Wiele wskazuje na to, że Grzegorz Lato wychodzi z ukrycia. Po barwnym, spektakularnym i, co tu dużo mówić, trochę zapomnianym wystąpieniu w języku angielskim podczas konferencji prasowej UEFA na Maderze prezes tym razem wyskakuje z kolejnym hasłem promującym jego iloraz inteligencji.
Pięknie jest pójść sobie na mecz, podpatrzeć dobre, żywe widowisko i opuścić stadion z uśmiechem na twarzy. Ma się wtedy wrażenie, że główni bohaterowie zwrócili nam w pewnym sensie koszt zakupu biletu w formie artystycznej. Wracamy do domu, być może w towarzystwie pięknej kobiety, po meczu może jakaś mała dogrywka… Wchodzimy do pokoju, włączamy telewizor. Wywiad z Fabiańskim. „O! Super. Posłuchamy, co powie. Przecież zagrał dzisiaj wspaniałe zawody”. Chłoniemy całą wypowiedź jak gąbka wodę, aż tu nagle znajoma twarz czai się gdzieś z tyłu. Ta „łysa glaca” przerywa wywiad i wypowiada kluczową sentencję: „Nie ma dobrych bramkarzy, są tylko źle trafieni”… I cała przepiękna atmosfera wieczoru prysła jak bańka mydlana. Jedno zdanie i ten idiotyczny, prostacki śmiech tuż po jego wypowiedzeniu psują dobre samopoczucie budowane od co najmniej popołudnia. Odechciewa się żyć, nasza kobieta zapomniała, że nie wyłączyła żelazka i musi wychodzić, a my nieświadomie, w otępieniu chwytamy za kolejną butelkę koniaku.
No dobra. Może zbyt wyidealizowałem całą sytuację. Ale spróbuję inaczej… Ktoś mógłby powiedzieć: mam to gdzieś, przecież nie będę przejmował się jakimiś bzdetami, które mówi ten gość. Otóż nie! Nikt, komu dobro polskiej piłki leży na sercu (a ja się nieskromnie do tej grupy zaliczam), nie może spokojnie patrzeć, jak prezes związku po raz kolejny wypowiada swoją życiową prawdeńkę, która jest kompletnie niezrozumiała. A jeśli ktoś mówi niezrozumiale, to znaczy, że bredzi. A jeżeli bredzi (i to seriami w wielu językach), to na pewno nie można powiedzieć, że jest człowiekiem opanowanym i reprezentatywnym. Z prostych względów nie można by mu zabronić publicznych wypowiedzi, bo niby kto miałby to zrobić? Minister sportu? Premier? A może koledzy od kieliszka?
Od kilkunastu lat nie mamy szczęścia do kolejnych szefów związku. Każdy z nich na pewno miał jakieś zalety. Dziurowicz był uparty w dążeniu do celu (niektórzy nawet uważali, że był wręcz apodyktyczny, co wypomina mu się już w negatywnym sensie). Listkiewicz potrafił zakręcić się wokół odpowiednich osób tak, aby cały związek dobrze na tym wyszedł (patrz: Euro 2012). W czym dobry jest Lato? Hmm… No właśnie… Może po prostu za mało czasu daliśmy mu na jakieś spektakularne sukcesy? Może rozwinie swoje zbawienne skrzydła dopiero za jakiś czas? W każdym razie, jeśli ktoś widzi jakiekolwiek plusy, proszę o maila na adres [email protected].
Do czego zmierzam: w przypadku każdego kolejnego prezesa minusy przysłaniały nam plusy. Czegokolwiek by nie zrobili na korzyść polskiej piłki, zawsze znalazłoby się więcej argumentów dla których mielibyśmy ich biczować słownie niż chwalić. Być może to już taka nasza nowa cecha narodowa – tak jak narzekanie na niskie zarobki i brak pracy. A wystarczy być optymistą – przynajmniej takie mam wrażenie, słuchając każdej publicznej wypowiedzi Grzegorza Laty. Wystarczy mieć nadzieję na to, że ta kadencja minie szybciej, aniżeli sugeruje kalendarz. A jeśli komuś mało, to niech sobie przypomni, co śpiewał Tomek Lipiński w utworze „Jeszcze będzie przepięknie”.










