51 meczów, miesiąc emocji – to wszystko już za nami. 10 lipca Euro 2016 zostało oficjalnie zakończone. Z mistrzostwa Europy cieszą się Portugalczycy, którzy zdobyli Stade de France, pokonując faworyzowaną Francję 1:0. Ale ich triumf to nie jest jedyny pozytyw Euro. Co jeszcze warto zapamiętać i do czego będziemy mogli w przyszłości wracać? Sprawdźmy.
1. Złota Portugalia
Grzechem byłoby jednak nie rozpocząć od dosyć niespodziewanego mistrza Europy – Portugalii. Znajdą się pewnie tacy, którzy przez najbliższe lata będą twierdzić, że tak słabego mistrza Europa dawno nie miała. Można oczywiście przypominać, że Portugalia wykorzystała słabość nie tylko swoich rywali, ale też systemu rozgrywek (bo wyszła z grupy z trzeciego miejsca), ale jednego nie można im zabrać. W fazie pucharowej imponowali konsekwentną grą, która potrafiła wykrwawić każdego przeciwnika i obrzydzić mu futbol na dobre. Duża w tym zasługa nie tylko samych zawodników, ale przede wszystkim Fernando Santosa, który zaszczepiając dyscyplinę i konsekwencję, poprowadził zespół do złota.
2. Historyczne wyniki „Biało-czerwonych”
Po niedzielnym wieczorze w części polskich serc ból i smutek, że to nie my graliśmy o najcenniejsze trofeum, mieszał się z małą satysfakcją, że zdobyli je nasi pogromcy, którzy z nami najbardziej się męczyli. Polacy we Francji wykonali tytaniczną pracę i przeżyli piękną, historyczną przygodę, a tematem wielu rozmów jeszcze przez długie miesiące będą bramki Błaszczykowskiego, interwencje Fabiańskiego czy emocje podczas konkursów rzutów karnych. Z nadzieją możemy przystępować do eliminacji MŚ. Francuskie doświadczenia są nieocenione i mogą za dwa lata w Rosji przynieść nam duże profity. Oby tak było!
3. „Maluczcy” zawojowali Europę
Węgry, Islandia, Walia. Co łączy te trzy nacje? Albo debiutowały one na mistrzostwach Europy (jak Islandia i Walia), albo wracały na nie po wielu latach nieobecności (Węgry). W ostatnich tygodniach robiły furorę, często dając pstryczka w nos faworytom. Skazywani na pożarcie Węgrzy wyszli z grupy z pierwszego miejsca (grali m.in. z mistrzem Portugalią), Islandczycy doszli do ćwierćfinału, a Walijczycy aż do półfinału. Euro to był turniej niespodzianek, wpisały się więc one znakomicie w tę konwencję i udowodniły przy okazji, że powiedzenie w Europie nie ma słabych drużyn jest tak aktualne jak nigdy wcześniej.










