Trener Manchesteru City, Roberto Mancini zakomunikował swojemu piłkarzowi, Brazylijczykowi Robinho, że nie będzie grał w pierwszej jedenastce, dopóki nie zasłuży na to swym zaangażowaniem. Tym samym nie będzie zważał na kwotę, za którą piłkarz był pozyskany półtora roku temu.
W wakacje roku 2008, Robinho przeszedł z Realu Madryt do Manchesteru City za 42 miliony euro. Było to spore zaskoczenie, gdyż przez cały czas trwania okna transferowego mówiło się raczej o tym, że piłkarz dołączy do zespołu Chelsea Londyn. Sam zawodnik chyba również był na to przygotowany psychicznie, gdyż na pierwszej konferencji prasowej w zespole z Eastlands, zdarzyło mu się nawet pomylić nazwy tych dwóch klubów.
Na City of Manchester Stadium nigdy nie było z niego większego pożytku. Prasa rozpisywała się o jego konfliktach z trenerem Markiem Hughesem oraz o chęci opuszczenia „The Citizens”. Pojawiały się plotki o zainteresowaniu jego osobą ze strony Barcelony.
Kiedy Hughesa zwolniono, a pojawił się Mancini, zaczął przekonywać Brazylijczyka, by pozostał w Manchesterze i z tym klubem powalczył o najwyższe laury. Robinho jednak raczej nie wziął sobie do serca propozycji nowego trenera. Odkąd przejął on zespół, piłkarz zaliczył zaledwie jeden mecz. Ostatnio Włoch stwierdził:
─ To, ile dany gracz kosztował, nie ma znaczenia. To jest ważne tylko wtedy, kiedy chce się dokonać transferu. Po fakcie, najważniejsze jest, by zawodnik ciężko pracował i dobrze grał.
Czy zatem Robinho zmieni swoje postępowanie i zacznie regularnie występować w drużynie Manciniego? Jeśli nie, zapewne wkrótce opuści on drużynę Manchesteru City.










