Dankowice – niewielka wieś w połowie drogi między Bielskiem-Białą a Oświęcimiem. Kilka sklepów i barów, kościół, remiza, mnóstwo stawów rybnych i pól uprawnych oraz 2,5 tysiąca mieszkańców, z których kilku postanowiło niegdyś założyć klub sportowy – LKS Pasjonat Dankowice.
A było to jesienią 1945 roku. Gdyby nie wojna, to być może klub powstałby wcześniej. Jednak przez poprzednie sześć lat kombinowano przede wszystkim, jak tu się pozbyć najeźdźców z Niemiec. Gdy udało się wroga przepędzić i zmienił się ustrój, przeprowadzono też osławioną już reformę rolną. Nie ominęła ona Dankowic, ale dzięki inicjatywie sołtysa Walentego Stawowczyka spory kawałek ziemi wydzielono na zbudowanie boiska piłkarskiego.

I tak grupa w składzie: Walenty Stawowczyk, Alojzy Faruga, Edward Foltan, Czesław Łukowicz, Leon Marcińczyk, Stanisław Stawowczyk, Antoni Wróblewski, Alojzy Stawowczyk, Eugeniusz Ryszka i Karol Stasica, założyła LZS Dankowice. Musiały minąć trzy lata, zanim dankowiczanie zaczęli występować w oficjalnych rozgrywkach – najpierw w podokręgu chrzanowskim, a następnie oświęcimskim. W tym okresie przeniesiono też boisko na tereny mniej atrakcyjne z rolniczego punktu widzenia.
Stadionem, choć może jeszcze nie pełną gębą, stało się ono dzięki modernizacji przeprowadzonej w latach 1959-1963. Zbudowano boiska nie tylko piłkarskie, ale także do siatkówki i koszykówki oraz ustawiono przyrządy lekkoatletyczne. Do tego dwa małe budyneczki, które służyły jako pomieszczenie dla bileterów oraz szatnia dla sędziów i magazyn na sprzęt. Zawodnicy swoich szatni nie mieli – przebierali się na ławkach, a kąpali w pobliskiej rzece Dankówce (wtedy była jeszcze czysta). Niestety, boiska do siatkówki i koszykówki przegrały wkrótce z brakiem zainteresowania. Za to w piłkę grano cały czas, a najwięcej emocji budziły onegdaj derbowe pojedynki z Wilamowicami. Trzeba jednak przyznać, że na przełomie lat 60. i 70. klub nieco podupadł.
Jednak później już nigdy nie było tak źle, a praktycznie wszystkie sukcesy Pasjonata mają swoje imię i nazwisko – Andrzej Sadlok. Nie umniejszając zasług wielu innych ludzi, możemy napisać, że to właśnie on w klubie jest już od ponad 40 lat i pełnił w nim chyba wszystkie funkcje, jakie człowiek tylko zdołał wymyślić – od prezesa, przez trenera, najlepszego piłkarza w historii, aż po człowieka koszącego trawę. W międzyczasie zdołał jeszcze wyszkolić reprezentanta Polski (swojego syna, Maćka) i całą rzeszę innych chłopaków, z których kilku zadebiutowało w ekstraklasie czy też grało w reprezentacjach młodzieżowych. Sam o sobie mówi „wariat”, ale można by go też nazwać wulkanem energii i mimo że niedawno przekroczył sześćdziesiątkę, to na jego emeryturę się nie zanosi.












