Na zakończonych właśnie mistrzostwach świata amp futbolu Anglicy przegrali z reprezentacją Turcji 1:4. Raczej nie byłaby to najważniejsza sportowa informacja dnia, gdyby nie fakt, iż na tym samym turnieju występowali też Polacy, zajmując czwarte miejsce. Ale to nie historia o wynikach, lecz o pasji, determinacji i niebywałym charakterze każdego z uczestników tej pięknej gry.
W amp futbolu nie zobaczymy szybkiej gry, którą podziwiamy w meczach na najwyższym poziomie. Brak tu słynnych 10-sekundowych kontrataków na miarę Realu Madryt Jose Mourinho, brak również setek podań wymienianych w finezyjny sposób, tak aby zdominować spotkanie, jak robi to FC Barcelona. Dlaczego? Każdy zawodnik grający w amp futbol ma trudne wyzwanie, z którym musi się zmierzyć — utratę kończyny. Udział w tym sporcie jest więc w pewien sposób próbą rozpoczęcia życia od nowa, zmierzenia się z samym sobą, z tym, żeby po wypadku nie zamykać się na świat, na cele i marzenia, które się miało przed amputacją.
— Nie można się załamywać, bo to najgorsze co może być. Siedzenie w domu i rozpaczanie nad tym, co się stało, nic nie daje. Od razu trzeba przyjść, zebrać się w sobie i mieć twardą psychikę — mówi bramkarz reprezentacji Polski, Tomasz Masłowski.
Amp futbol to po prostu piłka nożna dla osób po amputacjach, więc część przepisów w porównaniu z podstawową wersją piłki nożnej została zmieniona. Mecze składają się z połów po 25 minut, a każdy zespół wystawia siedmioosobowy skład (razem z bramkarzem). Oczywiście bramki są mniejszych rozmiarów od tych, które oglądamy w ekstraklasie czy na boiskach Bundesligi, tak samo jest z rozmiarem boiska. Bramkarzom wolno bronić tylko jedną, sprawną ręką i nie mogą oni wychodzić poza pole karne. Jeśli to uczynią, drużyna przeciwna dostaje rzut karny. Zawodnicy wychodzą na boisko bez protez, mają za to do dyspozycji kule łokciowe. Zagrania piłki kulą traktowane są tak jak zagrania piłki ręką w pełnej wersji futbolowej. Inne różnice w przepisach to: całkowity zakaz wślizgów, brak spalonych czy nielimitowane zmiany.
Piłka nożna dla ludzi z amputacjami na dobre narodziła się około trzydziestu lat temu. Poszczególne kraje, na czele z Brazylią, Salwadorem, Anglią, Uzbekistanem czy Rosją, zaczęły u siebie rozwijać taki sposób grania w futbol. Później dołączały kolejne kraje, ale nie były w żaden sposób zrzeszone, aż do momentu, gdy w 2005 roku powstał WAFF (World Amputee Football Federation). W obecnej chwili dyscyplina ma już swoje mistrzostwa świata, w których uczestniczą 24 zespoły, a może być ich więcej, gdy wzrośnie liczba krajów zgłoszonych do WAFF. Znajdziemy również kraje, w których istnieją już poszczególne ligi, a nawet takie, w których dochodzi do transferów zawodników i regularnych wynagrodzeń (Turcja).
Ale głównym celem tego sportu jest resocjalizacja. Bardzo dobrym przykładem jest Liberia. Ten kraj położony w zachodniej części Afryki przez wiele lat przechodził brutalną wojnę domową. Do walk często wykorzystywano młodych ludzi, czasem nawet dzieci, i dla wielu kończyło się to tragicznie. Inni przetrwali, ale ze śladem na całe życie poprzez utratę którejś kończyny. Tak samo jak wielu mężczyzn wracało z frontów I i II wojny światowej po amputacjach czy z poważnymi chorobami. Wyjście z takiej sytuacji było (i nadal jest) dla tych ludzi bardzo trudne, jako że w Liberii nie ma co liczyć na jakiekolwiek zasiłki wypłacane przez państwo, nie ma mowy o żadnej pomocy finansowej, gdyż kraj jest po prostu zbyt biedny. Dlatego duża część tych osób nie potrafiła poradzić sobie z życiem, trafiając na ulicę, żebrząc czy dokonując aktów kryminalnych. Krótko mówiąc — ludzie bez perspektyw.











