Wielkimi krokami zbliża się pierwszy sprawdzian kadry Franciszka Smudy w roku 2011. Premierowym rywalem „Biało-czerwonych” będą piłkarze z Mołdawii. Warto zatem przyjrzeć się drużynie naszych najbliższych przeciwników oraz ocenić ich szanse przed meczem z Polakami.
Nie za dużo można powiedzieć na temat futbolu w tym małym kraju. Jego międzynarodowy staż, w porównaniu chociażby z naszym, imponujący zdecydowanie nie jest. Reprezentacja Mołdawii oraz miejscowa federacja piłkarska powstały dopiero przed 20 laty, kiedy upadł Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Ze względu na wchodzenie w skład tego ogromnego państwa, Mołdawianie nie mogli samodzielnie ubiegać się o awans do najważniejszych piłkarskich imprez świata czy kontynentu. Po usamodzielnieniu się zawodnicy z Półwyspu Bałkańskiego walczyli w eliminacjach czterech mundiali. Jednak przez żadne nie udało im się przebrnąć, a rozgrywki na ogół kończyli w dolnej części tabeli. Podobnie rzecz ma się z ich uczestnictwem w kwalifikacjach do czempionatów Starego Kontynentu. Kraj znad Dniestru również ani razu nie uczestniczył w Euro. Niemal na 100 procent nie zobaczymy pochodzących stamtąd zawodników w Euro 2012. Mołdawianie w tabeli grupy E eliminacji po czterech meczach zajmują 4. miejsce ze stratą sześciu punktów do liderującej Holandii, a w perspektywie mają bezpośrednie starcia z również starającymi się o promocję, a prezentującymi wyższy poziom, Węgrami i Szwecją.

Historia spotkań naszych najbliższych przeciwników z „Biało-czerwonymi” jest bardzo krótka i niezwykle korzystna dla reprezentantów Polski. Dotychczas piłkarze znad Wisły mierzyli się z zawodnikami znad Dniestru dwukrotnie. Miało to miejsce w latach 1996-1997, kiedy obie drużyny zetknęły się ze sobą w eliminacjach do mundialu we Francji. W premierowym starciu tych zespołów nasi przeciwnicy stawili Polakom dość silny opór. Dzielnie walczyli, dzięki czemu udało im się nawet zdobyć gola, którego autorem był rekordzista kraju pod względem liczby występów i bramek, Kleszczenko. Podopieczni Antoniego Piechniczka odpowiedzieli trafieniami Henryka Bałuszyńskiego i Krzysztofa Warzychy. W potyczce rewanżowej „Biało-czerwoni” nie dali rywalom absolutnie żadnych szans. Spotkanie to okazało się teatrem jednego zawodnika, Andrzeja Juskowiaka. Popularny „Jusko” rozegrał wtedy jeden ze swoich najlepszych meczów w karierze, a ukoronowaniem jego występu było skompletowanie hat-tricka.
Przed starciem z Mołdawią na usta cisną się głównie dwa pytania. Po pierwsze: czy ten przeciwnik jest w stanie zrobić nam krzywdę? Prawda jest taka, że każdy zlekceważony konkurent jest w stanie swojemu rywalowi zrobić krzywdę, a nawet go poważnie skompromitować. Wątpliwe jest jednak, by Franciszek Smuda pozwolił zawodnikom na jakikolwiek luz przed tym spotkaniem. A biorąc pod uwagę potencjał obu krajów, wskazanie faworyta nie jest trudne. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że przewaga umiejętności i kultury gry leży po stronie Polaków. Mołdawianie, poza Aleksandru Epureanu z Dynama Moskwa, nie grają w silnych klubach. A jeżeli już są w ich składach, to odgrywają tam jedynie marginalne role, jak chociażby Anatolij Dorosz (notabene nie dał sobie rady w Legii). Trener Gavril Balint może tylko pomarzyć o graczach na miarę Jakuba Błaszczykowskiego czy Ireneusza Jelenia. Faktu przewagi Polaków nie zmieni nawet to, że zagrają oni w rezerwowym, ligowym składzie.











