Motor Lublin tym razem wyrwał zwycięstwo w Gdańsku


Beniaminek ponownie strzelił zwycięskiego gola w końcówce spotkania

29 lipca 2023 Motor Lublin tym razem wyrwał zwycięstwo w Gdańsku
Krzysztof Porębski / PressFocus

Bardzo dobrze z Fortuna 1. Ligą wita się Motor Lublin. Drużyna prowadzona przez Goncalo Feio po pokonaniu Zagłębia Sosnowiec tym razem okazała się lepsza od Lechii Gdańsk. Goście tego spotkania wyczekali rywala i zadali decydujący cios w doliczonym czasie gry. Stało się zatem to, do czego już nas Motor zdążył przyzwyczaić. Gdańszczanie po dobrej pierwszej połowie w drugiej mieli już widoczne problemy fizyczne i to też zaważyło na końcowym wyniku.


Udostępnij na Udostępnij na


Po ponad 15 latach rozgrywki pierwszoligowe wróciły do Gdańska. Ostatni domowy mecz Lechii na drugim poziomie miał miejsce jeszcze na starym stadionie przy ulicy Traugutta, a dokładnie 24 maja 2008 roku. Od tamtego starcia minęły dokładnie 5543 dni. We wspominanym sezonie 2007/2008 także byliśmy świadkami starcia z Motorem Lublin. Miało to miejsce w rundzie wiosennej, a Lechia Gdańsk zdołała wygrać to spotkanie 2:0, a finalnie wygrała ligę i wywalczyła awans.

Piątkowe starcie miało dodatkowy smaczek w postaci trenerów obu drużyn. Szymon Grabowski nie tak dawno temu mierzył się z Goncalo Feio w barażach o awans do Fortuna 1. Ligi. Wtedy jego Stomil Olsztyn okazał się gorszy w rzutach karnych i to właśnie Motor Lublin mógł świętować upragniony awans. Tym razem ponownie Portugalczyk okazał się lepszy i jego Motor Lublin wywiózł z Gdańska bardzo cenne jednobramkowe zwycięstwo.

Fajerwerki tylko na trybunach

Na papierze ten mecz zapowiadał się dosyć interesująco. W pierwszych spotkaniach sezonu obu ekip padło łącznie jedenaście bramek, co zwiastowało fajną i ofensywną piłkę. Papier jednak nie przełożył się na poczynania boiskowe. Pierwsza połowa upłynęła pod znakiem wielu nieudanych prób stworzenia sobie dogodnych sytuacji podbramkowych. Optycznie lepiej prezentowała się Lechia Gdańsk, która miała solidną przewagę w posiadaniu piłki. To też gospodarze potrafili poważniej zagrozić bramce strzeżonej przez Łukasza Budziłka. Uczynił to nie kto inny jak Luis Fernandez, jednak jego strzał zza pola karnego bramkarz Motoru Lublin cudem sparował na poprzeczkę.

Goście próbowali skutecznie kontrować rywala, nie skupiając się przy tym na dłuższym budowaniu akcji. Finalizacja w ich wykonaniu nie była jednak na wysokim poziomie i efektem było tylko kilka niecelnych uderzeń. Po raz kolejny można było dostrzec, że mimo problemów kadrowych Lechia Gdańsk jest solidnie poukładana taktycznie i nie daje po sobie tego poznać. W pierwszej części gry znać o sobie dali jeszcze fanatycy gospodarzy, którzy efektownym pokazem pirotechnicznym przerwali na moment spotkanie.

https://twitter.com/BKSMaciej/status/1685008576266334208

Nokaut w samej końcówce

Trudno rozpisywać się nad tym, co działo się w drugiej połowie. Widowisko od samego początku było jeszcze słabsze, niż miało to miejsce przed przerwą. Dalej wedle oczekiwań dłużej piłkę przy nodze miała Lechia Gdańsk, ale nie miała już takiego ułatwienia, by skutecznie przedostawać się pod pole karne Motoru Lubin. Goście za to byli nieco bardziej konkretni w swoich szybszych akcjach, ale nadal ich strzały pozostawiały sporo do życzenia. Szczęście mogło się do nich uśmiechnąć za to w 68. minucie, gdy w polu karnym padł jeden z zawodników, jednak VAR nie doszukał się żadnego kontaktu.

W ostatnim kwadransie na moment Lechia zdołała się przebudzić. Efektem tego było kilka dosyć dobrych akcji, kończonych jednak ponownie strzałami zza pola karnego i minimalnie niecelnymi. Motor Lublin wyczekał ten chwilowy napór i bardzo umiejętnie zaczął wykorzystywać pojawiające się przestrzenie na boisku. Jedna taka kontra wyszła mu znakomicie i w 92. minucie to właśnie goście rozstrzygnęli ten mecz na swoją korzyść. Lewym skrzydłem świetnie urwał się Mariusz Rybicki, który wyłożył piłkę na szesnasty metr do Bartosza Wolskiego. 26-latek miał sporo miejsca i na dużym spokoju zdołał pokonać Antoniego Mikułkę.

Akcja bramkowa została przeprowadzona przez dwóch wprowadzonych w drugiej połowie zawodników. To był właśnie klucz Motoru na odniesienie zwycięstwa w Gdańsku. Goncalo Feio wykorzystał limit pięciu zmian, mając dosyć jakościową ławkę, za to Szymon Grabowski po przerwie skorzystał zaledwie z dwóch graczy z ławki. Powody takiego stanu rzeczy są oczywiście jasne, gdyż Lechia nadal jest w trakcie budowy. W końcówce po prostu zabrakło jej sił, a Motor Lublin to wzorowo wykorzystał, tworząc jedyną konkretną akcję w całym spotkaniu. Czasami właśnie tyle wystarcza.

Konsekwencja popłaca

Mamy za sobą dwie kolejki Fortuna 1. Ligi, a Motor Lublin w obu spotkaniach odniósł zwycięstwo, strzelając gola w samej końcówce. Nie jest to ani trochę zaskoczeniem, gdyż sam awans też miał w sobie podobną historię. W półfinałowym starciu z Kotwicą Kołobrzeg wydawało się, że już szanse są pogrzebane, a w doliczonym czasie udało się wyrównać i doprowadzić do dogrywki. Dobrze wiadomo, jaką charakterną osobą jest Goncalo Feio, ale trzeba mu oddać, że swój charakter wzorowo wszczepił w drużynę.

Trudno oceniać faktyczną siłę zespołu po dwóch kolejkach, aczkolwiek można przewidywać, że z Motorem wiele ekip może mieć problemy. Styl gry drużyny z Lublina jest niezmienny, i to niezależnie od rywala. Nie jest łatwo przedostać się w jego pole karne i trzeba umiejętnie korzystać z każdej takiej wypracowanej sytuacji. Jest to też drużyna, która ma bardzo dobrze opanowaną grę bez piłki i przesuwanie na boisku. Pewne braki w meczu z Lechią były widoczne w drugiej linii, ale to też z racji klasy rywala, którą doceniał trener Feio na konferencji po meczu.

Według mnie każdy piłkarz Lechii jest zawodnikiem z umiejętnościami na ekstraklasę i to było widać na boisku. Ich kultura gry, którą trzeba bardzo docenić, była na wysokim poziomie. 

Im więcej dobrych wyników będzie notował Motor, tym więcej będzie pytań, jak wysoko może zajść w tym sezonie. Pytany o to Goncalo Feio, z chłodną głową podchodził do jakichkolwiek rokowań.

Celem Motoru Lublin jest wygrywanie kolejnych spotkań. Mecz po meczu, punkt po punkcie. Niektóre zespoły na pewno mogą mówić wprost, co jest ich celem. My jesteśmy ambitni, mamy swoje marzenia i chcemy patrzeć w górę, ale gdzie nas to zaprowadzi, to zobaczymy. 

Potrzeba cierpliwości

Lechia Gdańsk mimo tej porażki nie ma powodów, by zwieszać głowy. Szczególnie pierwsza połowa pokazała, że nawet w takiej sytuacji kadrowej można przeważać z bardzo dobrze poukładanym rywalem. Z przebiegu gry na pewno gospodarze na porażkę nie zasłużyli, ale należy mieć na uwadze fakt ciągłej budowy. W takich sytuacjach na pewno wpadki się zdarzać będą, by z czasem na tej bazie i przy coraz lepszej kadrze tego właśnie unikać.

Pierwsza połowa w mojej opinii była jak nie bardzo dobra, to na pewno była dobra i powinniśmy schodzić do szatni z prowadzeniem jedną bramką. To był zalążek tego, jak to ma wyglądać. Obiecuję, że kibice będą z tej drużyny dumni. Szymon Grabowski na konferencji pomeczowej

Trzeba mieć na uwadze, że podstawowa jedenastka Lechii za trzy, cztery tygodnie może wyglądać znacznie inaczej. Wzmocnienia są finalizowane coraz prężniej, a na dniach zaprezentowany zostanie kolejny zawodnik. Mowa o Dawidzie Bugaju, czyli młodzieżowym reprezentancie Polski, który ostatnio występował w młodzieżowej drużynie SPAL.

W opiniach kibiców tuż po tym spotkaniu można ujrzeć dużo zrozumienia i tak to właśnie powinno wyglądać. Istnieje tu potencjał na zbudowanie dobrej drużyny, a równa forma i dobre wyniki z czasem wtedy nadejdą. W tej chwili trzeba doceniać obecny skład i to, że nawet zawodnicy niegrający na swojej pozycji dają radę. Szczególnie mowa tu oczywiście o linii defensywnej, do której naprawdę nie można mieć wielkich zastrzeżeń. Młodzi zawodnicy, ograni na początku sezonu, mogą być potem dużą wartością dodaną jako rezerwowi – gdy kadra będzie w pełni skompletowana.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze