7:0. Wynik idzie w świat. Jednak do tego, co zobaczyliśmy na boisku, można mieć pewne obiekcje. Gibraltar na tle Polaków właściwie nie istniał, ale nie było to spowodowane jakąś nadzwyczajną grą podopiecznych Nawałki. Można wręcz powiedzieć, że przed meczami z poważnymi rywalami obawy nie będą niczym dziwnym.Zgodnie z oczekiwaniami, Polacy od samego początku przystąpili do zmasowanych ataków, pozostawiając na własnej połowie jedynie stoperów i Szczęsnego, ale były to ataki bardzo chaotyczne. Ciężko było się dopatrywać w tym jakiegokolwiek zamysłu, a pojedynczy piłkarze bardzo mocno rozczarowywali. Należy szczerze stwierdzić, że jeśli Klich i Milik nie są w stanie pokazać się na tle Gibraltaru, to na chwilę obecną nie ma dla nich miejsca w kadrze. Podobnie dla Olkowskiego, który dziś niemożebnie miotał się po prawej stronie a i z zatrzymywaniem ataków rywali miał czasami problemy. Kilka razy „popisał się” też Wawrzyniak, który a to się poślizgnął, a to dał wyprzedzić jednemu ze skrzydłowych.
Wracając jednak do reprezentacji jako całości: całe szczęście, że gospodarze sami niemal tworzyli nam sytuacje do zdobywania bramek. Nie licząc ich nieudanych zagrań w pierwszej połowie nie udało nam się stworzyć żadnego zagrożenia pod ich bramką. Więcej: pierwsza połowa to był w wykonaniu naszej reprezentacji dramat. Przyjmowanie piłki na dwa razy, nieudane podania na kilka metrów, równie niecelne przerzuty, wolne tempo rozgrywania i brak ruchu wymuszającego podanie. Całość podsumowała bramka zdobyta przez Grosickiego: piłka po uderzeniu jego słabszą nogą leciała z pół godziny i gdyby nie rykoszet, to bramkarz nie miałby z tym strzałem żadnego problemu.
Wydawało się, że po przerwie ten obraz nędzy i rozpaczy nie ulegnie zmianie, tym bardziej, że tym razem to Gibraltar ruszył do ataku. Jak dzieciak dał się ograć Glik, rywali powstrzymać nie dał rady również Olkowski, co spowodowało rzut rożny i zagrożenie pod bramką Szczęsnego. Gospodarze jednak zbytnio zapędzili się do ofensywy i dali nam okazje do tego, co od lat wychodzi nam najlepiej – kontrataku. Ostatecznie Grosicki zachował się jak profesor i podwyższył prowadzenie, jednocześnie otwierając worek z bramkami. Cztery dorzucił Lewy, który dwukrotnie właściwie samodzielnie zabawił się z całą obroną rywali, a do siatki trafił również Szukała, który zaprezentował wyskok a’ la Michael Jordan.
Wcześniej dośrodkował mu ze stojącej piłki Klich i trzeba powiedzieć, że stałe fragmenty gry można zapisać na pewno na plus w tym meczu. Nie wiadomo, na ile wynikało to ze słabości rywala, ale można było odnieść wrażenie, że nasi piłkarze sporo pracowali nad tym elementem. Nieźle spisali się też skrzydłowi – Rybus i Grosicki – którzy napędzali nasze akcje, w przeciwieństwie do środka Klich-Krychowiak, który ani akcji nie napędzał a i dla Gibraltaru nie był zaporą nie do przejścia. Niezłą zmianę dał Mączyński, który potrafił zagraniami z pierwszej piłki przyspieszyć grę, czego brakowało przede wszystkim w pierwszej połowie.
Zwycięstwo na początku eliminacji na pewno cieszy, niezależnie od rywala, który stanął naprzeciwko. Oby ta wysoka wygrana dodała wiary we własne umiejętności reprezentantom Polski i rozpoczęła pewny marsz do mistrzostw Europy.










