Arsene Wenger dopiął swego i w spotkaniu z Sheffield United w Carling Cup wystawił najmłodszą jedenastkę w historii klubu, gdzie średnia wieku wynosiła zaledwie 19.2 lat. Efekt? „Kanonierzy” rozgromili rywala aż 6:0!
To jest coś niebywałego, co Francuz robi z młodzieżą w tym klubie. Nie chodzi tu tylko o trening, ale przede wszystkim o odważne stawianie na zawodników. Dochodzi do tego, że 19-, 20-latek to już doświadczony gracz pierwszej drużyny. Zresztą tak samo mówi Wenger. Przez wiele miesięcy zarzucano mu, że nie trenuje tylko kupuje i wychowuje najzdolniejszą młodzież z całego świata. Tak było i jest w przypadku Fabregasa, Walcotta, Bendtnera czy Carlosa Veli. Ale manager „Kanonierów” pokazał dzisiaj, że także z własnej szkółki potrafi wyciągnąć prawdziwy diament. Mowa tutaj głównie o 16-letnim Jacku Wilsherze, który dzisiaj zdobył swoją pierwszą bramkę dla Arsenalu. Nie jest jednak najmłodszym strzelcem w historii klubu, bowiem zabrakło mu do tego osiągnięcia 46 dni – o tyle młodszy był Cesc Fabregas, gdy pierwszy raz trafił do siatki. Oprócz niego z juniorów najlepiej zapamiętać Kierana Gibbsa, Marka Randalla i Gavina Hoyte’a, młodszego brata Justina.
A sam mecz? Dzieciaki Wengera nie przestraszyły się takich sław, jak James Beattie czy Gary Speed. Były lepsze od początku do końca, a bramki strzelali bardziej „doświadczeni”. Oprócz wspomnianego gola Wilshere’a, dwie dołożył Nicklas Bendtner, a hat-tricka ustrzelił Meksykanin Carlos Vela. Między słupkami całe spotkanie spędził Łukasz Fabiański, najstarszy w Arsenalu, bo „aż” 23-letni.
Wszystko wskazuje na to, że to nie jest jednorazowy sukces tej drużyny. W następnych spotkaniach Wenger raczej nie zmieni składu, więc cały czas będzie można oglądać rozwój tych młodych zawodników. Bez dwóch zdań jest im pisana świetlana przyszłość na Ashburton Grove.
Inny giganci się męczyli
Tradycyjnie z problemami do czwartej rundy awansował Liverpool. „The Reds” prowadzili wprawdzie po bramce Davida Aggera, ale jeszcze w pierwszej połowie wyrównał Michael O’Connor. Gospodarze przez długi okres czasu nie potrafili znaleźć sposobu na zdobycie bramki Crewe, a udało się to dopiero Lucasovi Leivie po blisko godzinie gry. Okazało się, że to wszystko, na co stać było dzisiaj podopiecznych Rafy Beniteza. Wynik 2:1 na pewno jednak nie napawa optymizmem, jeżeli chodzi o grę ofensywną Liverpoolu.
Z problemami awansował także Manchester United. Wprawdzie rywala mieli całkiem niezłego, bo Middlesbrough, ale gra przed własną publicznością do czegoś zobowiązuje. Najciekawszym wydarzeniem spotkania była pierwsza w sezonie bramka Cristiano Ronaldo, który wystąpił także pierwszy raz od początku spotkania. „Diabły” jednak nie zachwycały, a rywali chcieli przejść najmniejszym nakładem sił. Problemy zaczęły się od 56. minuty, kiedy do siatki trafił szykowany na następcę Stewarta Downinga Adam Johnson. Te trudności trwały jednak niewiele ponad 10 minut, bowiem czerwoną kartką został ukarany Emmanuel Pogatetz, co niesamowicie ułatwiło grę gospodarzom. Chwilę później trafił Giggs, a w doliczonym czasie gry gości dobił Nani. Tomasz Kuszczak nie znalazł się nawet na ławce rezerwowych. Nie wiadomo czemu. W barwach „Czerwonych Diabłów” zadebiutował 18-letni Ben Amos.










