Martin Odegaard – norweskie złote dziecko zaczyna błyszczeć w La Liga


Norweski "talent stulecia" wyrasta na lidera Realu Sociedad

30 sierpnia 2019 Martin Odegaard – norweskie złote dziecko zaczyna błyszczeć w La Liga
cdn.vox-cdn.com

W 2015 roku największe kluby świata chciały się o niego pozabijać, ale on sam miał obrany jeden kierunek — Hiszpanię. Ostatecznie właścicielem jego karty zawodniczej został Real Madryt, ale zawodnik nie zagrzał tam miejsca. Poszedł na wypożyczenie do Heerenveen, spisał się. Poszedł do Vitesse, został wybrany do jedenastki sezonu. Dzisiaj jest piłkarzem Realu Sociedad, w którym udowadnia, że od pierwszych kolejek ma zamiar walczyć o miano MVP na Estadio Anoeta. Martin Odegaard, chłopak, którego każdy kibic zna z nazwiska i chce poznać z najlepszej piłkarskiej strony.


Udostępnij na Udostępnij na

Mając 16 lat, jesteś na etapie początku liceum i najważniejszą sprawą dla ciebie jest odpowiednie przygotowanie do matury. Myślisz: może warto podążyć za marzeniami? Skoro masz talent, to dlaczego nie? W taki sposób pomyślał piłkarz norweskiego Stromsgodset, który mimo młodego wieku rządził i dzielił na tamtejszych boiskach. Jego talent odbił się echem po całym świecie, dlatego niedługo przyszło mu czekać na oferty od bossów piłkarskiego świata. No i stało się, zaakceptował ofertę Florentino Pereza. Dostał 2 miliony euro rocznej pensji, pogrywał sobie w Realu Castilla, ale nigdy nie przebił się na stałe do pierwszego zespołu. Za wcześnie. Teraz dojrzewa jako mężczyzna i piłkarz na wypożyczeniach. Cel numer jeden — gra dla Realu Madryt. Dzisiaj ma szansę na wykazanie się w La Liga, dlatego bieżący sezon ma być dla niego próbą generalną, którą dotychczas przechodzi bezbłędnie.

Byle zachować spokój

Wraz z  błyskawicznie przebiegającą karierą wzrosły także oczekiwania. Zyskał duży rozgłos, ale niekoniecznie wyszło mu to na dobre. Gdy odchodził z Realu, kibice zaczęli wykrzykiwać w jego stronę frazy w stylu „zmarnowany talent stulecia” czy „przereklamowany”. Dowód na głupotę tych słów? Kiedy przybył na Bernabeu, miał 16 lat i nawet nie myślano o nim jak o piłkarzu wyjściowej jedenastki. Sztab szkoleniowy został oskarżony przez fanatyków „Królewskich”, że nie dostał szansy, odesłali go na wypożyczenie. Kredyt zaufania został jednak spłacony przez fenomenalne występy w Eredivise. W sezonie 2018/2019 został jedynym piłkarzem spoza Ajaksu i PSV wybranym do jedenastki sezonu. Idealny sposób na zamknięcie ust hejterom.

Dzisiaj jest już w Hiszpanii i ma niepowtarzalną okazję do udowodnienia Zidane’owi, że jest gotów na Real Madryt. Jednak o tym przyjdzie myśleć pod koniec sezonu. Teraz musi skupić się na dalszej pracy pod okiem Imanola Alguacila, który słynie ze swojego optymistycznego podejścia do młodych zawodników. Pierwsze spotkania pokazały, że hiszpański styl gry jak najbardziej mu odpowiada. Wypalił się w oczach sezonowców, ale jest piłkarzem na tyle obiecującym, że już jako nastolatek wykręcał fantastyczne liczby.

Dużą podporą okazał się ojciec

Niepodważalnym atutem Martina jest jego charakter. Sława w wieku 16 lat nie przyniosła niczego dobrego poza pieniędzmi, które musiały się pojawić ze względu na konkurencję. Jest piłkarzem cichym i ciężko pracującym. Bez dwóch zdań zdaje sobie sprawę z presji, jaka na nim ciąży, ale na boisku udowadnia, że jest kandydatem na przyszłą gwiazdę. Samozachwyt mu nie grozi, a pracując jak dotychczas, może osiągnąć więcej, niż sam się spodziewa. Ojciec Martina Hans Erik Odegaard był kluczową postacią w rozwoju talentu swojego potomka. Sam reprezentował klub Stormsgodset w latach 1993-2003. W oczach syna widział pasję do piłki, a na boisku wyróżniał się on wśród rówieśników. Zapytany o jego nieprzeciętny talent, wypowiedział się w jednym wywiadów.

Już kiedy był dzieckiem, wiedziałem, że ma pasję do futbolu, ale pamiętam doskonale, kiedy zdałem sobie sprawę z faktu, że będzie naprawdę dobrym piłkarzem. Byłem wtedy czynnym piłkarzem, a Martin miał nie więcej niż osiem lat. Byłem wtedy na boisku i trenowałem biegi interwałowe. Mój syn był jak zawsze ze mną. Kiedy skończyłem, chciałem iść do domu, ale on mi na to nie pozwolił, bo uparł się, by oddać jeszcze 50 strzałów na bramkę. Wtedy zrozumiałem, że Martin ma nie tylko talent do piłki, lecz także talent do treningu, a to najważniejszy ze wszystkich talentów.

Jak widać, zapału mu nie brak. Teraz wystarczy zachować trzeźwy umysł i robić swoje, a efekty będą kwestią czasu.

Dwie kolejki, 180 minut gry

To, że Odegaard musi się wykazać w Realu Sociedad, jest rzeczą naturalną, ale podstawową kwestią są łapane minuty. Im więcej grasz, tym większe doświadczenie zyskujesz. Może zbyt wcześnie na robienie z niego fenomenu, ale już zdążył odcisnąć ślad w piłkarskim świecie, jednak głównie z nazwiska. Teraz nadchodzi czas rozliczenia z piłkarskich umiejętności.

Estadio Mestalla, Valencia podejmuje Real Sociedad i prowadzi 1:0 aż do 99. minuty. Jesus Gil Manzano odgwizduje rzut karny po zagraniu ręką Francisa Coquelina. Mikel Oyarzabal pewnie wykorzystuje „jedenastkę” i „Errealas” wracają na Anoetę z jednym punktem. 90+11 – najpóźniej zdobyty gol w historii La Liga. Do szatni schodzi zmęczony Martin Odegaard, który po raz pierwszy w karierze rozegrał pełne 90, a w zasadzie 101 minut w La Liga.

Tydzień później ekipa Imanola Alguacila wyleciała na Baleary podjąć tamtejszą Mallorcę, beniaminka Primera Division. 82. minuta, wynik 0:0, „Errealas” wyprowadzają kontrę. Skrzydłem pędzi Portu, który bez problemu radzi sobie z lewym obrońcą „Bermellones” Lumorem Agbenyenu. Podanie do wchodzącego w środek pola Odegaarda, który bez problemu pokonuje bramkarza rywali. Pierwszy gol Norwega w La Liga. Sociedad wygrywa 1:0 i po dwóch kolejkach ma cztery punkty na koncie.

Bez cienia wątpliwości „Odi” był jednym z kluczowych piłkarzy w tych dwóch spotkaniach. Początki znakomite, teraz tylko utrzymać taką formę i dbać o zdrowie, a o jego przyszłość w La Liga nie trzeba będzie się martwić.

Pokaż, co potrafisz, i wracaj do domu

Od okrzyknięcia Martina „talentem stulecia” minęło prawie pięć lat i od tamtego czasu zdążył być zmieszany z błotem i wrzucony do worka z transferowymi niewypałami. Całe szczęście, że tylko w oczach mało świadomych kibiców. Florentino Perez dał młodziakowi do zrozumienia, że bardzo na niego liczy, a „Zizou” stoi przed zadaniem przebudowania kadry, które dotychczas nie jest wypełniane pomyślnie.

Jak wcześniej wspominaliśmy, „Odi” staje przed próbą generalną. Nie jest to przypadkowe określenie. Można popisywać się wielkimi umiejętnościami w lidze holenderskiej, ale konieczna jest powtórka z rozrywki szczebel wyżej. Eredivise nie ma startu do La Liga, dlatego chcąc grać dla Realu, trzeba mieć na to papiery. W 2015 roku pokazał, że ma na nie predyspozycje, ale dalej brakuje mu marki. W dzisiejszych czasach jest to bardzo istotna sprawa. Co prawda stał się podstawową postacią reprezentacji Norwegii i jej najmłodszym debiutantem (podobnie jak w Realu Madryt, a miało to miejsce 23 maja 2015 w meczu z Getafe), ale to wciąż nie jest dowód na możliwość utrzymania pozycji w takim klubie jak „Los Blancos”.

Najważniejszą sprawą dla Norwega jest teraz regularna gra. Kiedy wpadnie w rytm meczowy, pokazuje, że potrafi grać jak w transie i wykorzystywać nadarzające się okazje. Nie mógł sobie wymarzyć lepszego miejsca do rozwoju niż Real Sociedad. Klub, który przez wiele lat utrzymuje się w środkowych częściach tabeli, potrzebował zawodnika pokroju Martina. Stanowi idealne uzupełnienie drugiej linii, a wytrzymałość i wola walki, jakimi dysponuje, pozwalają mu na grę przez pełne 90 minut. Kibice „Errealas” będą mieć z niego wiele radości, a mecz z R.C.D Mallorca był na to idealnym dowodem.

Jeśli dalej będzie tak grać, to może być spokojny o przyszłość w Realu, ale przy tym niezbędna jest cierpliwość, a ona akurat jest jego bardzo mocną cechą.

Pytania do eksperta

O Martinie opowiedział nam Piotr Stepulak, redaktor portalu „Ole Magazyn”.

Myśli Pan, że to, co Odegaard pokazał w pierwszych spotkaniach w Sociedad, to tylko chwilowy przebłysk czy cisza przed burzą?

Odegaard jest zawodnikiem o ogromnej jakości i umiejętnościach, co nieraz potwierdzał już w swojej karierze, czy to w Hiszpanii, czy też w Holandii. Dlatego nie zdziwiła mnie tak dobra dyspozycja Norwega w pierwszych spotkaniach, zwłaszcza z Mallorcą. Jednak wiem również, że nie jest to jego max i jestem zdania, że można wykrzesać z niego jeszcze więcej. Oczywiście, będą się zdarzać wahania formy, bo Martin jest młody i dopiero co wchodzi w ten topowy futbol, ale w ogólnym rozrachunku uważam, że będzie bardzo ważnym ogniwem „Txuri-urdin” w nadchodzącym sezonie i jego start to dopiero cisza przed burzą.

Ma predyspozycje do bycia liderem linii pomocy?

Od kiedy pamiętam, Martin był kojarzony raczej z byciem prawym skrzydłowym. U Alguacila gra jednak na „10” w ulubionym systemie Imanola – 4-2-3-1. Wychodzi mu to jak widać na dobre. Może wykorzystać swoją inteligencję boiskową, a deficyty w parametrach fizycznych nadrabia genialną techniką. Idealny numer 10. Na pewno w zespołach grających takim systemem Martin byłby nieoceniony, ale pamiętajmy, że Real Madryt bardzo rzadko gra typową „10”, co potwierdza często kazus Isco. A więc jak najbardziej, Odegaard ma predyspozycje do bycia liderem linii pomocy, ale ta formacja musi też być przystosowana do jego potrzeb, charakterystyki i umiejętności.

Czy dalej zasługuje na miano „talentu stulecia”?

Uważam, że talentem stulecia można nazywać obecnie jedynie jednego sympatycznego Francuza z PSG. Nie zmienia to jednak faktu, że Martin ma ogromny potencjał i jeśli go wykorzysta, jest ogromna szansa, że będzie stanowił o sile Realu Madryt.

Zidane jest raczej sceptycznie nastawiony do młodych piłkarzy i stawia na starą gwardię, nie wliczając w to Viniciusa. Uważa Pan, że po dobrym sezonie w Sociedad będzie w stanie przekonać do siebie „Zizou” i regularnie występować w Realu?

Prawdą jest, że jak jesteś młody, to musisz wyraźnie przekonać Zidane’a, żeby zaczął cię regularnie wystawiać. Jeśli Martin weźmie przykład z Marco Asensio, który również spokojnie, sukcesywnie i powoli wpasowywał się do zespołu, lub Viniciusa, który nie czekał, tylko przebojem wbił się do drużyny jak po swoje, naprawdę może sprawić duży ból głowy „Zizou”. Na razie jednak Norweg musi się skupić na rozegraniu dobrego sezonu w San Sebastian, by w ogóle była mowa o niewysyłaniu go na kolejne wypożyczenie.

***

Od wpatrywania się w grę piłkarzy pokroju Martina Odegaarda można popaść w zachwyt. Jedyne, czego można żałować, to przedwczesny wybuch jego blasku, który przygasł równie szybko. Jednak grając na poziomie La Liga, można go odzyskać, i to z podwojoną siłą. Jest największą nadzieją norweskiej piłki i wszyscy popychają go w stronę sukcesu. Czuje presję, ale znosi ją jak profesjonalista. Będą z niego ludzie, a Alguacil i jego podopieczni mają mu w tym tylko pomóc. Real Sociedad zyskał pomocnika, który stanie do walki z każdym przeciwnikiem, nie opuszczając rękawic do ostatniego gongu. Wielki talent z predyspozycjami na wielkiego piłkarza.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski