Przez Ekstraklasę przewinęło się wielu graczy z różnych państw. Jednym szło lepiej, drugim dużo gorzej. Tak się składa, że przynajmniej jednego reprezentanta miał każdy z naszych rywali eliminacyjnych w walce o Euro 2020.
Każdego z wymienionych dziś w naszej lidze już nie ma, kariera jednych po odejściu z niej przebiegała lepiej, innym gorzej, ale w Ekstraklasie szło im zazwyczaj fenomenalnie. Wybór nie był łatwy, ale starałem się być obiektywny.
Kevin Friesenbichler (Austria)
Austriak w Ekstraklasie spędził tylko sezon. W 2014 roku trafił do mającej mocarstwowe plany i budującej się na silny klub Lechii Gdańsk. Nie zrobił w naszej lidze jednak były junior Austrii Wiedeń i Bayernu Monachium zawrotnej kariery. Miał bowiem pecha, albowiem w Lechii wówczas podstawowym napastnikiem był Antonio Mirko Colak. Przez to Austriak rozegrał w naszej lidze raptem 17 spotkań, pięciokrotnie trafił w nich do siatki. Najlepsze wrażenie robił za czasów zimowej przerwy, gdy w świetnym stylu radził sobie w sparingach. W lidze jednak nadal przegrywał z Colakiem. Po odejściu z Lechii trafił do Austrii Wiedeń. Spędza tam już czwarty sezon, jest zawodnikiem regularnie grającym, ale nie robi wielkiego wrażenia. Trzeba jednak przyznać, że obecna Austria to cień dawnego hegemona. W obecnym sezonie Friesenbichler rozegrał 12 spotkań ligowych i dwukrotnie trafił do siatki. Jego najlepszym sezonem w Wiedniu był poprzedni, gdy strzelił osiem ligowych bramek.
Maor Melikson (Izrael)
34-latek był swego czasu najlepszą „dziesiątką” ligi i gwiazdą Wisły Kraków, a ze względu na polskie korzenie w pewnym momencie pojawiła się nawet opcja jego występów w reprezentacji Polski. Do Wisły trafiał z Hapoelu Beer Szewa i z początku był sporą zagadką. Wielu dziwiło się nawet, że walcząca o tytuł drużyna sięga po piłkarza z ligi, z której Polakom kojarzyło się głównie to, że w przeszłości grali tam Łukasz Surma i Andrzej Kubica. Tymczasem w trakcie swojej przygody z naszą ligą Meliksson, choć nie strzelał wielu goli, często asystował i czarował swoją grą. Przerastał tę ligę o głowę, zachwycał, kibice Wisły go uwielbiali i na następnego takiego pomocnika musieli czekać aż do ery Semira Stilicia. Po odejściu z naszej ligi jednakże Meliksson przepadł. W Valenciennes grał sporo, ale niestety nie trzymał wysokiego poziomu i po półtora roku we Francji wrócił do rodzinnego kraju. Od czterech lat regularnie występuje w barwach Hapoelu Beer Szewa, rozegrał ponad 20 spotkań w reprezentacji Izraela, a w Krakowie do dziś jest wspominany ze sporą dozą rozrzewnienia. Transfer Meliksona zapoczątkował również krótką modę na Izraelczyków w Ekstraklasie, dzięki której do naszej ligi trafili tacy gracze, jak: Dudu Biton, Liran Cohen, Aviram Baruchyan czy Moshe Ohayon.

Andraż Kirm (Słowenia)
Za czasów Meliksona na skrzydle Wisły występował jego równolatek ze Słowenii – Andraż Kirm. Grał on w Wiśle przez trzy sezony w latach 2009-2012, a z krakowskiego klubu pojechał nawet na mistrzostwa świata do RPA. Transfer do Wisły latem 2009 roku był sporym wydarzeniem, oto bowiem mistrza Polski wzmacniał reprezentant Słowenii, uznany na tamtejszym rynku. Jego głównym zadaniem było zająć miejsce na skrzydle, gdzie jeszcze niedawno dzielił i rządził Marek Zieńczuk. Trzeba przyznać, że zadanie to wyszło Kirmowi bardzo dobrze. Gdy miał swój dzień, był nie do zatrzymania. Jego najlepszym sezonem w Polsce był ostatni mistrzowski sezon Wisły – 2010/2011, gdy walnie przyczynił się do tytułu, zdobywając dziewięć bramek. Po niezłym sezonie 2011/2012 na starcie kolejnych rozgrywek opuścił Wisłę na rzecz FC Groningen i trzeba przyznać, że po odejściu z Polski poradził sobie całkiem nieźle. Był podstawowym piłkarzem zarówno FC Groningen, jak i Omonii Lefkossias. Przed dwoma laty wrócił do ojczyzny, gdzie obecnie reprezentuje NK Domżale. W tym sezonie jest podstawowym piłkarzem tego zespołu. W swojej karierze rozegrał 71 spotkań dla reprezentacji Słowenii.













