Bardzo dobrze z Fortuna 1. Ligą wita się Motor Lublin. Drużyna prowadzona przez Goncalo Feio po pokonaniu Zagłębia Sosnowiec tym razem okazała się lepsza od Lechii Gdańsk. Goście tego spotkania wyczekali rywala i zadali decydujący cios w doliczonym czasie gry. Stało się zatem to, do czego już nas Motor zdążył przyzwyczaić. Gdańszczanie po dobrej pierwszej połowie w drugiej mieli już widoczne problemy fizyczne i to też zaważyło na końcowym wyniku.
Po ponad 15 latach rozgrywki pierwszoligowe wróciły do Gdańska. Ostatni domowy mecz Lechii na drugim poziomie miał miejsce jeszcze na starym stadionie przy ulicy Traugutta, a dokładnie 24 maja 2008 roku. Od tamtego starcia minęły dokładnie 5543 dni. We wspominanym sezonie 2007/2008 także byliśmy świadkami starcia z Motorem Lublin. Miało to miejsce w rundzie wiosennej, a Lechia Gdańsk zdołała wygrać to spotkanie 2:0, a finalnie wygrała ligę i wywalczyła awans.
Piątkowe starcie miało dodatkowy smaczek w postaci trenerów obu drużyn. Szymon Grabowski nie tak dawno temu mierzył się z Goncalo Feio w barażach o awans do Fortuna 1. Ligi. Wtedy jego Stomil Olsztyn okazał się gorszy w rzutach karnych i to właśnie Motor Lublin mógł świętować upragniony awans. Tym razem ponownie Portugalczyk okazał się lepszy i jego Motor Lublin wywiózł z Gdańska bardzo cenne jednobramkowe zwycięstwo.
Fajerwerki tylko na trybunach
Na papierze ten mecz zapowiadał się dosyć interesująco. W pierwszych spotkaniach sezonu obu ekip padło łącznie jedenaście bramek, co zwiastowało fajną i ofensywną piłkę. Papier jednak nie przełożył się na poczynania boiskowe. Pierwsza połowa upłynęła pod znakiem wielu nieudanych prób stworzenia sobie dogodnych sytuacji podbramkowych. Optycznie lepiej prezentowała się Lechia Gdańsk, która miała solidną przewagę w posiadaniu piłki. To też gospodarze potrafili poważniej zagrozić bramce strzeżonej przez Łukasza Budziłka. Uczynił to nie kto inny jak Luis Fernandez, jednak jego strzał zza pola karnego bramkarz Motoru Lublin cudem sparował na poprzeczkę.
Goście próbowali skutecznie kontrować rywala, nie skupiając się przy tym na dłuższym budowaniu akcji. Finalizacja w ich wykonaniu nie była jednak na wysokim poziomie i efektem było tylko kilka niecelnych uderzeń. Po raz kolejny można było dostrzec, że mimo problemów kadrowych Lechia Gdańsk jest solidnie poukładana taktycznie i nie daje po sobie tego poznać. W pierwszej części gry znać o sobie dali jeszcze fanatycy gospodarzy, którzy efektownym pokazem pirotechnicznym przerwali na moment spotkanie.
https://twitter.com/BKSMaciej/status/1685008576266334208
Nokaut w samej końcówce
Trudno rozpisywać się nad tym, co działo się w drugiej połowie. Widowisko od samego początku było jeszcze słabsze, niż miało to miejsce przed przerwą. Dalej wedle oczekiwań dłużej piłkę przy nodze miała Lechia Gdańsk, ale nie miała już takiego ułatwienia, by skutecznie przedostawać się pod pole karne Motoru Lubin. Goście za to byli nieco bardziej konkretni w swoich szybszych akcjach, ale nadal ich strzały pozostawiały sporo do życzenia. Szczęście mogło się do nich uśmiechnąć za to w 68. minucie, gdy w polu karnym padł jeden z zawodników, jednak VAR nie doszukał się żadnego kontaktu.











