W meczu eliminacyjnym do Młodzieżowych Mistrzostw Europy reprezentacja Polski do lat 21 pokonała rówieśników z Turcji 3:1. Bramki dla Polaków strzelali Bartłomiej Pawłowski i dwa razy Arkadiusz Milik.
Najpierw do ofensywy ruszyli Turcy. Już w 3. minucie mieli oni doskonałą szansę na objęcie prowadzenia, ale najpierw świetną interwencją popisał się Szumski, a dobitka Bekdemira poszybowała ponad poprzeczką. Potem do głosu doszli Polacy i jak się okazało od razu przyniosło to efekt bramkowy. Błąd defensywy przyjezdnych wykorzystał Pawłowski, który strzałem w krótki róg pokonał rozpaczliwie interweniującego Omera Kahveciego.

Od tej pory Polacy niepodzielnie rządzili na boisku. Tureckiej bramce zagrażali kolejno Furman, Chrapek i Wszołek. Szczególnie ten pierwszy był bliski szczęścia, po jego strzale do bramki zabrakło jakieś pół metra. Starania „Biało-czerwonych” przyniosły upragniony efekt w 24. minucie. Wyśmienite dośrodkowanie Michała Żyro padło łupem Arkadiusza Milika, a ten strzałem głową wpakował piłkę do siatki.
Turcy byli zaskoczeni, bo przecież to oni uchodzili w tym spotkaniu za faworyta. Jednak Polacy po chwili sprawili im jeszcze jedną „niespodziankę”. W roli głównej znów wystąpił Milik, który wykończył dokładne podanie od Pawła Wszołka. To był prawdziwy knock-down, ale Polacy byli w pełni świadomi, że w futbolu nawet po trzech takich ciosach można podnieść się z kolan i wrócić do gry.

W drugiej połowie goście od razu ruszyli do odrabiania strat. Turcy wyszli na boisko z błyskiem w oczach, który dawał do zrozumienia, że teraz na murawie będą sypały się iskry. I rzeczywiście, nie minęło 10 minut, a Bassan z bliskiej odległości mógł pokonać Jakuba Szumskiego, jednak ten wykazał się sporym refleksem. Kilka chwil później golkiper Piasta Gliwice nie miał już nic do powiedzenia. Przy długim podaniu do Kocabasa pomylił się Adam Pazio i Turek z łatwością mógł wejść w pole karne, gdzie bez problemu poradził sobie z polskim bramkarzem.
Ekipa trenera Abdullaha Ercana po tym golu chwyciła wiatr w żagle i pod bramką Szumskiego coraz częściej robiło się gorąco. Najwięcej strachu Polacy najedli się w 72. minucie, kiedy to po dośrodkowaniu Bassana piłka minęła wszystkich zawodników i uderzyła w słupek. Szansę na strzelenie bramki kontaktowej miał też Kocabas, ale w decydującym momencie piłka odskoczyła mu od nogi, dzięki czemu Szumski przykrył ją swoim ciałem, by zapewnić swojej bramce bezpieczeństwo. Turcy naciskali do samego końca, lecz ich starania nie przyniosły skutki bramkowego. Piłkarze w pewnym momencie nie wytrzymali napięcia i na boisku wywiązały się przepychanki, w wyniku których Julien Tadrowski wraz ze zmienionym wcześniej Enginem Bekdemirem obejrzał czerwoną kartkę.











