Czterech graczy Corinthians, dwóch Chelsea i Monterrey, a także po jednym z Al-Ahly, Sanfrecce Hiroshima i Auckland City. Zapraszamy do zapoznania się z najlepszą jedenastką zakończonych w niedzielę klubowych mistrzostw świata.
Cassio – przed rozpoczęciem turnieju to właśnie bramkarz Corinthians wymieniany był jako ten, który może odegrać kluczową rolę nie tylko w swoim zespole, ale w całych mistrzostwach. Zapowiedzi sprawdziły się w 100 procentach. Golkiper „O Timao” rozegrał dwa bardzo dobre mecze – zwłaszcza ten finałowy, przeciwko Chelsea, był wręcz perfekcyjny. Śmiało można powiedzieć, że to właśnie Cassio zapewnił swojej ekipie tytuł najlepszej drużyny świata.

David Luiz – bez wątpienia najlepszy piłkarz londyńskiej Chelsea w finałowym starciu przeciwko Corinthians. Nie tylko dobrze radził sobie z ofensywnymi zapędami brazylijskiej drużyny, ale też pomagał swojej ekipie w atakach na bramkę rywala. To właśnie Luiz otrzymał od FIFA srebrną piłkę za finałowy występ, która nieco osłodziła mu łzy po dość niespodziewanej porażce.
Chicao – środkowy defensor Corinthians zagrał w dwóch spotkaniach klubowych mistrzostw świata tak, jak od niego oczekiwano – bez litości, z wielką agresywnością. Agresywność ta pozwoliła mu wyeliminować z gry najlepszych ofensywnych piłkarzy Chelsea – wszystko oczywiście w granicach przepisów. Również w półfinałowym starciu przeciwko Al-Ahly Chicao był wiodącą postacią w swojej ekipie, zwłaszcza gdy Egipcjanie zaczęli w drugiej połowie mocniej naciskać.
Ivan Vicelich – piłkarz na pewno najbardziej anonimowy spośród wszystkich, ale też chyba najbardziej doceniony przez media. Eksperci nie mają wątpliwości, że graczowi Auckland City należy się miejsce w najlepszej jedenastce turnieju. Vicelich bardzo mocno wyróżniał się na tle swoich kolegów i prezentował niezwykle dojrzały futbol połączony z twardą defensywną grą.
Alessandro – 33-letni już prawy obrońca Corinthians zadziwił chyba wszystkich w niedzielnym finale przeciwko „The Blues”. Mocno zaskoczony musiał być sam Eden Hazard, który nie potrafił znaleźć sposobu na to, jak poradzić sobie z doświadczonym graczem rywala. Alessandro świetnie się ustawiał i nie pozwolił rozwinąć skrzydeł londyńczykom na lewej stronie boiska.
Juan Mata – jeden z niewielu piłkarzy „The Blues”, który nie rozczarował. To głównie jego fenomenalna dyspozycja doprowadziła zdobywcę Ligi Mistrzów do wielkiego finału. Mata rozegrał kapitalne zawody w półfinale, a i w meczu przeciwko Corinthians bardzo starał się, aby angielska drużyna wywalczyła pierwszy w tym sezonie tytuł. Na nic się to jednak zdało, co nie zmienia faktu, że należy docenić występ reprezentanta Hiszpanii na tegorocznym turnieju.











