Euro miało swoich zwycięzców, ale również i przegranych – wielkich przegranych. Zapraszamy do zapoznania się z redakcyjnymi typami największych rozczarowań niedawno zakończonego polsko-ukraińskiego czempionatu.
1. Reprezentacja Holandii
W kwestii największego rozczarowania wątpliwości chyba nie będzie. Holendrzy mieli bić się o tytuł, a zakończyli turniej już na fazie grupowej, nie zdobywając w niej ani jednego punktu i strzelając zaledwie dwie bramki. Nawet reprezentacja Polski spisała się na Euro lepiej. Nie chodzi już nawet o zdobycze punktowe czy strzelone bramki. Chodzi o styl, w jakim Holendrzy pożegnali się z turniejem. W kwestii rozczarowań można wymienić w zasadzie każdego kolejnego gracza „Oranje”. Arjen Robben miał wkręcać w ziemię obrońców rywali, a wkręcał samego siebie. Nie wychodziło mu praktycznie nic, począwszy od dryblingów, przez dośrodkowania, na uderzeniach na bramkę kończąc. Niestety, zawiódł nie tylko on.

Wesley Sneijder to kolejna osoba, która rozbudzała w Holendrach wielkie nadzieje. Na Euro na linię pomocy „Pomarańczowych” spadła chyba jakaś klątwa, bo nikt w niej nie był sobą. Momentami Holendrzy grali, co prawda, swoją piłkę, ale pech chciał, że trafili akurat do grupy śmierci. Absolutnie mieli z niej awansować, ale już porażką z Danią bardzo skomplikowali sobie sprawę i nie byli zależni od siebie. Nadzieje rozbudziły się przy stanie 1:0 w meczu z Portugalią, ale wówczas na scenę wkroczył Cristiano Ronaldo, który zakończył pomarańczowy sen o awansie do fazy pucharowej. Holandia rozczarowała i to bardzo – aż za bardzo. Odpadnięcie z grupy można by było wybaczyć, ale w momencie, gdy drużyna z takimi gwiazdami jak wspomniani Robben i Sneijder czy van Persie choćby o awans powalczyła. Występ „Oranje” na Euro 2012 trzeba rozpatrywać niestety w kategoriach wielkiej katastrofy.
2. Polska i Polacy
Cóż, znęcania nad naszą kadrą ciąg dalszy. Możemy cieszyć się ze świetnego zorganizowania turnieju, być może najlepszego turnieju mistrzostw Europy w historii – zważywszy na fakt, że wszyscy prorokowali, że dojdzie do blamażu – ale w kwestii czysto piłkarskiej wypadliśmy bardzo blado. A to zwalanie winy na zamknięty dach, a to afery z biletami – na okrągło doszukiwaliśmy się przyczyn porażek i próbowaliśmy się tłumaczyć. Pierwszym przegranym jest Franciszek Smuda, którego decyzje miały kluczowy wpływ na tak nieudany występ naszej reprezentacji. „Franzowi” najwięcej zarzucało się w kwestii zmian, a raczej ich braku. Absolutnie nikogo to nie dziwi, bo nawet największy piłkarski laik, który mecze ogląda raz do roku, widział, że w drugiej połowie spotkania z Grecją nasi zawodnicy oddychali już rękawami. Smuda miał jednak inne zdanie i poprzestał na jednej wymuszonej zmianie.










