Dla kibiców może to i fajna informacja. Kolejki w najmocniejszych ligach rozgrywane w środku tygodnia. Kolejne superspotkania do obejrzenia itp. Ale warto też popatrzeć na samych piłkarzy. Po co im aż taka dawka w tak krótkim czasie?Patrząc na rozkład jazdy, stwierdzimy, że jest świetnie. Mecze co dwa, trzy dni – dla kibica wiadomość fantastyczna. Rozumiem, że gra się dla kibiców, ale to chyba lekka przesada. Prościej by było przedłużyć sezon o tydzień, a nie wyciskać ostatnie soki z piłkarzy. Jak klub bez szerokiej ławki ma przetrwać coś takiego?
Mija tydzień, a niektórzy mogą mieć w nogach 270 minut. To naprawdę ogrom. Jednym powiedzieć jest łatwo, bo siedzą sobie za biurkiem i twierdzą, że wszystko wiedzą najlepiej, a wystarczyłoby wybiec na godzinę na murawę i grać na takich obrotach jak zawodowcy, a skutki odczuwaliby przez kolejny tydzień.
Przecież do jasnej cholery to też są ludzie, a nie roboty. A nawet jak roboty, to mają prawo się przegrzać! Praktycznie jeśli rozgrywa się trzy mecze w tydzień, kończy się praca trenera. Nie dowali przecież po jednym meczu treningu siłowego czy długiego, jak za dwa dni każdy musi być świeży, bo znowu trzeba robić to samo. I co tu robić? Zwykła rozbiegówka czy lekka gierka i strzały. Nic więcej.
Później wszyscy się dziwią, że na koniec sezonu nie mamy takich emocji, jakbyśmy chcieli. Jak wszyscy są zajechani, to trudno oczekiwać, żeby piłkarz rozegrał siedemdziesiąty mecz w sezonie na najwyższym poziomie.
Popatrzmy na taką rzecz. Zaczynamy np. mecze w sobotę, następnie w tygodniu europejskie puchary, później weekendowa kolejka, kolejna w środku tygodnia i znów w weekend. W ciągu dwóch tygodni pięć meczów to chyba troszeczkę za dużo.
Na każdy wolny tydzień cieszą się i piłkarze, i trenerzy. Pierwsi mogą odpocząć czy potrenować i lepiej przygotować się do meczów, a drudzy mają pełne pole manewru w wyborze ćwiczeń. To jest rzecz jedna, pozostaje jeszcze druga, typowo zdrowotna.
Naprawdę na piłkarskich boiskach nie występują panienki (bez urazy dla Pań), tylko twardzi mężczyźni, którzy nie odstawiają nogi. Raczej nikt po meczu nie idzie jeszcze pobiegać czy nie wiadomo co robić, tylko najchętniej położyłby się spać, bo nie ma na nic siły. Oprócz wyczerpania łapią skurcze, no i z racji walki przez 90 minut występuje coś takiego jak poobijane ciało. A na to nie ma leków. Jedynym jest czas, tylko on może pomóc. A w przypadku rozgrywania meczów co kilka dni nie ma ani chwili do stracenia.
OK, rozumiem, przyzwyczailiśmy się do spotkań w europejskich pucharach w środku tygodnia, w końcu każdy do tego dąży. To jest wpisane w grafik. Już nawet można zaakceptować te popieprzone puchary krajowe. Jak ktoś nie jest w stanie, to zwyczajnie przegrywa mecz i już więcej grać nie musi. Wychodzi później na to, że w środku tygodnia jest więcej razy spotkanie, niż go nie ma. Ale wspaniałomyślni działacze jeszcze dowalą kolejkę, dla rozluźnienia.
Pomińmy całą sytuację, to jest też nieopłacalne. Rzadko jestem w stanie zobaczyć pełny stadion podczas meczu w środku tygodnia. To nie Liga Mistrzów. Ludzie normalnie pracują, więc nie mogą przyjść wieczorem na starcie swojej drużyny. W związku z tym spada przychód z biletów.











