Wczoraj zaprezentowaliśmy Wam pięć największych naszym zdaniem rozczarowań polsko-ukraińskiego czempionatu. Dziś, żeby poprawić nastroje, prezentujemy zestawienie ludzi, którzy nas podczas Euro zaskoczyli pozytywnie.

1. Jordi Alba
Trudno powiedzieć, czy jest to prawdzie odkrycie. Chłopak zaliczył świetny sezon w Valencii i jeszcze przed Euro był praktycznie dogadany z Barceloną. No ale szerszej publiczności Katalończyk nie był prawie wcale znany. Wiedziano o nim tylko tyle, że istnieje. W kadrze mistrzów świata zadebiutował niecały rok temu. Do tego zrobił to trochę fartem, del Bosque otwarcie mówił, że do ostatniej chwili wahał się, czy nie postawić na kogoś innego (Didaca z Espanyolu albo Canellę ze Sportingu). Alba szybko udowodnił Vicente, że ten nie pomylił się, wybierając właśnie jego. Praktycznie w każdym rozegranym dotychczas meczu Jordi był wyróżniającym się zawodnikiem, często najlepszym. „Sfinks” zaufał mu tak bardzo, że na Euro nie zabrał żadnego naturalnego zmiennika dla Katalończyka. Już w maju stało się więc jasne, że defensor będzie grał w każdym meczu od pierwszej do ostatniej minuty. I tak też się stało. Sześć spotkań, gol w finale, asysta w ćwierćfinale i niesamowita skuteczność podań – 92%. Nieźle jak na żółtodzioba. Alba w fazie grupowej grał bardzo dobrze, ale pełnię swoich umiejętności pokazał dopiero w decydujących meczach. Wtedy był prawdziwym królem swojej strony boiska. Już po zakończeniu turnieju Hiszpan podzielił się z dziennikarzami swoimi wrażenia. – Bałem się, że nie wpasuję się do grupy, ale nie było z tym najmniejszego problemu. Muszę też przyznać, że nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogę rozegrać tak dobry turniej – powiedział 22-latek, który teraz czeka na decyzję klubu w sprawie udziału w igrzyskach. Jemu samemu marzy się historyczny dublet.

2. Theodor Gebre Selassie
Konia z rzędem temu, kto przed startem Euro wiedział, kim jest Theodor Gebre Selassie. Może niektórym obiło się o uszy to znacznie bardziej etiopskie niż czeskie nazwisko. Może ktoś słyszał o pierwszym czarnym zawodniku w kadrze naszych południowych sąsiadów, ale to tyle. Zawodnik Slovana Liberec zaczynał turniej z czystą kartą, nikt niczego od niego nie oczekiwał, miał po prostu grać tak, jak umie najlepiej. Okazało się, że umiejętności to on ma większe, niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Wszystkie mecze fazy grupowej były jego popisami. Prawy obrońca wyróżniał się na tle rywali, bez trudu ich ogrywał, ośmieszał i ogólnie dawał lekcję futbolu. Dopiero w ćwierćfinale poszło mu trochę gorzej, ale w żadnym wypadku nie źle. Przeciwko sobie miał na zmianę Cristiano Ronaldo i Naniego. Każdy boczny obrońca świata popełniałby w takiej sytuacji błędy. Dzień po odpadnięciu Czechów z turnieju Werder Brema ogłosił zakontraktowanie Theodora. Niemcy nie mieli zamiaru czekać, wiedzieli, że zęby na Gebre Selassie ostrzą sobie kluby znacznie większe. Umowę zawarto bardzo szybko, a gdy Thomasa Schaafa poproszono o uzasadnienie, dlaczego zdecydował się postawić na tego właśnie zawodnika, trener odpowiedział krótko: –











