– Jeżeli przegracie, nadal będziecie najlepsi na świecie. Jeśli wygracie, będziecie wieczni – powiedział piłkarzom Barcelony przed finałem Klubowych Mistrzostw Świata, Pep Guardiola.
Barcelona zgarnęła szóste trofeum. Po mistrzostwie kraju, pucharze i superpucharze Hiszpanii, Lidze Mistrzów oraz Superpucharze Europy, wygrali Klubowe Mistrzostwo Świata. Notabene pierwsze w historii klubu. Guardiola płakał jak dziecko. Ale nie ma się co dziwić. Nikt, nawet on sam, nie przypuszczał, że zaledwie kilkanaście miesięcy po objęciu schedy po Rijkaardzie, stanie się niemalże żywą legendą klubu z Camp Nou. Przeszedł do historii. Pokazał, że nie trzeba być trenerem z wielkim obyciem i doświadczeniem, żeby odnosić takie sukcesy. Wielu powie, że gdyby Guardiola dostał inną drużynę niż Barcelona, to teraz nie święciłby takich tryumfów. Pewnie by tak było. Ale i tak jest wielki. Jeśli prowadzenie Barcelony równa się wielkim tryumfom, to dlaczego dopiero po ponad 100 latach od powstania klubu ktoś odniósł taki sukces? Bo prowadzić katalońskiego giganta, a poskromić go i odpowiednio ustawić na boisku, to co innego. Słaby kucharz nawet z najlepszych składników nie przygotuje dobrej potrawy. Guardiola dostał te składniki, a potrawę przyrządził pierwszorzędną.
Śmieszą mnie komentarze czytelników, które widzę pod tekstami opisującymi zwycięstwa Barcelony. Tzn. nie wszystkie, ale część z nich. Mnóstwo zazdrosnych nibykibiców pisze, że Barcelona wygrywa fuksem. Że jej zwycięstwa to dzieło przypadku. Jeżeli sześć tytułów z rzędu to przypadek, to w takim razie pojedyncze mistrzostwo kraju w wykonaniu Manchesteru czy Realu musi być wypadkiem przy pracy. Nikt, kto choć trochę zna się na piłce nie powie, że Barcelona nie zasłużyła na te wszystkie trofea.
Gaurdiola stworzył doskonały kolektyw. Ze starej, zużytej układanki wyrzucił niepotrzebne części. Zastąpił je nowymi, które w połączeniu z tymi, które zostały, stworzyły najdoskonalszy obraz piłkarski wszech czasów. To mieszanka finezji i ciężkiej pracy. Hybryda piękna i boiskowej inteligencji. Barcelona tworzy historię. To co zrobiła, wpisze się na jej kart na zawsze.
– Osiągnęliśmy absolutny szczyt w 2009 roku, teraz musimy być przygotowani na upadek. Nie powtórzymy już tego sukcesu – powiedział po finale z Estudiantes Guardiola. Myli się. Nawet jeśli Barcelona nie zdobędzie w tym sezonie Pucharu Hiszpanii czy też mistrzostwa kraju, to wystarczy żeby wygrała drugi raz z rzędu Ligę Mistrzów. Wtedy znów będzie na ustach wszystkich, bo dokona tego jako pierwsza. A szanse ma wielkie.










