Po zwycięskim sparingu z RPA rywalizację na całego czas zacząć. Już jutro na Polaków czeka najtrudniejsze zadanie w tym roku, a na Waldemara Fornalika pierwszy poważny test. Początek spotkania z Anglią już o 21:00, początek relacji LIVE na iGolu trzy godziny wcześniej.
Nasza reprezentacja tylko raz w roku 2012 grała z tak mocnym przeciwnikiem, można zaryzykować stwierdzenie, że nawet mocniejszym, ale lutowe starcie z Portugalią było tylko sparingiem. Co prawda pierwszym w historii na Stadionie Narodowym, ale tylko sparingiem. Wtedy Cristiano Ronaldo, zawsze starający się na 100%, starał się na 99. Jutro wszyscy Anglicy dadzą już z siebie absolutnie wszystko i jeszcze ciut więcej, bo dwa punkty, które stracili w tych eliminacjach z Ukrainą wyczerpały ich limit błędów na ten rok.

Dlatego będzie niezmiernie trudno. Co z tego, że nie zagra Lampard, skoro są przecież Gerrard, Carrick czy Cleverley. Co z tego, że z gry w kadrze zrezygnował John Terry, skoro Hodgson może sięgnąć po jego klubowego kolegę, Gary’ego Cahilla, mistrza Anglii, Joleona Lescotta, czy też świetnego Phila Jagielkę z Evertonu. Co z tego, że z federacją kłóci się Ashley Cole, skoro wejdzie jeden z najlepszych wykonawców stałych fragmentów gry w Premier League, Leighton Baines, i godnie go zastąpi.
Tak naprawdę trudno się doszukać pozycji, na której Polacy mieliby przewagę. Poziomem do swoich rywali równać się mogą chyba tylko Robert Lewandowski (ale to i tak tylko do napastnika numer dwa, bo Rooney to, nie oszukujmy się, nadal klasa wyżej) i Łukasz Piszczek, którego pewnie 50 ze 100 ekspertów uznałoby nawet za lepszego od Glena Johnsona. Na pozostałych pozycjach wyraźnie odstajemy. No bo jak porównać na przykład rezerwowego w PSV do najlepszego bramkarza Premier League, czołowego lewego obrońcę świata do zawodnika Legii Warszawa albo piłkarzy z górnej połowy, ale nie czołówki Ligue 1 (o rezerwowych z Turcji nie wspominając) do podstawowych graczy wielkiego Manchesteru United?
Sam Roy Hodgson zdaje sobie sprawę ze swojego komfortu wyboru i tak oto rzecze przed meczem: – Jest kilka decyzji dotyczących składu i dobrze, że muszę je podejmować. Wolałbym ich nie określać ilościowo ani nie ustawiać w jakimś porządku, ale dobrze jest mieć takich zawodników, którzy nie są widziani jako gracze pierwszego składu, a z San Marino zagrali w porządku. Z tego powodu ma się większy ból głowy przy wyborze składu, ale każdy trener powie, że chce mieć właśnie taki ból głowy.
No właśnie, czy mamy zatem jakieś szanse? Paradoksalnie tak, bo chociaż Anglicy wielkim potencjałem straszą, to od lat nic nie wygrali. Właściwie wygrali „tylko” jedno mistrzostwo świata prawie 50 lat temu, ale od roku 1990 nie dobrnęli nawet do strefy medalowej żadnej imprezy. Bo o ile mają oni w swoich składach wybitne jednostki, o tyle nie mogą one stworzyć monolitu silnego na tyle, by ogrywać wszystkich. Zdarzają im się wpadki, jak choćby remis u siebie z Ukrainą, a i z San Marino nie wyglądało to wspaniale. Nie łudźmy się jednak, że ostatnie starcie z amatorami można potraktować jako jakiś wyznacznik, bo i tam Anglicy zagrali zapewne nie na pół, a na ćwierć gwizdka, a pięć goli bez problemu wbili.











