko pracować, kontynuować to, co się robi. Nie załamywać się na długo po gorszym meczu czy momencie, kiedy forma jest słabsza. To przejdzie, gdy się pracuje. W skrócie, jeśli coś nie idzie, nie poddawaj się, bo za jakiś czas będzie lepiej. O ile włożysz w to odpowiedni wysiłek.

Wiele osób twierdzi, że nie można osiągnąć sukcesu jedynie przez ciężką pracę. Jak było u Ciebie?

To jest trudny temat. Jednak u mnie, z czego jestem dumny, większość rzeczy osiągnąłem sam. Jestem indywidualistą, swoje cele chciałem osiągać swoją ciężką pracą. Myślę, że mi się to udało, bo nigdy nie było takiego momentu, w którym osoby trzecie mi znacznie pomogły. Wsparcie było, jednak większość rzeczy zawdzięczam swojej pracy.

Bycie piłkarzem to praca marzeń? Warta wyrzeczeń i ciężkiej pracy?

Dla mnie tak. Nie zamieniłbym tego na nic innego. Ten zawód jest idealny. Robię to, co kocham. Praca ta nie składa się, co jasne, tylko z tych przyjemnych rzeczy, bo wiadomo, że czasem się nie chce, czy ma się słabszy dzień, a mimo wszystko trzeba mocno trenować.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski